Facebook Google+ Twitter

Zajęcia dodatkowe w szkole, czyli jak opróżnić kieszenie rodziców

Dziecko poszło do szkoły, już na pierwszym spotkaniu organizacyjnym zaroiło się od propozycji zajęć dodatkowych. Rytmika, balet, plastyka .. blablabla … i j.angielski. Padło na angielski. Dziecka też nie trzeba było namawiać więc do dzieła. Zgłaszam chęć zapisania syna, dostaję kilkustronicową umowę do wypełnienia i podpisania.

 / Fot. Tungsten, Domena PublicznaO chwilówkach ostatnio głośno, szczególnie po aferze Amber Gold. Ale uwikłanie się w niezaplanowane i nieprzewidziane wydatki czeka na nas na każdym kroku.

Dziecko poszło do szkoły, już na pierwszym spotkaniu organizacyjnym zaroiło się od propozycji zajęć dodatkowych. Rytmika, balet, plastyka .. blablabla … i j.angielski. Padło na angielski. Dziecka też nie trzeba było namawiać więc do dzieła. Zgłaszam chęć zapisania syna, dostaję kilkustronicową umowę do wypełnienia i podpisania.

Po kilkunastu minutach w klasie zostaję sam, jestem w połowie czytania. Około 15 rodziców już przeczytało, podpisało, część zapłaciła gotówką, część zadeklarowała przelew. Ale szybko czytają i to zapewne ze zrozumieniem. Na kolejnej stronie dochodzę do punktu, że nawet jak dziecko zrezygnuje, zachoruje lub przestanie uczęszczać na lekcje z innych powodów, to i tak jestem zobowiązany do zapłaty za cały rok nauczania. „Innych powodów” przecież w tym stwierdzeniu zawiera się nawet śmierć dziecka. Wiadomo, że ani ja, ani nikt inny nie zakłada niczego złego, ale czy można aż tak być nachalnym, zachłannym, czy nawet nie wiem jak to nazwać.

Pytam się pani nauczycielki, która ma prowadzić zajęcia i reprezentuje firmę, czy można, ten punk wykreślić, chociażby w części dotyczącej innych niezdefiniowanych powodów – odpowiada, że proszę nas nauczycieli zrozumieć i, że generalnie już jest bardzo późno i czy się decyduję, czy nie. Co mam się nie decydować, pojutrze pierwsze zajęcia, dziecko się już nastawiło, a ja jak jeszcze dalej będę drążył temat, to tylko mogę wpłynąć na złe nastawienie nauczyciela do dziecka. Podpisałem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Samo życie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szkoła szkole nie jest równa. Ja nigdy nie byłam dyrektorką, więc nie bardzo wiem, według jakiego klucza wybierany jest "zewnętrzny" kurs języka na terenie szkoły.
Może Pan spróbować porozmawiać z dyrektorem i zgłosić swoje wątpliwości.
Jak znam życie, dyrekcja zgadza się na takie kursy, bo często oczekują tego rodzice. Nie ma wpływu na treść umowy. To jest sprawa między szkołą językową, a rodzicami.
Jeśli szkoła pobiera jakieś opłaty od organizatora kursu, to jest to symboliczna suma za sprzątanie i prąd. Dyrektor nie może robić, co mu się podoba, bo są kontrole. Nawet jeśli dostanie Pan zdawkową odpowiedź z kuratorium, to taki sygnał jest sprawdzany (poza anonimami, oczywiście). Dyrektor będzie musiał uzasadnić swój wybór, jeśli go dokonał. Jednak wcale tak nie musiało być. Czy w szkole jest komitet rodzicielski? Jeśli są to zajęcia dodatkowe, to może komitet by się w tej sprawie wypowiedział...

Najlepiej by było, żeby wszelkie kółka i dodatkowe lekcje odbywały się poza szkołą.
Często jednak rodzice wolą, żeby zagospodarować dzieciom czas do 16:30 (tak jest w mojej szkole). Odpada wtedy dowożenie dziecka kilka razy w tygodniu na dodatkowe lekcje.
Poza tym taki kurs dla grupy w szkole powinien być tańszy, niż w szkółce językowej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgłoszenie do kuratorium musi zawierać imię, nazwisko, adres zamieszkania i jeszcze kilka danych obowiązkowych. Zaraz po wysłaniu informacji do kuratorium przychodzi taka automatyczna zwrotka, że jeśli tych danych nie ma w piśmie to zostanie ono odrzucone. Dziecko do tej szkoły ma chodzić 6 lat, czy jestem moralnie upoważniony żeby je wciągać w tą wojnę.
Zarabia na tym firma organizująca zajęcia ale można się tylko domyślać, że została ona wybrana i zatwierdzona przez dyrekcję szkoły z jakichś konkretnych powodów. Przecież do każdej szkoły zgłasza się przynajmniej kilka takich firm. Może to nie dyrekcja może to Urząd zwierzchni czyli właściciel szkoły To da się sprawdzić i to zrobię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kto zarabia na tym kursie: szkoła czy instytucja prowadząca kursy na terenie szkoły?
Kto sprzedaje płyty za 25 zł? Jeśli szkoła, to należy szybko zgłosić to odpowiednim władzom: kuratorium, urzędowi miasta, bo to jest przestępstwo. Taki film może nagrać któryś z ojców i rozprowadzić za darmo wśród rodziców uczniów.
Jestem ciekawa ile na tym szkoła zarobiła...

A może tylko udostępniła salę lekcyjną?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeżeli macie taką alternatywę "łzy dziecka czy wydać kasę", to proponuję wydać kasę i nie biadolić... Eskalacja sama się pojawi, wkrótce... Kasa będzie na coraz to wyższym poziomie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Samo życie. Nie tylko u Ciebie na angielskim są takie marketingowe numery odwalane. Już zdjęcia klasowe od dawna wiodły w tym prym.Bez wiedzy rodziców fotograf tłukł, a to indywidualne, a to z najlepszą koleżanką, w ławce, przy tablicy itd i za każde 30 zetów. Brata córka jest zapisana na balet, takie same numery tylko odpowiedni zmodyfikowane. Z reklamami jest ustawa zakazująca oddziaływania na dzieci (czy coś w tym rodzaju) - chlubiliśmy się nią, ze tacy jesteśmy mądrzy, nie można podobnej uchwalić apropos działań w szkołach. Rodzić ma do wyboru albo wydać kasę albo łzy dziecka, bo nie wszystko można wytłumaczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.