Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

91861 miejsce

Żądam referendum w sprawie finansowania partii politycznych

Formuła finansowania partii politycznych w Polsce przeżywa głęboki kryzys.

Formuła finansowania partii politycznych w Polsce przeżywa głęboki kryzys. Jak informuje nas tygodnik „Newsweek”, Platforma Obywatelska ponosi wysokie koszty związane z zakupem słodyczy i - « niezbędnych » do politycznej działalności - ubrań. Z kolei „Gazeta Wyborcza” ujawnia wydatki PiS-u. Okazuje się, że partia Jarosława Kaczyńskiego wydaje ponad milion złotych na osobistą ochronę prezesa i - jakby to powiedzieć - wspomaga finansowo « dziennikarzy », którym blisko do poglądów propagowanych przez PiS.
Jarosław Kaczyński mówił już wielokrotnie, że na demokracji nie warto oszczędzać i dlatego, jak na prawdziwego przywódcę przystało, postanowił dać przykład i zacząć od siebie. Przecież bez swojego Prezesa polityczny obóz Jarosława Kaczyńskiego nie będzie w stanie « zbawić Polski », a bez swojego Mesjasza religia smoleńska nie może istnieć! Dlatego osobista ochrona jest Prezesowi niezbędna. Zaś pieniądze, które PiS przeznacza na… wspomaganie niektórych dziennikarzy, no cóż… Kiedy nie ma się żadnego programu, ani pomysłu na Polskę, to utrzymywanie dobrych kontaktów z mediami staje się sprawą politycznego życia lub politycznej śmierci!
Co do partyjnych wydatków to polskie partie polityczne najwyraźniej stosują mało skomplikowaną zasadę: łatwo przyszło, łatwo poszło. Ujawnione przez „Newsweek” wydatki PO można uznać za nieeleganckie, nieprzyzwoite, być może nawet nieetyczne. Ale co powiedzieć o wydatkach PiS-u, który dzieli się pieniędzmi – przypomnę, że pochodzącymi z budżetu państwa - z przychylnymi sobie « dziennikarzami »? Taki obyczaj jest antydemokratyczny, ponieważ podważa on zasadę niezależności czwartej władzy, czyli mediów. Jednak warto zadać sobie w tym miejscu pytanie: czy mamy w tym przypadku do czynienia z praktykami antydemokratycznymi, czy po prostu ze zwyczajną korupcją polityczną?
Polskie partie polityczne, finansowane z budżetu państwa są całkowicie niezależne od polskiego społeczeństwa. Tak więc obywatele Rzeczpospolitej nie mogą wystawić Jarosławowi Kaczyńskiemu rachunku za wydatki z kasy partyjnej. Wydatki, które można uznać za skandaliczne. Polscy obywatele nie wystawią Jarosławowi Kaczyńskiemu rachunku, ponieważ Jarosław Kaczyński sam je sobie wystawia. Jeśli w przyszłości uzna, że zwalczanie niemiecko-rosyjskiego kondominium i « zbawianie Polski » wymagają zatrudnienia osobistej ochrony za dziesięć milionów złotych rocznie (ponieważ ta za ponad milion nie daje mu pełnej satysfakcji) to zrobi to. Rachunek zaś prześle do Państwowej Komisji Wyborczej i wszystko będzie zgodne z prawem. Wszak w tym momencie polskie partie polityczne mogą wydawać publiczne środki, które zostały im przydzielone na działalność, kierując się jedynie swoim widzimisię.
Nadszedł czas, żeby to zmienić.
Odwołując się do stwierdzenia Romana Giertycha, Polska nie dzieli się na wyborców Platformy Obywatelskiej i wyznawców PiS-u, tylko na Polskę urzędniczą i Polskę przedsiębiorczą. Z jednej strony mamy polskie partie polityczne, które - finansowo niezależne od wyborców - zajmują się sobą i postępują zgodnie ze swoim politycznym interesem. To Polska urzędnicza, która straciła kontakt z rodzimą rzeczywistością i nawet już nie próbuje nawiązać dialogu z polskim społeczeństwem. Z drugiej strony mamy szeroko rozumianą polską wspólnotę obywatelską. Ta wspólnota to Polska przedsiębiorcza, która utrzymuje Polskę urzędniczą i nie ma żadnego wpływu na poczynania i decyzje politycznych ugrupowań.
