Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

48809 miejsce

Zaginiony Symbol Dana Browna

Nawet jeśli ktoś nie lubi czytać, to owo sześciuset stronicowe tomiszcze pochłonie w tydzień, iż dzieło to niebywale lekko się czyta. Napisana poprawnie powieść trzyma w napięciu jak dobry kryminał...

Dan Brown. www.wikipedia.org / Fot. Philip ScaliaNawet jeśli ktoś nie lubi czytać, to owo sześciuset stronicowe tomiszcze pochłonie w tydzień, iż dzieło to niebywale lekko się czyta. Napisana poprawnie powieść trzyma w napięciu jak dobry kryminał, a mrocznej, lekko spirytystycznej otoczki nie powstydziłby się sam Steven King. Jednakże powieść sprawia wrażenie pisanej w pośpiechu, na zamówienie, bez żadnej dbałości o styl. Pod tym względem można by było zaliczyć bestseller do kategorii gniotów.

W tym względzie należy Danowi Brownowi odmówić majstersztyku. Jednak z drugiej strony kto wie, czy założeniem nie było wyłącznie szmuglowanie koncepcji bliskich New Age, dostępnych dla nieco starszych już odbiorców Harrego Pottera. Oba te jakże nagłe "fenomeny" należałoby bowiem połączyć ze sobą. Dla sprostowania dodam, że nie nazywam tutaj fenomenem kunsztu literackiego owych pisarzy, ale ten nowy sposób promowania tych pozycji książkowych.

Można się zgodzić, że o ile pierwsze publikacje z całej następującej po sobie serii były ciekawostką, o tyle kolejne są już wymęczoną kontynuacją bazującą na popularności pierwszej wypromowanej na cały świat. I to mnie najbardziej ciekawi... skąd owa potrzeba wydmuchanej promocji książek popularnych, celujących w mało wymagających czytelników? Wiadomo, że literatura wyższych lotów takich wyników sprzedaży nie osiągnie. Albo Dan Brown dobrze wybrał tematykę, która przyciąga coraz większą rzeszę zainteresowanych i postawił na zysk, albo chodziło o jeszcze szersze rozpowszechnienie tematyki związanej z masonerią w zamian za dużą popularność i pieniądze.

Akurat "Zaginiony Symbol" traktuje organizację wolnomularską pobłażliwie, pozwalając sobie jednocześnie na kontrowersyjną interpretację Biblii. O ile ktoś ma podstawową wiedzę na owe tematy, to książka go w niczym nie zaskoczy. Są to w znacznej mierze informacje dostępne powszechnie w internecie. Stąd zapewne czerpał autor, zbierając materiały do swojej powieści. Książka jest zatem "skarbnicą" fragmentarycznych informacji próbujących łączyć naukę, chrześcijaństwo i inne religie, Biblię, masonerię oraz magię w logiczną spójność. Najpewniej przekonałoby to ludzi, którzy lubią z każdej religii i filozofii dobierać sobie elementy, które odpowiadałyby sobie pod pewnym względem, tak jak czyniła to Mme Blavatsky - spirytystka wrzucająca hinduizm, buddyzm, panteizm i magię do jednego wora.

Odnoszę wrażenie, że w książce nie jest najważniejszy ów zaginiony symbol - przedmiot awantury, ale przesłanie o wyższości wiedzy starożytnych nad współcześnie znanymi nam religiami oraz stwierdzenie-odkrycie, że to człowiek jest Bogiem. W tym ujęciu powieść Dana Browna spełnia cele i założenia New Age. O ile otoczka sci-fi Matrixa nie wszystkim pozwoliła odczytać przesłanie o schyłku świata kultury, filozofii zachodniej i wprowadzeniu w to miejsce nowej, bliższej Wschodowi, o tyle Dan Brown pisze o tym wprost.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.