Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

13611 miejsce

Zabójstwa honorowe

Do obcych kulturowo zjawisk można podejść na dwa sposoby: 1)uznać je za dziwactwa i łajdactwa lub 2)poszukać jakiejś zmiennej, różniącej nasze społeczeństwo od cudzego tak, że na jego miejscu byłoby dla nas racjonalnym postępować tak jak ono.

 / Fot. Ryszard UrychJednym z ulubionych sposobów pysznienia się europejskich antyislamistów swoją „wyższością kulturową” jest wskazywanie na przypadki występowania w społecznościach muzułmańskich zjawiska „zabójstw honorowych”. Nic bardziej błędnego, z co najmniej trzech powodów: 1) zabójstwa honorowe nie stanowią pospolitych zbrodni, jakimi chcą je widzieć ich przeciwnicy, 2) zabójstwa honorowe nie mają nic wspólnego z szariatem, a wręcz przeciwnie, stoją w opozycji do niego, jak każdy samosąd do prawa stanowionego, 3) jeżeli w którejś kulturze występuje zjawisko egoistycznego mordu uzasadnianego godnością ofiary, to jest to współczesna kultura europejska.
Zależność człowieka od rodziny
Na początek przenieśmy się do starożytnej Mezopotamii – choć równie dobrze może być to jakakolwiek inna czasoprzestrzeń dziejów ludzkiej cywilizacji – kultura, wyłączając współczesną europejską antykulturę, jest bowiem dość uniwersalna. W Międzyrzeczu nie istnieje ani powszechny system emerytalny, ani publiczna służba zdrowia. Jeżeli ktoś jest stary lub choruje, zdać się musi na pomoc rodziny. Podobnie jeżeli chce się wykształcić albo zdobyć jakieś prestiżowe stanowisko, potrzebuje materialnego i personalnego wsparcia starszych członków rodu. Sądy nie są od egzekwowania prawa państwowego, które niemal nie istnieje. Składają się na nie bądź instytucje polubowne, do których o arbitraż muszą się zwrócić obie zwaśnione strony, bądź organa władcy, który poprzez nie egzekwuje wyłącznie swoje prawa. W nowo ustanowionym Kodeksie Hammurabiego uregulowano zaledwie 282 kwestie, spośród których większość stanowi egzekucję praw władcy. Jedynie kilkanaście z nich reguluje stosunki między obywatelami. Reszty swoich praw należy dochodzić przy pomocy „zemsty krwawej”, vendetty. W warunkach, o którym mówimy, zdanym się więc jest wyłącznie na rodzinę.
Nawet w wypadku kwestii regulowanych prawem państwowym jest się na nią zdanym. Na ulicach nie ma bowiem kamer ani patroli policyjnych, a w razie przestępstwa wymiar sprawiedliwości należy swoją sprawą dopiero zainteresować, udając się w podróż do miasta i starając się o widzenie u sędziego. Nie uzyska się go bez koneksji rodzinnych. Nie istnieje też kryminalistyka, a dochodzenia opierają się na zeznaniach świadków, których łatwo przekupić albo wzbudzić w nich niechęć do kogoś, kto nie jest poprzez swoje relacje rodzinne głęboko osadzony w społeczności. Znów bez rodzinnych koneksji i pomocy materialnej się nie obejdzie.
Aranżowane małżeństwa
W tym środowisku do wyjścia za mąż szykuje się rówieśnica Zosi z „Pana Tadeusza”. Przypomnijmy, że ta bohaterka Narodowej Epopei miała 13 lat i pretensje do ciotki Telimeny, że ta nie wprowadziła jej jeszcze do towarzystwa w celu znalezienia jej męża, przez co owej nastolatce grozi staropanieństwo. Nasza Mezopotamska bohaterka ma podobne problemy. Aby społeczeństwo mezopotamskie mogło zachować ciągłość pokoleń, potrzeba mu, aby przeciętna kobieta urodziła znacznie więcej dzieci niż dla zachowania ciągłości pokoleniowej musi urodzić współcześnie. O ile obecnie przed 18 rokiem życia umrze 1 osoba na 20, zatem dla zachowania ciągłości pokoleń wystarczy, aby przeciętna para miała 2,1 dziecka, o tyle w Mezopotamii potrzeba było tych dzieci 10-ciorga, a należało urodzić jeszcze „za” te kobiety, które zmarły w trakcie swoich porodów. Nasza 13-latka, podobnie jak jej rówieśnice, musi więc zacząć rodzić już w najbliższych latach.
