Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

170701 miejsce

Zabójcze Grzybki dla nastolatek

I stało się – mamy nowy twór na niemieckim muzycznym rynku. Czy Zabójcze Grzyby (w oryginale nazwa brzmi lepiej: Killerpilze) to boysband promowany, by konkurować z Tokyo Hotel, czy może dobry punk rock w wykonaniu dobrych muzyków?

 / Fot. Oficjalna strona zespołu killerpilze.deObawiam się, że prawdziwi koneserzy cięższych brzmień i konserwatywni odbiorcy punk rocka nie będą marnować czasu na wysłuchanie pierwszego utworu do końca. Bo – nie da się ukryć – Zabójcze Grzyby (niech to, muszę wreszcie zacząć nazywać ich oryginalną nazwą, bo polskie tłumaczenie po prostu nie przystaje… nawet boysbandowi) to skład stworzony przez marketingowców po to, by zawrócić w głowach trzynasto- i czternastoletnim dziewczynkom mieszkającym za naszą zachodnią granicą.

Mamy więc do wyboru (w zależności od wieku i upodobań przyszłej fanki): Jo, lidera grupy, lat 18, gitara elektryczna i wokal; Maxa, 19 lat, gitara basowa i wokal oraz Fabiego, lat 15, który gra na perkusji. Skład przeciętny i przewidywalny do bólu… Tych trzech ślicznych, potarganych chłopców gra „niegrzeczną muzę”. Wszyscy oczywiście odziani modnie: przyduża bluza, spodnie z krokiem w kolanach, a do tego równie za duże, co bluza i (obowiązkowo!) rozsznurowane sportowe obuwie - chociaż to i tak lepiej niż styl „garnitur i trampki”, promowany przez chłopców z wysp brytyjskich – patrz Take That.

Chciałabym jeszcze napisać coś o ich artystycznych profilach psychologicznych, ale nie bardzo wiem, cóż mogłoby to być. Bo spojrzenia wszystkich wyrażają okrągłe nic. Miały być zadziorne, czy niegrzeczne, a są żadne. Jedynie najmłodszy, Fabi jest odrobinę niesforny, wesoły, ale zrzućmy to na karb wieku i tego, że może jeszcze producentom nie udało się dzieciaka zmanierować.

Tymczasem, skoro już się kopiuje, to warto wszystkie wzorce – zwłaszcza te właściwe. W czasach dobrej, starej gwardii boysbandowej, jak wspomniane Take „Tylko-Po-Co-Te-Trampki” That, New Kids On The Block, czy girlsbandów, jak Spicetki, jedno z założeń marketingowych było takie: każdy z członków zespołu, niezależnie od płci – ma jakąś rolę do odegrania. Musi być jakiś. Dla samotnych dziewcząt – samotny, romantyczny wokalista, dla amatorek mocniejszych wrażeń – wokalista niegrzeczny, który opowie o tym, że może nie ma najlepszych ocen w szkole (choć się stara, bo wie oczywiście, jakie to ważne), ale za to ma marzenia i wierzy w ich siłę! Nastolatki rozwieszały sobie na ścianach plakaty z podobizną wrażliwego Joego (z miną lekko nostalgiczną) z New Kidsów, czy grzeczniusiego Marka Owena z Take That. Były także fanki przeładnego Nicka (który wniósł na światowe rynki muzyczne bonus: otworzył drzwi do kariery swojemu młodszemu bratu Aaronowi – czyli coś dla młodszych słuchaczek). Nad Wisłą triumfy święcił niejaki Bartek Wrona z Just 5, tudzież równie piękny, co romantyczny Maciek Molęda (ach, do dziś pamiętam te niebieskie oczy… hmm… jego twórczość jakby nieco mniej).

I obowiązkowo oczywiście wszyscy członkowie pierwszych boysbandów byli samotni, bo brak czasu nie pozwalał im na znalezienie tej jednej, jedynej wymarzonej księżniczki. Na przykład Angelo Kelly (z osławionej onegdaj grupy The Kelly Family, również przez niektórych pomawianej o komercję), napisał piosenkę „I can’t help myself” o miłości do matki swoich dzieci Kiry, a potem przez dobre kilka lat w kolorowej prasie zarzekał się, że do napisania tego utworu pchnęła go miłość do ciężko chorego ojca (który nota bene jakieś dwa lata później zmarł).

