Facebook Google+ Twitter

Zakaz palenia - zamach na wolność palaczy?

Zakaz palenia papierosów w miejscach publicznych to zamach na wolność czy prawo niepalących do życia w środowisku wolnym od dymu nikotynowego?

Wtrącę moje trzy grosze w dyskusję, bo dotyczy mnie bezpośrednio. Jako 16-letnia dziewczyna zaczęłam moją przygodę z nikotyną. Przez następne 16 lat "rzucić" - bez efektu. Dopiero dzięki leczeniu farmakologicznemu udało mi się pokonać nałóg skutecznie, choć co pewien czas pojawiał się "ciąg", gdy w otoczeniu pojawił się intensywnie "kopcący" palacz. Mogę jednak dumnie stwierdzić, że 2 października 1989 roku zapaliłam ostatniego papierosa i nigdy w życiu nie wzięłam do ust następnego pamiętając, ile trudu kosztowało mnie wyjście z nałogu. Mam więc za sobą 19 lat "abstynencji" nikotynowej. Przydługie wprowadzenie w osobiste doświadczenia z nikotyną, konieczne były dla wyjaśnienia mojego stanowiska wobec problemu ogólnego "trucia" osób niepalących.

Zadziwiającym jest ogromny opór sporej liczby społeczeństwa, dającej sie wciągnąć w dyskusję: zakazywać czy nie zakazywać palenia w miejscach publicznych. Zauważmy, że zakaz przyjmowania narkotyków w jakiejkolwiek postaci nie miał tylu przeciwników i nie budził tylu emocji! Dlaczego? Ponieważ skutki narkotyzowania się klienta następują nieporównanie szybciej. Za to nie szkodzą osobom postronnym. Mało przekonujące są też dla niektórych argumenty o zagrożeniach zdrowotnych jakie związane są z paleniem, mimo że dane są zatrważające. Każdy, kto bierze po raz pierwszy papierosa do ręki, bądź też ma wątpliwości w tym temacie - powinien odbyć kilkudniową praktykę na oddziale laryngologicznym, na którym z powodu raka krtani dokonuje się radykalnych zabiegów chirurgicznych. Polecam stronę o raku krtani, a szczególnie obejrzenie zdjęcia krtani wyciętej choremu na raka. Na stronie czytamy:

Rak krtani (łac. carcinoma laryngis) to najczęstszy nowotwór głowy i szyi i drugi po raku płuca nowotwór dróg oddechowych.(...)

Czynniki ryzyka (na pierwszym miejscu!):

- silny związek z nałogiem palenia tytoniu i nadużywaniem alkoholu.

Z wielu badań dowiadujemy sie, że bierni palacze są narażeni na podobne konsekwencje chorobowe co palacze czynni, tzn. największym z zagrożeń jest rak krtani!

Odnoszę wrażenie, że w obliczu silnych argumentów świadczących o szkodliwości dymu tytoniowego dla osób znajdujących się pod jego działaniem nie z własnej woli (patrz np.: miejsca pracy), palacze wytoczyli demagogiczne działo: zakaz palenia w miejscach publicznych jest zamachem na ich wolność!

To ja w ramach riposty: Jakim prawem łamiecie, palacze, moje prawo do życia w otoczeniu wolnym od szkodliwego dymu nikotynowego? Dlaczego narażacie moje zdrowie na szwank z powodu wszechobecnego dymu, którego nie tylko nie znoszę, ale który szkodzi mi ewidentnie, ponieważ po godzinie przebywania w miejscu zadymionym mam potworne drapanie gardła i chrypkę, która dokucza mi na tyle, że po kilku odchrząknięciach odczuwam ból gardła!? Dlaczego ograniczyliście moją swobodę korzystania z lokali użyteczności publicznej? Dlaczego w restauracji nie mogę spokojnie zjeść obiadu, bo właśnie przy sąsiednim stole konsument raczy się po pysznym daniu dymkiem, co powoduje u mnie reakcje odwrotne do pragnienia spożycia jakiegokolwiek posiłku?

Ustawa nie wprowadza prohibicji (choć przyznam szczerze, że podpisałabym się pod nią obiema rękoma), a jedynie zakaz palenia w miejscach, w których przebywają niepalący. Jednak z zakazem palenia papierosów w miejscach publicznych wiąże się nie tylko kwestia zdrowia innych osób. To również wymiar obciążeń finansowych, jakie ponosi niepaląca część społeczeństwa.

Ale o tej kwestii w następnych "trzech groszach"…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (30):

Sortuj komentarze:

Uwielbiam texty w stylu 'palenie to zamach na moją wolność'
Dlaczego sądzi Pani że ma prawo decydować jak inni spędzają swój czas?
Wystarczy nie wchodzić do miejsc 'dla palących' i nie będzie Pani miała styczności z dymem

Powinno być miejsce dla wszystkich
Dla Pani (niepalącej) i dla mnie (akurat lubię palić)
Tendencje do nakazania innym 'niepalenia' bo 'ja nie palę' są troszkę faszystowskie...

- powinny być lokale dla osób które nie palą i 'kara śmierci' dla palących jeżeli tam wejdą i sięgną po papierosa
- inne lokale powinny być dla palących i w nich nie mam zamiaru np. zapalając papierosa do kawy po obiedzie zastanawiać się czy ktoś ma cokolwiek przeciw temu

Płacę za pobyt w tym miejscu i nie mam zamiaru się stresować.
Nie po to tam idę!
A dla wszystkich wchodzących do obu typu lokali konsekwencje są jasne - w tym palę lub inni palą a w tym nie.
Wchodzący wybiera w jakim otoczeniu chce przebywać i kropka!
Proszę nie mówić mi gdzie mam chodzić i jak się tam zachowywać (tj. mogę palić czy nie) - przypomina mi to parę sytuacji w pociągu gdzie specjalnie kupuję przedział dla palących a ktoś siedzi tam i zadaje debilne pytanie 'to pan będzie tu palił?!"