Jak powinna szukać sobie męża…? Poznać kogoś w pubie i umówić się z nim na randkę? W czasach, w których 1 osoba na dziesięć ginie w wyniku pospolitego morderstwa, nie wychodzi się z domu od tak, aby zawrzeć nowe znajomości. A co może zaoferować rodzinie kawalera i jemu samemu? Posag, na który zarobiła podczas wakacji? A jak powinna ocenić, czy rodzina, do której ma zamiar wyjść, jest porządna i po ślubie nie będzie traktować panny młodej jak popychadła?
Aby wyjść za mąż w warunkach Mezopotamskich, potrzeba było całkowicie zdać się na krewnych. Dalsza rodzina musiała zasięgnąć języka o potencjalnych kawalerach i ich rodzinach, starsi krewni musieli ocenić te informacje i wynegocjować od rodziny kandydata dogodne warunki ożenku, rodzice musieli wysupłać posag, a przez resztę życia panny młodej jej bracia musieli doglądać, by w nowej rodzinie jej się wiodło. Czy można było to wszystko zostawić 13-latce? Jeżeli tak, to czemu nie można było tego zostawić Samancie Geimer, prawie 14-letniej partnerce Romana Polańskiego? Czemu możliwości spotykania się ze starszymi mężczyznami nie można pozostawić 13-letnim galeriankom? Czemu wkład rodziny w Mezopotamskie zaręczyny miałby być wyrazem łamania praw kobiet, a uzależnienie ślubów polskich 16-stoletek i 17-stolatek od zgody sądu już nie?
Jak widać, w typowej społeczności zamieszkującej naszą planetę na przestrzeni dziejów dobrostan człowieka wymagał pomocy rodziny. Pomocy rodziny potrzebowały zwłaszcza kobiety, szczególnie w relacjach ze swoim mężem i nową rodziną, do której wychodziły. Ta potrzeba była tak duża, że widoczna jest nawet w teraźniejszej wielkomiejskiej Hiszpanii.
Rodzina a bezpieczeństwo kobiet
Przenieśmy się do współczesnego Madrytu, miasta leżącego na kontynencie, na którym od czasów kanclerza Otto von Bismarck-a istnieje powszechny system ubezpieczeń emerytalnych, od mniej więcej tego samego czasu istnieje publiczna służba zdrowia oraz publiczna edukacja od przedszkola po uniwersytet. Na kontynencie, na którym dawno zanikły już rodziny wielopokoleniowe a dziadków, wujków, ciotki oraz kuzynów widuje się w najlepszym wypadku od święta, ale na pewno nie mieszka z nimi pod jednym dachem i nie dzieli finansów. Na kontynencie, na którym samorealizacja przybrała tak kuriozalne rozmiary, że dotyczy już nie tylko kursów jogi ale też samorealizacji zawodowej oraz samorealizacji przez macierzyństwo. Otóż w mieście, które stanowi stolicę jednego z najważniejszych i najbardziej postępowych państw tego tak nieprzyjaznego rodzinie kontynentu przeprowadzono badania dotyczące przemocy domowej wobec kobiet. W badaniach tych wykazano, że nawet w tej stolicy postępu czynnikiem, który w największym stopniu korelował z poziomem tej przemocy, była jakość relacji, jakie kobiecie wychodzącej za mąż udawało się po ślubie zachowywać z rodziną, w której się wychowała. Im bliższe stosunki utrzymywała ona z braćmi, tym rzadziej dotykała ją przemoc domowa ze strony swojego miłosnego partnera (D.Buss, Psychologia Ewolucyjna, 2001). Najwyraźniej interesujący się swoją siostrą bracia mają w centrum XXI wiecznej Hiszpanii pozytywny wpływ na jej bezpieczeństwo i dobrostan.
Czy możliwym więc jest, aby sytuacja miała się odmiennie w mniej zatomizowanych społecznościach? Czy to możliwe, żeby kurdyjscy bracia troszczący się o dobrobyt swojej siostry nie mieli pozytywnego wpływu na jej bezpieczeństwo? Bez wątpienia taka troska kobietom przynosi korzyści. A czy przynosi je również mężczyznom?
Bilans mężczyzn
Kiedy pada hasło „zabójstw honorowych”, w pyszałkowatych Europejczykach zaraz pojawia się obraz mężczyzn roszczących sobie prawo do kierowania swoimi siostrami. Ale ile sensu jest w tym obrazie? Cóż przyjemnego miałoby być w zostaniu obarczonym odpowiedzialnością za cudzą egzystencję? Ludzie często dążą do zdobycia kontroli nad innymi, jednak w każdym tego typu przypadku, jak niewolnictwo czy feudalizm, czynią to po to, by innych wykorzystywać, a nie, by zostać obciążonym odpowiedzialnością za nich. Czy zdarza się, by ktoś sprawił sobie dziecko albo chociaż psa pod wpływem pragnienia kilkunastoletniego kontrolowania innej jednostki? Konieczność bycia odpowiedzialnym za dziecko czy czworonoga traktowana jest jako koszt a nie zysk z ich obecności. Los dziecka zależy od rodziców, jednak to ono jest wobec nich uprzywilejowane, to oni muszą o nie dbać i się nim opiekować. Podobnie los siostry często zależy od jej braci, jednak to ona jest wobec nich uprzywilejowana, dlatego, że to na nich spada przykry obowiązek dbania o nią a nie odwrotnie. Zostanie obciążonym odpowiedzialnością za siostrę nie jest żadną atrakcją. Obowiązek bronienia swoich sióstr przed krzywdami ze strony obcych nie jest żadną przyjemnością i nie wiadomo, czemu miałby być – jak roją to sobie feministki…
