Facebook Google+ Twitter

Zadrzewianie zbrodni

Katyń, przypomniany w tych dniach filmem Andrzeja Wajdy, który stracił tam swojego ojca, pojawił się w świadomości Polaków w 1943 roku, kiedy Niemcy odkryli świeże mogiły polskich oficerów.

Zbrodniarze zawsze szukają sposobów zatarcia swoich haniebnych czynów. Nawet wówczas gdy czują się panami sytuacji, instynktownie starają się nie zostawiać śladów. Jeżeli jest to trudne przy zbrodni dotyczącej jednego człowieka, to wiadomo, że ukrycie i zatarcie śladów ludobójstwa, śladów dziesiątków tysięcy ofiar, wymaga środków nadzwyczajnych. 
Sowieci odkryli taki sposób. Polegał on na posłużeniu się naturą. Zbiorowe groby polskich oficerów i podoficerów, polskiej inteligencji, ale przecież także tysięcy Ukraińców i samych Rosjan uznanych za niewygodnych, groźnych dla systemu totalitarnego, postanowili pokryć lasem. Jednak las rośnie wolno, a ponadto znaczy swój wiek czytelnymi słojami wzrostu, łatwymi do odczytania nawet po setkach lat.
 Katyń, przypomniany w tych dniach filmem Andrzeja Wajdy, który stracił tam swojego ojca, pojawił się w świadomości Polaków w 1943 roku, kiedy hitlerowskie Niemcy zajęły część terytorium Związku Radzieckiego i odkryły świeże mogiły polskich oficerów w lasku katyńskim. Pierwszymi, którzy natknęli się na zbiorowe mogiły latem 1942 roku, byli polscy robotnicy wykonujący pod Smoleńskiem prace przymusowe. Od miejscowej ludności usłyszeli wieść o zbrodni, zaczęli szukać i znaleźli jej potwierdzenie. Zawiadomione o tym niemieckie władze okupacyjne początkowo nie przywiązywały do tego wagi, ale w 1943 roku uznały ujawnienie zbrodni za korzystne dla siebie. Nazistowskim Niemcom potrzebne to było dla przekonania opinii publicznej, że nie oni, a właśnie Rosjanie są prawdziwym wrogami Polski, zaś Niemcy są gotowi demaskować wszelkie niegodziwości, jakich się dopuścili Sowieci, bo tylko Niemcy walczą o słuszną sprawę. 


Wiadomość o zbrodni katyńskiej dotarła do mnie w 1943 roku, kiedy miałem dziewięć lat i przebywałem Kętach, miasteczku administracyjnie włączonym do III Rzeszy. W lokalnym dzienniku niemieckim „Kattowitzer Zeitung” (prasy polskiej nie było) została opublikowana informacja o dokonaniu przez Sowiety w Katyniu koło Smoleńska zbrodni na tysiącach polskich oficerów, będących jeńcami wojennymi Związku Radzieckiego. Obok tekstu było chyba zdjęcie Stalina z podpisem der Verbrescher (zbrodniarz). Do ogólnej informacji, także fotograficznej, była dołączona lista zamordowanych oficerów, wprawdzie fragmentaryczna, ale wskazująca wystarczająco na ogrom zbrodni. To zostało w mojej pamięci, zwłaszcza ze względu na wielkie przygnębienie cioci, która prowadziła podczas okupacji niemieckiej tajne komplety nauczania dla polskich dzieci, a jako żona polskiego oficera zawodowego, znajdującego się wówczas w niemieckim oflagu jeńców wojennych, znała osobiście lub ze słyszenia niektórych oficerów znajdujących się na tej liście.
Jednakże w tamtej okupacyjnej sytuacji nie można było Niemcom wierzyć, stąd pojawiły się wątpliwości, czy opublikowana przez nich wersja wydarzeń jest prawdziwa, czy może jednak starają się oni obarczyć odpowiedzialnością za ludobójstwo Rosjan, choć może jej sprawcami byli oni sami. W latach wojny przypisanie Niemcom hitlerowskim takiego mordu nie było bezpodstawne, bo przecież codziennie można było spotkać się z terrorem i zabijaniem, bez poważnej przyczyny, tysięcy ludzi, także cywilów.


