Facebook Google+ Twitter

Zabójczy numer jakoś mało zabójczy

Miał być świetny film, no bo na ekranie same gwiazdy - Bruce Willis, Morgan Freeman, Ben Kingsley, seksowna Lucy Liu… No i klapa.

Fot. Materiały dystrybutora Głównemu bohaterowi - Slevinowi - świat wali się na głowę: traci pracę, przyłapuje na zdradzie swoją dziewczynę. Po takim natłoku nieszczęść, chłopak wyjeżdża do Nowego Jorku, aby szukać szczęścia. Ma zamieszkać u swojego przyjaciela Nicka Fishera. Nie zastaje go jednak w mieszkaniu, a do drzwi co chwila pukają mafiozi, a także śliczna i seksowna Lindsey (Lucy Liu). No i po pół godziny film się troszkę rozkręca.
Niestety, dialogi, które w zamierzeniu miały być intelektualne, wypadają słabo. Jedynie kilka można udać za śmieszne. Po 50 minutach film zaczyna się robić przewidywalny.Fot. Materiały dystrybutora
Strasznie się zawiodłam na Willisie. Gra sztywno, jakby kij połknął. Z drugiej strony jego rola nie wymaga pokazywania emocji. Jednak dzięki temu Bruce pozwala wyjść na pierwszy plan Joshowi Hartnettowi (Slevin), który łatwo zdobywa sympatię widza. Wiarygodny jest, jak zwykle świetny, Morgan Freeman.
Mocnym punktem filmu (żałuję, że nie jest to ani gra, ani scenariusz) jest scenografia, która tworzy tajemniczy i odrobinę mroczny klimat. Niezwykle konsekwentna, geometryczna, momentami pełna przepychu, ale uporządkowana.
Fot. Materiały dystrybutoraI to by było na tyle.
No dobrze, może trochę przesadzam, film nie jest aż tak słaby. W sam raz na wieczór w który nie macie już kompletnie co robić. Chociaż ostatnia scena doprowadziła mnie do nieeleganckiego chichrania się. Bowiem, gdy myślimy, że to już koniec i koniec ten, w porównaniu do całości, wydaje się nie taki zły, okazuje się, że to wcale nie jest koniec. Koniec dopiero następuje i jest straszliwie kiczowatym, landrynkowym, typowo amerykańskim (w najgorszym tego słowa znaczeniu) końcem. Proponuję wyjść cztery minuty przed napisem The end.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Uwqazam ze nie nalezy narzucac przyszlemu widzowi filmu agresywnie negatywnej opinii.Zawodowi krytycy czesto sie myla skazujac film na klape,co sie w kosekwencji nie sprawdza ,film ma potezna ogladalnosc i jeszcze potezniesza kase.
Uwazam ze krytycy amatorzy ,laicy powinni z jakas mala asekuracja podchodzic do tematow,ktore wydaje im sie ze znaja.Niestety sa gusta i gusciki i nic na to nie poradzimy.

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.08.2006 00:56

Dziś byłem na tym filmie. Nie jest aż tak zły. Wybierałem pomiędzy nim a bodajże jakimś polskim. Jednak ponieważ na ostatnich polskich "dziełach" High Way i Dublerzy totalnie się zawiodłem (straszna miernota), wybrałem produkcję made in usa. Film może nie pozostawia po wyjściu z kina umyslowej goryczy, ani transcendentnych doznań, ale ogląda się miło. Trochę próbuje czerpać z filmów Guy'a Richiego. (Lock Stock, Snatch, Revolver). Faną prostych rozwiązań pod znakiem gnata i twardzielskich min, polecam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.