Polski system partiokratyczny rozwija swoją strefę wpływów i trwa w najlepsze, ponieważ – w tym momencie - nie ma (zgodnej z literą polskiego prawa) możliwości, żeby zakłócić jego funkcjonowanie na starych zasadach. Dopóki zaś polskie partie polityczne będą finansowane z budżetu państwa, takiej możliwości nie będzie, a polska partiokracja będzie sobie trwała, trwała, smacznie spała, a kiedy stanie się to konieczne, na swoją własną korzyść działała!
Dwa rozwiązania mogłyby przynieść w tej sytuacji poprawę.
Po pierwsze, polskie partie polityczne mogłyby nadal pozostać na utrzymaniu budżetu państwa, jednak na całkowicie innych zasadach. Z jednej strony należałoby ustawowo uregulować na co konkretnie partie polityczne mogą wydawać środki pozyskane z budżetu państwa. Z drugiej strony, wysokość sumy pobieranej z publicznych środków byłaby uzależniona od przedsięwzięć i inicjatyw podjętych przez partie polityczne. Chodzi o to, żeby zmusić partyjnych liderów, partyjnych działaczy i aparaty partyjne do podnoszenia kompetencji i wiedzy swoich ugrupowań oraz ich członków.
Taki model przydzielałby więc większe środki z budżetu ugrupowaniom, które pracują nad konkretnymi projektami ustaw czy też angażują się w jakieś konkretne przedsięwzięcia analityczne lub też tworzące rozwiązania dla Polski i jej obywateli na przyszłość. Takie środki mogłyby być przeznaczane na think tanki i niezależne grupy eksperckie, które współpracowałyby z politycznymi ugrupowaniami przy konkretnych projektach ustaw czy inicjatywach wybiegających w przyszłość, jak – przykładowo - polityka energetyczna Polski. Konkretne środki na konkretne cele, taka byłaby zasada finansowania partii politycznych z pieniędzy podatników, czyli obywateli RP. Jednak taki model nie byłby w stanie wpłynąć na problem zasadniczy, czyli brak dialogu pomiędzy ugrupowaniami politycznymi i polskim społeczeństwem.
Po drugie, wariantem na rozwiązanie problemu finansowania partii politycznych może okazać się model amerykański, gdzie partie polityczne są na swoim własnym utrzymaniu i nie mogą liczyć na wsparcie federalnej ani stanowej sfery budżetowej. W Polsce najbardziej atrakcyjną propozycją idącą w tym kierunku jest - w mojej opinii – ta, którą zawarto w projekcie ustawy Ruchu Palikota. Zakłada ona, że partie polityczne nie będą dłużej finansowane z budżetu Rzeczypospolitej. Zaś stan ich partyjnych kas będzie zależał od szczodrości samych obywateli, którzy będą mieli możliwość dobrowolnego odpisu od podatku i przeznaczenie tej kwoty na wybrane przez siebie ugrupowanie polityczne.
Osobiście jestem zwolennikiem drugiego rozwiązania, które moim zdaniem zmusiłoby polskie partie polityczne do nawiązania dialogu z Polakami i utrzymywania stałego kontaktu, zarówno z polską rzeczywistością, jak również z polskim społeczeństwem. Przecież od tego zależałaby ich kondycja finansowa. Jednak to wyłącznie moja osobista opinia. Sprawa jest jednak na tyle poważna, że powinni się w tej kwestii wypowiedzieć wszyscy obywatele RP. Przecież tu chodzi o jakość naszej demokracji, o jakość naszego życia publicznego i o wiarygodność polskiej przestrzeni politycznej, która - w oczach Polaków - na wiarygodności traci z każdym dniem!
Dlatego postuluję: w sprawie decyzji o finansowaniu partii politycznych z budżetu zorganizujmy ogólnopolskie referendum. Niech sami obywatele RP wypowiedzą się w tej kwestii. Niech powiedzą czego chcą i jaki model finansowania polskich partii politycznych jest im najbliższy i który najbardziej im odpowiada. Przecież to partie polityczne powinny istnieć dla obywateli, a nie obywatele dla partii politycznych. Przecież Rzeczpospolita Polska jest dobrem wszystkich polskich obywateli, dobrem nas wszystkich, a prawdziwa władza jest w naszych rekach!
Przecież Polska Rzeczpospolita to my, jej Obywatele!

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.