Drugim ważnym elementem mojej pamięci o Katyniu były rozmowy z księdzem w mojej rodzinnej wiosce, już po zakończeniu wojny. Nie wiem, skąd miał dwie publikacje o Katyniu w języku polskim, w których były przedstawione niezbite dowody, a wśród nich słoje drzewek posadzonych na mogiłach, wskazujące na rok 1940, korespondencja od rodzin urywająca się właśnie w tym czasie i inne. Mordu dokonali Sowieci. 
Mniej więcej w tym samym czasie, w początkach lat 50., spotkałem osobiście, i to wielokrotnie, człowieka, ks. Stanisława Jasińskiego, kanonika kapituły krakowskiej, który został wydelegowany przez kard. Stefana Sapiehę, arcybiskupa metropolitę krakowskiego do udziału w międzynarodowej komisji badającej sprawę na miejscu zbrodni pod koniec kwietnia 1943 roku. On sam nie mógł się wypowiadać na ten temat, bo był to temat zakazany, chyba że ktoś powtarzał propagandowy slogan, że zbrodni katyńskiej dokonali Niemcy. W środowisku krakowskim była jednak świadomość, że ks. Jasiński, żyjący z racji swojej wiedzy o Katyniu w ciągłym zagrożeniu życia ze strony władz bezpieczeństwa, zna prawdę i wszyscy wiedzieli, jaka to jest prawda.


Rosjanie przyznali się do Katynia dopiero w 1990 roku, ale do dziś nie udostępnili badaczom wszystkich dokumentów na ten temat, nie uznali mordu katyńskiego za zbrodnię ludobójstwa i nie ujawnili innych miejsc, w których dokonali podobnych mordów na oficerach i inteligencji polskiej na tak szeroką skalę. Ileż wysiłku włożyli w zatarcie śladów! Zalesianie mogił to mały zabieg wobec działań dyplomacji i wykorzystania po wojnie swojej siły militarnej. W sprawie Katynia wszczęto kilka śledztw. Robili to Niemcy, Amerykanie, Brytyjczycy, Polacy i wreszcie Rosjanie. Wyniki śledztwa amerykańskiego i brytyjskiego nie zostały podane opinii publicznej z przyczyn wyższej rangi. Świat przemilczał tę sprawę przez dziesiątki lat, ale chyba najbardziej boli i wstydzi to, że posłuszni Kremlowi Polacy sami założyli sobie kaganiec na usta i kazali go nosić społeczeństwu, zakłamywać swoją historię z naruszeniem własnej godności i świętej pamięci o tych, którzy za Polskę zginęli.
Takich miejsc jak Katyń były tysiące i ciągle pojawiają się nowe. Przerażające jest to, że mimo tak tragicznych lekcji historii człowiek nie potrafi wyciągać z nich właściwych wniosków.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Niestety, od zawsze zawodzą nas sąsiedzi i sojusznicy.

Ich archiwa skrywają jeszcze wiele niegodziwości jakich dopuścili się wobec naszego państwa i narodu.

Kunktatorstwo polityczne, a może obawa przed ujawnieniem prawdziwego oblicza "przyjaciół"...?tych z zachodu i tych ze wschodu. Czyżby nie wiedzieli, że dobrze je znamy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Przerażające jest to, że mimo tak tragicznych lekcji historii człowiek nie potrafi wyciągać z nich właściwych wniosków" - musi jeszcze upłynąć trochę czasu. Zeby ktoś mógł dotrzeć do pewnych dokumentów, ktoś inny musi na to pozwolić... Wiele jeszcze historii czeka na "swój czas", łącznie z historiami żołnierzy AK, których "winy" musiały dzwigac dzieci. Piętno takich historii jest przez pokolenia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.