Zatem to na korzyść kobiet a nie mężczyzn działają typowe stosunki rodzinne, w ramach których bracia mają obowiązek doglądać sytuacji swoich sióstr.
Sprawstwo a odpowiedzialność
A nie jest to obowiązek błahy. Interwencje rodziny kognatycznej u rodziny agnatycznej w sprawach krewnej, która do tej ostatniej rodziny wyszła za mąż, łatwo mogły przerodzić się w wendettę. Jeżeli zatem dziewczyna prowadzała się ze zbyt wieloma chłopcami, zbyt wielu zbyt wiele obiecując, albo kobieta, lekce sobie ważąc zazdrość męża, zbytnio spoufalała się z innymi mężczyznami, narażała swoich braci na konieczność ciągłych interwencji w swoich sprawach u mężczyzn, z którymi miała do czynienia.
W tego typu sytuacjach jest coś niezdrowego, ponieważ ponoszenie konsekwencji czynów jednej osoby przez inne osoby prowokuje tę pierwszą osobę do zachowań nieodpowiedzialnych i generowania strat. Gdyby normy kulturowe pozwalały się kobietom prowadzić, jak im się tylko spodoba, nakazując ich męskim krewnym wyciągać je z każdej opresji, życie tych męskich krewnych narażone byłoby na permanentne niebezpieczeństwo.
Dlatego kultura, zobowiązując braci do brania na siebie spraw bezpieczeństwa swoich sióstr, jednocześnie zobowiązuje te siostry do nie nadużywania tego przywileju, kwestię wymierzenia im kar w razie złamania tego zobowiązania cedując na poszkodowanych w wyniku takiego zachowania, czyli na braci. Czy takie karanie kobiet za narażanie na śmierć spokrewnionych ze sobą mężczyzn stanowi wobec nich tyranię? Nie, chyba że uczciwiej byłoby, żeby niefrasobliwa nastolatka czy namiętna mężatka hulała sobie, oczekując od braci pomocy za każdym razem kiedy wpadnie z tego powodu w tarapaty, narażając w ten sposób męską część swojej rodziny na wykrwawiające vendetty.
Zabójstwa honorowe jako składnik stosunków rodzinnych
Znaleźliśmy więc naszą zmienną, która sprawia, że w danym społeczeństwie pojawiają się zabójstwa honorowe. Jest nią siła rodziny. Zabójstwa honorowe są jedynie elementem pojęcia odpowiedzialności za rodzinę panującego przez większość historii ludzkości we wszystkich społecznościach żyjących na naszym globie. Są elementem podejścia do rodziny, które nie tylko sprzyja kobietom ale które wręcz sprzyja im kosztem mężczyzn. Podejścia, które powstało z myślą o kobietach a nie przeciw nim.
Być może ktoś mimo wszystko uważa inaczej. Być może ktoś jest zdania, że jednak na takim podejściu do relacji rodzinnych kobiety tracą. Taki
ktoś i tak powinien protestować nie przeciw zabójstwom honorowym, które, jak ciągle podkreślam, stanowią one jedynie element szerszej układanki, lecz przeciwko całej kulturze wielkorodzinnej, spoistości rodziny i współzależnościom łączącym jej członków. Jeżeli ktoś uważa, że kobieta nie powinna odpowiadać przed rodziną za swój rozwiązły tryb życia, to ma prawo tak uważać jedynie pod warunkiem, że ten rozwiązły tryb życia kobiety w żaden sposób nie uderza w jej rodzinę, a to jest możliwe jedynie wtedy, gdy kobiety mają obowiązek radzić sobie same, gdy, prowadząc taki tryby życia, narobią sobie kłopotów, a nie obarczać nimi wtedy swoich krewnych. Jednak protest przeciwko całokształtowi tradycyjnych stosunków rodzinnych, które dla kobiet jak świat długi i szeroki stanowią podstawę ich egzystencji, spotkałby się z natychmiastowym sprzeciwem osób w ten sposób „wyzwalanych” z ucisku, czyli kobiet. Na wielu obszarach naszej planety, gdzie człowiek nadal nie jest wstanie radzić sobie bez rodziny, kobiety oczekują chronienia swojej czci przez swoich braci. A oczekując tego, jednocześnie zobowiązują się także same o tę cześć dbać, pod groźbą kary w przypadkach drastycznego łamania tego zobowiązania.
