Facebook Google+ Twitter

"Zadebiutuję po osiemdziesiątce, a wy się gońcie"

Książka o Kazimierzu Kutzu autorstwa Aleksandry Klich, dziennikarki "Gazety Wyborczej", jest wartościowa jako obraz pewnej epoki i pewnego środowiska. Jako biografia jednak nie zdaje egzaminu.

"Cały ten Kutz" / Fot. Wydawnictwo Znak„Cały ten Kutz” Aleksandry Klich jest jedną tych książek, o których ciężko jest napisać coś złego. Wad biografia polskiego reżysera ma właściwie niewiele, a zalet – całe mnóstwo.

Już sam zestaw źródeł imponuje, zwłaszcza takim szaraczkom, jak niżej podpisany, którzy na spisywanie cudzych życiorysów się nie porywają. Samo przekopanie się przez kilkaset publikacji o Kutzu nie jest niczym szczególnym, natomiast godne najwyższego uznania jest dotarcie przez autorkę do zbiorów prywatnej korespondencji reżysera z jego matką. Dzięki temu możemy poznać wrażliwe, rzekłbym nawet – ckliwe, oblicze człowieka znanego z dość burzliwego życia osobistego (aczkolwiek tylko kilka lat z osiemdziesięcioletniego życia) i wulgarnych odzywek pod adresem zarówno przyjaciół i współpracowników, jak i zagorzałych przeciwników. O dziwo, tym pierwszym wulgarność Kutza nie przeszkadza, zamiast tego rozpływają i nasładzają, że każda „kurwa” w jego ustach brzmi jak poezja (ile jest rymów do „rwa”?).

Skoro przy współpracownikach i przyjaciołach Kutza jesteśmy, to trzeba koniecznie wspomnieć o ciekawym portrecie polskich elit kulturalnych w epoce PRL. Poznajemy mechanizmy komunistycznej polityki kulturalnej oraz struktury instytucji ją realizujących. Poznajemy również twórców kultury – ludzi, których podręczniki historii czy polskiego przedstawiają jako wybitnych pisarzy, scenarzystów, reżyserów, a którzy w książce Klich ukazani są jako ludzie zawistni, nie stroniący od alkoholu (bliższe prawdy będzie chyba określenie – stroniący od jego braku) i rzucający mięsem w takich ilościach, że można by pół Afryki wykarmić. Autorka odświeża nam kilka zapomnianych już sporów, z których najbardziej smakowity wydaje się ten między Kutzem a Wajdą w sprawie „Kanału”, którego Kutz nakręcił jedną trzecią i gdyby nie jego praca, film ten najprawdopodobniej nie odniósłby takiego sukcesu.

Poza tym książkę czyta się szybko. Napisana jest w konwencji reportażu, w dobrym stylu „Dużego Formatu” – czas teraźniejszy, potoczny, zrozumiały język, zdania zwięzłe a treściwe. Wydawałoby się, że książka jest wręcz idealna, wzorcowa wręcz biografia, która oprócz życia bohatera przedstawia moc faktów z historii najnowszej Polski.

Ale coś tu nie gra.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Też nie przepadam za panem senatorem.
Fajna recka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"O dziwo, tym pierwszym wulgarność Kutza nie przeszkadza, zamiast tego rozpływają i nasładzają, że każda „kurwa” w jego ustach brzmi jak poezja"

Niedobrze mi się robi gdyby klął ktoś inny zaraz by dostał po głowie a dla Kuca (sory Kutza) jest jest inna kategoria?

Aha poczytajcie sobie o buohaterze:

http://pisowis3.webd.pl/index.php?id=4
http://pisowis3.webd.pl/index.php?id=10

Kutz nie cierpi polskiego patriotyzmu. Przeszkadza mu, że polskie dzieci są wychowywane w polskości. Popiera antypolską autonomie. Wpisał w spisie z 2002 roku niepolską narodowość. I wszystko w temacie! Nie gloryfikujmy takich person.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A dziękuję bardzo:)

Jeszcze drobne wyjaśnienie: cytat w tytule to ostatnie słowa Kutza z zakończenia książki, odnośnie jego nigdy nie zaczętej kariery literackiej. Jakże urocze:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Nie na klęczkach, nie. Ale jednak muszę przyznać, że z ogromną przyjemnością czytam Twoje recenzje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.