Facebook Google+ Twitter

Zagrozić Hiszpanii. Ruszają Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej

Swoje miejsce w historii mają już na zawsze. Kwestia, która pozostała do ustalenia, to jak mocno utwierdzą się w roli hegemona.

 / Fot. PAP/EPAŚwiat futbolu bombarduje swoich odbiorców taką liczbą wydarzeń, że niektórym trudno się zorientować - żyjemy w czasach niepodważalnego hiszpańskiego monopolu. Pierwsi w dziejach triumfatorzy trzech turniejów z rzędu, w których w fazie pucharowej nie stracili bramki. Pierwsi obrońcy tytułu mistrzów Europy, pierwsi, którzy złamali zasadę, że reprezentacja ze Starego Kontynentu nie wygrywa mundialu poza jego granicami. Za sukcesem kadry stoi sukces klubów - od początku złotego pochodu w 2008 r. przedstawiciele La Liga sześciokrotnie sięgali po europejskie puchary.

Na Euro w Austrii i Szwajcarii w wyjściowym składzie występowało zwykle pięciu piłkarzy Barcelony i Realu. Dwa lata później w RPA i cztery lata później w Polsce i Ukrainie już dziewięciu. Luis Aragones skopiował ustawienie Barcelony i wystawił obok siebie Xaviego i Iniestę. Topografia gry została wzbogacona o kierunki nieużywane przez nikogo innego. Vicente del Bosque czerpał już pełnymi garściami z dobrodziejstw tiki-taki, uzupełnionej zadziornością Xabiego Alonso, błyskiem Davida Silvy i, szczególnie w pierwszej fazie swojej kadencji, skutecznością Davida Villi.

Pokolenie, które zmieniło bieg wydarzeń, powoli schodzi ze sceny. Jest już jednak coś, co różni tą Hiszpanię od poprzednich – postać Diego Costy. Charakterologicznie typ kompletnie odmienny od trzonu drużyny, obca komórka w organizmie Del Bosque, która nadal nie wiadomo, jak się przyjmie. As Atletico rozegrał dwa mecze towarzyskie dla Brazylii, potem jednak zmienił zdanie (brazylijska federacja CBF sugerowała jako powód kwestie finansowe) i zdecydował się założyć strój La Roja. Z perspektywy Hiszpanów, osiągnięto dwa cele jedną decyzją - oprócz tego, że przekonali jednego z najlepszych speców od umieszczenia piłki w siatce do gry dla siebie, to pozbawili tej szansy Canarhinos.

Brazylijczycy kurs na złoto obrali tuz po mistrzostwach świata w RPA, ale po drodze musieli zawrócić. Szykowany do roli ojca sukcesu, anonimowy w Europie Mario Menazes najpierw nie sprostał misji w Copa America, potem sromotnie przegrał finał igrzysk w Londynie. Piłkarska centrala uznała, że jak na trzy lata pracy potknięć było za wiele i nie ma przesłanek, żeby ją kontynuować. Stery przejął ten, który wie jak udźwignąć brzemię oczekiwań. Jak bardzo nie promowano by Neymara, naturalnego kandydata na gwiazdę turnieju, który może dopisać kolejny wielki rozdział wielkiej drużyny, liderem gospodarzy będzie Luiz Felipe Scolari. Brazylijskie centrum dowodzenia wróciło na ławkę trenerską, co przy natężeniu nazwisk rozpalających wyobraźnię nigdy nie było oczywiste.

Analizując głównych faworytów do zgarnięcia 35 mln dolarów (tyle otrzyma zwycięzca XX mistrzostw świata), wszyscy poza Argentyną mają problemy z napastnikami. 33-letni Villa strzelił dwie bramki sparingu z Salwadorem, ale raczej nie będzie się na nim polegać jak kiedyś. Dla Fernando Llorente, Alvaro Negredo i Roberto Soldado zabrakło miejsca w kadrze. Zestawienie pierwszej linii Portugalczyków wzbudza lekceważący uśmiech rywali. Helder Postiga jesienią nie poradził sobie w przeciętnej Valencii, Silvestre Varela to wciąż bardziej zawodnik na kraj niż do pokazania na świecie. Nawet fanom Brazylii trudno byłoby postawić 100 reali na to, że Hulk, Fred czy Jo stanowią poważne zagrożenie dla klasowych ekip, z którymi przyjdzie się zmierzyć już od 1/8 finału. Joachim Loew zabrał tylko jednego napastnika, 36-letniego Miroslava Klose. Włosi opierają się z przodu o nieprzewidywalnego Mario Balotelliego, któremu towarzyszy schodzący w dół karierowej drabiny Antonio Cassano i nieograni na międzynarodowym poziomie Lorenzo Insigne i Ciro Immobile.

Generalna stawka mundialu sprowadza się do potwierdzenia lub zaprzeczenia europejskiej dominacji. Na dwóch ostatnich turniejach tylko jeden zespół z Ameryki Południowej przedarł się do półfinału. Romantyczna wizja głodującego chłopca, który dniami i nocami kopie piłkę w podartym ubraniu między stęchłymi budynkami faweli, ostatnio przegrywała starcie z europejskim systemem szkolenia i powszechnym dostępem do profesjonalnych ośrodków. Gdy po złoto olimpijskie sięgały Nigeria i Kamerun, wiele mówiło się o tym, że puchar świata w rękach afrykańskiej nacji to kwestia czasu. Dziś ta zapowiedź jest nadal niespełniona, bo nawet ponadprzeciętne umiejętności poszczególnych zawodników nie zatuszują zawstydzających braków w organizacji gry i uwłaczającego randze reprezentacji podejścia mentalnego. Plan Stanów Zjednoczonych zakładający tytuł w 2010 r., już trafił do archiwum.

Brazylijski turniej będzie prekursorski pod względem zastosowania nowinek sprzętowych. Znikający spray ułatwi pracę głównemu arbitrowi przy stałych fragmentach gry. Goal-line technology zadziała pełną mocą i bardzo możliwe, że stanie się stałym, choć kosztownym, elementem widowiska. Każdy zawodnik będzie musiał się poddać biologicznemu monitoringowi, mającemu zminimalizować szansę na bezkarne zażywanie środków dopingujących. FIFA zapowiada nadzwyczajną liczbę kontroli na każdym etapie mistrzostw.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.