Prawo stanowione kontra samosąd
Niezależnie od tego, jak byśmy nie oceniali zapatrywań zainteresowanych, czyli kobiet, na kwestie ich honoru, oskarżanie szariatu o uzasadnianie zabójstw honorowych jest nie tylko kłamliwe ale też wręcz niedorzeczne. Zabójstwa honorowe, jako przykład samosądu, z definicji nie mogą wchodzić w zakres przepisów prawnych, zwłaszcza formalnych. Jak niby wymiar sprawiedliwości miałoby zezwalać na samosądy? Musiałoby albo wprzódy oceniać, czy w danej sytuacji dopuszczalny jest samosąd, czy też zastosowanie mają przepisy prawa bądź w ogóle nie dochodzi przestępstwa, albo również w kwestii tej oceny dopuścić samowolę społeczeństwa. Gdyby wymiar sprawiedliwości decydował się na pierwszą opcję cała sytuacja
samosądu nie różniłaby się niczym od wydania sądowego wyroku, nie miałby więc już miejsca samosąd: sędzia orzekałby, że w danym wypadku mamy lub nie mamy do czynienia z rozwiązłością, za którą należy się określona kara, którą mają wykonać bracia. Gdyby natomiast wymiar sprawiedliwości nie oceniał czy dany czyn podpada pod sąd czy pod samosąd, musiałoby całkowicie zawiesić swoje działanie, gdyż w takiej sytuacji każdy mógłby dokonać każdej zbrodni a prawo nie miałoby żadnej możliwości wyrokowania, czy w danej sytuacji samosąd był słuszny czy nie.
Zatem zabójstwa honorowe nie należą do zakresu prawa stanowionego. Jednak co więcej, to zjawisko z dziedziny samosądu nie mogłoby się przekształcić w zjawisko z zakresu prawa stanowionego, które przez analogię moglibyśmy nazwać „honorową karą śmierci”. Jak ciągle podkreślam, istotą zabójstw honorowych jest zapobieganie narażaniu na szwank rodziny czuwającej nad przebiegiem relacji małżeńskich swoich żeńskich członkiń z ich mężami. Tymczasem trudno sobie w ogóle wyobrazić, żeby prawo miało chronić wymiar sprawiedliwości przed ciągłym ładowaniem go w tarapaty przez osoby zbyt często wymagające z jego strony ochrony. Na przykład ładowaniem go w tarapaty przez osoby, którym zbyt często kradzione są telefony komórkowe. Tak jak nie istnieje przepis każący osoby zbyt często okradane za to, że ciągle ładują się w kłopoty, narażając wymiar sprawiedliwości na koszty, tak trudno wyobrazić sobie przepis zabezpieczający wymiar sprawiedliwości przed narażaniem go na koszty ze strony frywolnych kobiet zbyt często ładujących się w kłopoty, z których wymiar sprawiedliwości musi je wyciągać.
W pawie szariatu najbliższą zabójstwom honorowym, przynajmniej z punktu widzenia niedouczonego Europejczyka, mogłaby być kara za cudzołóstwo (obecnie obowiązuje tylko w 4 państwach świata). Byłaby to jednak identyfikacja błędna. Kara za cudzołóstwo nie ma nic wspólnego z zapobieganiem narażaniu przez kobietę na niebezpieczeństwo swojej rodziny. Szariat przewiduje ją tak dla kobiet jak dla mężczyzn i w równej wysokości dla przedstawicieli każdej z płci, gdyż cel tej kary jest zupełnie inny. Jak w przypadku większości praw w historii kara za cudzołóstwo stanowi przepis pro- a nie antykobiecy. Jej celem jest zapobieganie zdradom. Kobieta zawsze wie, że dziecko, które urodziła, należy do niej. Mężczyźni natomiast często padają ofiarą przemocy seksualnej ze strony kobiet, polegającej na wrobieniu w ojcostwo nie swoich dzieci. Niebezpieczeństwo takiego wrobienia tłumi ich uczucia rodzicielskie wobec dzieci, pozostawiając kobiety same z ich obowiązkiem opieki nad „częściami ich ciała”. Karanie zdrad zmniejsza niepewność ojcostwa, budząc w mężczyznach rodzicielskie uczucia do dzieci swoich partnerek seksualnych i odciążając kobiety z samotnego opiekowania się nimi. Jak dowodzą badania (znów odwołajmy się do Psychologii Ewolucyjnej Bussa) dzieci wychowywane przez parę składającą się z biologicznego rodzica oraz osoby niespokrewnionej padają ofiarą przemocy domowej 40-krotnie a śmierci z rąk opiekuna 100-krotnie częściej niż dzieci wychowujące się w biologicznych rodzinach.