Ale rozpisałam się – czas wrócić na ziemię. To, co prezentują Zabójcze Grzyby w warstwie muzycznej też – podobnie jak ich image - nie jest nowatorskie. Jest zbiorczą kopią dziesiątek podobnych zespołów. Kolejny twór „zcastingowany” po to, by ktoś mógł na nim zarobić, a ci ładni (a jakże!) chłopcy podrasować szkolny lans kilkoma wystąpieniami w Bravo. Przewaga Tokyo Hotel jest taka, że byli przynajmniej pierwsi.

Mimo wszystko dorobek Pilzów jest imponujący. Na rynku ukazały się od 2004 roku trzy albumy i aż sześć promujących je singli. Pierwszy pod zgrabnym (i mówiącym niestety o piosence wszystko) tytule: Richtig Scheisse. Utwór zaczyna się od „typowo punkowego” obrazka: dziewczynka w podkolanówkach z lizakiem w ustach (hmm.. czy to czegoś wam nie przypomina? Na przykład prekursorki „nurtu pensjonarskiego”, Britney?), siedzi i najwyraźniej się nudzi w różowym fotelu. Dziewczynka potem jeszcze kilkakrotnie wystąpi jako obiekt westchnień wokalisty, grając na fortepianie i generalnie robiąc dokładnie to, co pannom z dobrych domów przystaje, podczas gdy ten będzie zdobywał ją szturmem, machając pod jej oknem transparentami (z napisami niekoniecznie grzecznymi). Podobnie jak cała twórczość Killerpilze teledysk jest zgrabnie zrobiony i nawet nieco zabawny, chłopcy są sympatyczni, a muzyka wpadająca w ucho. Można bez problemu rytmicznie popodrygiwać. Tylko… po co nam na rynku coś takiego? Kolejny raz!

Dobrze, że chociaż na koniec utworu wokalista (co prawda w kontekście niemożności zdobycia serca swojej wybranki) pyta retorycznie: „Ich frag’ mich, was mach’ ich eigentlich hier?” Czyli po naszemu - klasyka: ”I co ja robię tu? Uuu… Co ja tutaj robię?” To pytanie warto sobie zadać. Skoro nie ma sensu czegoś robić, to może należałoby po prostu przestać to robić?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Ja również byłam kiedyś wielką fanką rodzinki The Kelly Family, i po mimo mojego wieku nadal od czasu do czasu słucham sobie ich muzyki ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 03.04.2008 17:07

Btw: No nie wiem czy można powiedzieć o tych ludziach:

[quote]Wszyscy oczywiście odziani modnie: przyduża bluza, spodnie z krokiem w kolanach, a do tego równie za duże, co bluza i (obowiązkowo!) rozsznurowane sportowe obuwie - chociaż to i tak lepiej niż styl „garnitur i trampki”, promowany przez chłopców z wysp brytyjskich – patrz Take That.[/quote]

Spodnie z krokiem w kolanach? Ja tam u nich czegoś takiego nie widzę :D

Co do zespolu:
Nie lubię niemieckiego, dlatego do mnie ten zespól niezbyt przemawia :) Slucham roznych rzeczy, a utwory prezentowane przez tych ludzi nie sa czyms wyjatkowym...

No coz... dlugawo, troche zboczone z tematu... ale nienajgorzej. W sumie czytalo sie przyjemnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie podoba mi się, przypomina mi to teksty z gazetki szkolnej.
Nie wiem właściwie, czy to recenzja, bo Autorka potraktowała temat bardzo emocjonalnie, wzięła go do siebie.
Poza tym to taki misz - masz. Najpierw Killerpilze, potem, nie wiadomo skąd i po co, Take That i coś o Just 5, ni z gruchy ni z pietruchy. Nie wiadomo właściwie czy jest to tekst o grzybiarskim zespole, czy o nastoletnich idolach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Recenzja mi się podoba. Czepiacie się ;-)
Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • . .
  • 02.04.2008 21:27

Nie miałam tu na myśli samej recenzji - bo takowych o tym - jakby nie patrzeć mało popularnym u nas zespole można policzyć na palcach jednej ręki :)

Swoją drogą Killerpilze pojawiło się w warszawskiej Stodole. Nie miałam jednak przyjemności(?) tam być. W sumie ciekawe jak młodziki radzą sobie na żywo na scenie. W TV to każdą szmirę da się wylansować ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie trąca? To proszę mi wskazać inną, tak dobrą, polską recenzję dokonań tych szansonistów?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • . .
  • 02.04.2008 21:06

Nooo nowością to nie trąca ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 02.04.2008 20:40

Hmmm... nowy twór? O ile pamiętam, to ten szit na VIVA Polska leciał już bardzo dawno temu... Także trochę tekst jest nieaktualny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgrabnie napisane, ale czy to na pewno jest tekst na "jedynkę" w serwisie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.