Facebook Google+ Twitter

Zagraniczna szkoła trenowania polskich sportowców

Wicemistrzostwo świata, awans do Mistrzostw Europy, wygrana z wicemistrzem kontynentu i czwartą drużyną globu. Tyle osiągnęli trenerzy zagraniczni z reprezentacjami Polski w siatkówce, koszykówce i futbolu. Tyle, czyli więcej niż udawało się ostatnio rodzimym szkoleniowcom naszych narodowych drużyn.

mecz o wejście do finału Polska-Bułgaria, fot. PAP-Jacek KostrzewskiTo, czego obawiało się wielu kibiców i znawców, okazało się zbawieniem dla tych dyscyplin. Zatrudnienie fachowców spoza naszego kraju zaprocentowało szybciej niż ewentualne wpadki, jakich im niektórzy życzyli.

Na największy i najświeższy zarazem sukces polskich drużyn w ostatnich miesiącach, czyli srebro siatkarzy w japońskim mundialu Argentyńczyk Raul Lozano pracował dwa lata. Tyle mu wystarczyło, by nauczyć naszych zawodników wygrywać. Potrafił wbić im go głów, że katorżniczą pracą i ścisłymi zasadami funkcjonowania ich jako drużyny można osiągnąć sukces. Wreszcie Polacy nauczyli się perfekcyjnie blokować i to w ogromnej części doprowadziło ich do wicemistrzostwa globu. Przestali zadowalać się miejscem w szóstce i zachowawczo opowiadać przed meczami, że „zobaczy się, jak będzie na boisku”. Teraz mówili po prostu, że liczą na medal. I wreszcie udało się pokazać, że są nie tylko drużyną, która od lat świetnie się zapowiada i na zapowiedziach kończy. Pod wodzą Lozano zapowiedzi się spełniły. Nareszcie…

Jeszcze gorzej sprawa wyglądała z reprezentacją koszykarzy. Zniechęceni, odmawiający gry w kadrze i w efekcie prawie dotykający dna, w końcu trafili pod opiekę Słoweńca Andrieja Urlepa. I wszystko się zmieniło. Selekcjoner namówił do powrotu kilku doświadczonych graczy, którzy mogliby poprowadzić drużynę do sukcesów. Zawodnicy zaczęli walczyć, harować od pierwszej do ostatniej minuty. Za przykładem trenera oczywiście, który w trakcie meczu szaleje, gestykuluje i biega wzdłuż linii bocznej boiska. Efekt? Po dziesięciu latach zagramy w Mistrzostwach Europy zamiast bić się z drużynami drugiej ligi kontynentu.

Jeszcze o piłkarzach. Ciężkie początki - zła atmosfera, głosy sprzeciwu, porażki w marnym stylu nie zniechęciły Leo Beenhakkera. Umiał zarazić optymizmem drużynę, która podczas mundialu na stadionie w Gelsenkirchen wystraszyła się własnych kibiców i poległa z Ekwadorem. Dzięki selekcjonerowi udało się pokonać reprezentację Portugalii, w co wierzyło niewielu. Wreszcie trener polskiej kadry sięga po piłkarzy grających w klubach, choćby to był klub z niewielkiego Bełchatowa, zamiast dawać szansę ugniatającym ławkę rezerwowych w wielkim mieście Beatlesów. Trzy zwycięstwa z rzędu w eliminacjach do europejskiego czempionatu dają nadzieję na pierwszy, historyczny awans do tego turnieju.

I jeśli jeszcze jacyś zagraniczni trenerzy mogą pomóc polskim sportowcom w sytuacji, gdy nasi już nic nie potrafią zdziałać, to bardzo chętnie. Kibice nie będą mieli nic przeciwko.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tak, ta fala zagranicznych trenerów okazała się zbawienna (głównie dla piłki nożnej). Co prawda ci szkoleniowcy musieli wysłuchać licznych wypowiedzi ludzi, którzy nie mają pojęcia o sporcie, ale już dziś nic takiego nie ma miejsca. Mogę tylko powiedzieć: Dzięki Leo, dzięki Raul, dzięki Andrej !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.