Jak więc widać karania zdrad nic nie łączy z zabójstwami honorowymi, chyba że to, iż oba te zjawiska są prokobiece. Zabójstwa honorowe nie należą do szariatu a sądownictwo islamskie stanowi opozycje wobec samowolnego egzekwowania praw zwyczajowych. Jak usłyszałem od znajomych muzułmanów zabójstwa honorowe nie zdarzają się tam, gdzie działa prawo szariatu, zdarzają się one właśnie tam, gdzie prawo to nie jest w stanie skutecznie działać.
Morderstwa godnościowe
Jak widzieliśmy, zabójstwa honorowe wcale nie są wyrazem zachłanności pospolitych morderców, którzy dla własnego interesu zasadzają się na cudze życie. Bracia nie mają żadnego interesu w sprawowaniu pieczy nad swoimi siostrami, którego strzec mogliby przy pomocy groźby zadania śmierci. Wręcz przeciwnie, dbanie o siostry to uciążliwość, którą zostali obarczeni. Groźba zabójstwa honorowego to jedynie narzędzie pozwalające zachowywać tę uciążliwość w rozsądnych granicach.
Tymczasem krytycy zabójstw honorowych na swoim własnym podwórku mają do czynienia ze zjawiskiem mordów dokonywanych z samolubnych pobudek a uzasadnianych względami godności mordowanej osoby. Owe morderstwa godnościowe nazywane są „dobrą śmiercią” – po grecku eutanazją.
Nie przeczę, że w pewnych okolicznościach beznadzieja, cierpienie i nieuchronność śmierci mogą prowadzić do decyzji o samobójstwie. Jednak nie bez powodu właśnie teraz tego typu kwestie zaczęły nagle znajdować uregulowania prawne jednocześnie w całej UE. Europa plajtuje, i to nie tylko Grecja czy południe kontynentu lecz on cały. Cały kontynent się starzeje na skutek dwóch zjawisk, niskiego przyrostu naturalnego i wydłużania się przeciętnej długości życia. System ubezpieczeń emerytalnych nie jest w stanie tego wytrzymać. System zobowiązań rodzinnych, do tej pory działający na Bliskim Wschodzie, byłby w stanie to uczynić: kto się nie rozmnaża, ten (na starość) nie je. Takowego systemu Europa jednak już dawno się pozbyła. Pozbawił go ją postęp. Pozostaje jej więc jedynie ratować istniejący system emerytalny w jedyny możliwy sposób: zachęcając do mordowania starców.
Nic prostszego w warunkach rozpadu więzi rodzinnych, galopującej liczby rozwodów, inwazji dzieci z nieprawnego łoża, rozpadu rodziny wielopokoleniowej i powszechnej aborcji. Nikogo nie jest łatwiej przekonać, że skleroza, wózek inwalidzki i robienie pod siebie, a zwłaszcza konieczność bycia przez kogoś podcieranym, jest ohydne i „niegodne” człowieka, niż „samorealizującą się” jednostkę. Żadna inna osoba nie będzie do takiej opinii swojego rodzica czy dziadka przekonywać z większym zapałem i autentycznym przekonaniem niż owa „samorealizująca się” jednostka – zwłaszcza gdy senior dysponuje pewnym majątkiem. A stąd już tylko krok do odzyskiwania swojej godności w wyniku samobójstwa. Czym to się różni od panującego jeszcze w trakcie drugiej wojny światowej przekonania Niemców, że kobieta zgwałcona przez czerwonoarmistę może odzyskać honor jedynie dokonując samobójstwa? Sprawy zaszły jednak znacznie dalej. W Holandii rodzice mają już dla dobra dziecka prawo uśmiercić je w przypadku jego niepełnosprawności.
W kraju tym Holandia eutanazyjnej patologii poddaje się dziesiątki tysięcy istnień ludzkich rocznie. To wielokrotnie więcej niż zabójstw honorowych dla całego Bliskiego Wschodu doliczają się najbardziej nieprzychylne temu regionowi źródła, które piszą o najwyżej kilkuset zabójstwach honorowych rocznie na całym świecie.
Między pierwszymi a drugimi istnieje jednak zasadnicza różnica. Wbrew temu co uważają postępowi degeneraci, honoru i godności nikt nikogo pozbawić nie może, ani bieda ani choroba, można się ich pozbyć jedynie samemu poprzez własne czyny. To że się zestarzałeś, nie oznacza, że straciłeś godność. To że wrabiasz swojego partnera w nie jego dziecko, jak najbardziej oznacza, że honor straciłaś.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (82):

Sortuj komentarze:

@Marta Jenner: A co mają ojcowskie uczucia do zobowiązania? Ojciec oczywiście może pomagać przy dziecku i dobrze jest,jak to robi (a jeszcze lepiej,jak kobieta zawczasu zadba,żeby to robił),ale nie znaczy to,że ma do tego obowiązek. Kobieta sprowdza na świat,kobieta ma obowiązek.

@Marek Chorążewicz: Wręcz przeciwnie,rzadko jest wtedy obwiniana, a powinna, bo w końcu to ona zdradza a nie jej kochanek. Czy uważa Pan,że zdradzający mąż nie zostałby przez żonę obwiniony albo nawet że nie powinien zostać przez nią obwiniony tylko kochanka?

Powodem,dla którego u jeleni nie dochodzi do obwiniania,jest ich brak zdolności do stosowania tego typu figur.Nie przyszło to Panu do głowy? Występuje natomiast u nich prosta kalkulacja ekonomiczna, samiec - i tu jest prawdziwa analogia - nie ponosi kosztów wychowywania potomstwa, co więc mu z łajania samicy? Nic na jej zdradzie nie traci, a nawet na niewiernej samicy może zyskać, w końcu z nim też będzie kopulować. Po co miałby ją przeganiać?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Taka wolna myśl. Często podpieramy się tym, co dzieje się w przyrodzie. Przywołujemy te zjawiska jako wzorzec.
Oglądałem dzisiaj film o życiu jeleni w parku Yellowstone. Gdy do stada "zarządzanego" przez samca alfa, podchodził podstępnie amator seksu i jedna samiczka była nawet zainteresowana, to samiec alfa nie karał swojej samicy w żaden sposób, tylko ruszył do zalotnika, aby mu udowodnić w walce na śmierć lub życie, że to on ma prawo do rozrodu. U ludzi często kobieta jest obarczana winą w takiej sytuacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Dziecko nie jest wspólne. Ciało kobiety,wybór kobiety,odpowiedzialność kobiety."
Ze względu na dzieci cieszę się, że takie podejście nie jest regułą dla mężczyzn. I ze względu na mężczyzn też, bo chyba smutno jest żyć, nie umiejąc doświadczyć ojcowskich uczuć.
A niezależnie od uczuć, od praw natury Pan nie ucieknie: z punktu widzenia biologii dziecko jest wspólne - materiał genetyczny pochodzi od obojga rodziców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Marta Jenner: Proszę nie manipulować dyskusją. Sprawa o której dyskutujemy dotyczy tegomuszą bronić kobiet przed ich partnerami, a nie pospolitymi gwałtami, morderstwami i rozszarpaniami przez dzikie zwierzęta. Ci partnerzy,żeby atakować swoją bądź co bądź rodzinę,czyli żonę,średnio rzecz biorąc,mają powody.

"Jeśli próba wrobienia w ojcostwo (nb. przy obecnym stanie wiedzy skazana na przegraną)"
Przegraną?! Żyjemy w czasach,w których 20% dzieci branych jest za swoje przez nie spokrewnionych z nimi mężczyzn! Najwięcej w historii!

"może usprawiedliwiać odwet w postaci przemocy"
Czy dałaby pani w twarz komuś,kto złapałby panią za piersi? Czy to by usprawiedliwiło przemoc?

"to co powinna zrobić kobieta, którą mąż porzuca po urodzeniu WSPÓLNEGO kalekiego dziecka? Zatłuc tłuczkiem do mięsa?"
Dziecko nie jest wspólne. Ciało kobiety,wybór kobiety,odpowiedzialność kobiety. :-)

"Długo się można tak licytować, jeśli każdy zacznie z powodu prywatnych urazów obwiniać odmienną płeć o całe zło tego świata. Stanowczo twierdzę, że lepszym wyjściem jest doszukiwanie się w innych ludziach pozytywów."
Też tak uważam. Sąd ten artykuł. Drażniło mnie już oskarżanie mężczyzn o całe zło tego świata, wynajdywanie kolejnych zwyczajów nieznanych współczesnemu Europejczykowi,żeby na nich szczuć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To było do pani Marty. :)
Z jednym się zgodzę - Maskulista brzmi lepiej niż "obrońca oferm", a co do artykułu to tłumaczenie przemocy wobec kobiet historią, tradycją i tym że zagrażają mężczyznom etc, etc, jest (że użyję eufemizmu) nieporozumieniem. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak nazwać człowieka,którzy rozmawia z kimś,o kim twierdzi,że nie ma z nim sensu rozmawiać? Proszę albo zacząć pisać na temat albo zgodznie z własnym życzeniem przestać się udzielać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ma sensu dyskutować z człowiekiem, który w kobietach widzi wyłącznie zagrożenie dla mężczyzn, o czym zawiadamia w swoim profilu pisząc w nim sam o sobie (cytuję):

"obrońca praw mężczyzn. Jednym słowem: MASKULISTA!"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli próba wrobienia w ojcostwo (nb. przy obecnym stanie wiedzy skazana na przegraną), może usprawiedliwiać odwet w postaci przemocy, to co powinna zrobić kobieta, którą mąż porzuca po urodzeniu WSPÓLNEGO kalekiego dziecka? Zatłuc tłuczkiem do mięsa?
Długo się można tak licytować, jeśli każdy zacznie z powodu prywatnych urazów obwiniać odmienną płeć o całe zło tego świata. Stanowczo twierdzę, że lepszym wyjściem jest doszukiwanie się w innych ludziach pozytywów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czy według Pana wszelkie morderstwa i gwałty na kobietach zostały przez nie sprowokowane?
To jak nazwać gwałt na 11-miesięcznej dziewczynce, popełniony przez jej własnego ojca?
Albo czyny seryjnych morderców, których ofiarami padały obce kobiety? Richard Ramirez (tzw. Nocny Łowca) gwałcił i mordował między innymi staruszki, włamawszy się uprzednio do ich domów. Molestowały go seksualnie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"zagrożeniem dla tych kobiet są przede wszystkim inni mężczyźni"
Nie, zagrożeniem dla nich są one same,bo to one, o ile za swoje czyny nie muszą odpowiadać, bo są bronione przez swoją rodzinę, tych innych mężczyzn do odwetu wobec siebie prowokują.Bo jak niby nazwać próbę wrobienia kogoś w ojcostwo?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.