Powinny być miejca "DO' i "NIE DO' palenia
I nie chce mi się tego już tłumaczyć. Gdybym myślał Pani torami to krzyczałbym dlaczego nie mogę WSZĘDZIE palić?!
Mówię tylko że nie chcę słyszeć że nie wolno mi NIGDZIE palić

Komentarz został ukrytyrozwiń

Vel napisał:
"Rak, rak, rak...Dobra. Rak. Ilu umierających na raka to palacze? Nie, nie na odwrót. Właśnie w tej kolejności."

Vel, mówisz - masz!
Z pewnościa Twoje wątpliwości znikną po przeczytaniu całego materiału łącznie z artykułami, do których odsyłają linki zawarte w następnym moim materiale; m.in. problem śmiertelnosci palaczy. Napisz, jeśli masz jeszcze wątpliwości.
Serdecznie dziękuję wszystkim za wypowiedzi. To dla mnie bardzo ważne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+za materiał ja mam ten nauk za sobą 14 lat temu rzuciłem a paliłem 3 paczki dziennie

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.01.2008 17:59

W nadmiarze wszystko jest szkodliwe również tytoń.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 17.01.2008 13:24

to, że od palenia papierosów, czy nawet od samego wdychania dymu nikotynowego można zachorować np. na raka to jedno, ale dla mnie jest jeszcze jedna rzecz, której osobiście nie mogę znieść, tj. zapach przesiąkający ubrania, wystarczy, że przebywam trochę w pomieszczeniu, gdzie ktoś pali...ubrania przesiąkają zapachem dla mnie niemiłym, palacze pewnie tego nawet nie czują
wolę " pachnieć", ale toleruję zapach papierosów i dym tytoniowy np. w pubie, to chyba specyficzne miejsce, gdzie palacze podobnie jak i piwo są wpisani w jego atmosferę

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ok Maciek. To nie rzucam :)))))))))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Za poruszony temat. Po przeczytaniu komentarzy stwierdzam, że każdy ma trochę racji i chyba na tym polega właśnie demokratyczna wymiana zdań .. :) Co do papierosów. Rzuciłem je w ubiegłym roku i nie jest to łatwa sprawa. Myślę, że spory w tej kwestii będą trwały dotąd, dopóki będą produkowane papierosy ale to chyba raczej nigdy się nie zmieni a nawet gdyby to społeczeństwo wymyśli inne nałogi. A co do trucia? Chm ... dym z papierosa truje! Spaliny samochodowe-trują ! Fabryki zanieczyszczają powietrze i też nas trują! Mało tego, przyczyniają się do zmian klimatycznych. A my sami , wycinamy drzewa, niszczymy przyrodę i też doprowadzamy do degradacji nas samych przez takie działanie. I na koniec - fast foody ... Nimi też niszczymy swój organizm od środka ... Tak na prawdę to powinniśmy w skafandrach chodzić bo wszystko dookoła nas zatruwa ... Ale dobrze, że tego typu tematy są poruszane , gdyż może to zawsze komuś pomóc spojrzeć na dane zagadnienie od innej strony ... Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Emenefix rzuć biernym palaczą będzie lżej!!!!!
A i ty nie tylko zaoszczędzisz na finansach ale i na własnym zdrowiu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rzucam... 9 zł od lutego to przesada!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bagnet: 'Co do obciążeń finansowych, to strach pomyśleć jak by wyglądał budżet naszego państwa bez dochodów z akcyzy'.

Chyba to amerykańscy ekonomiści pokusili się o wyliczenie kosztów palenia, na które składały się koszty leczenia i np. straty związane z mniejszą produktywnością osób leczących się (są wtedy na urlopie) i większą umieralnością takich osób w wieku produkcyjnym. Nie pamietam danych ale chyba koszty były wyższe niż wpływy z akcyzy. Jesli ktoś ma ochotę na poszukanie takich wyliczeń, to pewnie WHO coś na ten temat opublikowało.

Również w USA całkiem niedawno zaczęto zastanawiać się jakie straty ponosi społeczeństwo, którego spora część jest otyła lub nadmiernie otyła. Szacowano w twardej walucie koszty leczenia chorób związanych z otyłością i oprócz wielu innych rodzajów kosztów, także wpływ otyłości na efekt cieplarniany, czyli ilość dodatkowego paliwa zużytego na transport dodatkowych kilogramów obywatela (zwłaszcza w transporcie samolotowym). Brzmi to trochę groteskowo ale problem jest na tyle duży, że odezwały się postulaty wprowdzenia wyższych opłat za bilety samolotowe dla 'grubasów'.

Oczywiście takie koszty można porównywać z wpływami z podatków płaconych przez firmy, które zarabiają na obżarstwie. Co przeważa? Bez zaglądania do konkretnych wyliczeń i raportów można pokusić się o stwierdzenie, że wynik zależy od okresu dla jakiego robimy porównanie. Intuicyjnie im dłuższy okres tym koszty leczenia wyższe (rozwój medycyny i wzrost jej kosztów). Albo patrząc z drugiej strony: jeśli społeczeństwo nawraca się na dietę i zdrowe odżywianie, tym jest zdrowsze i koszty leczenia niższe, a ludzie bardziej produktywni.
Oczywiście tę intuicję trzeba sprawdzić na konkretnym modelu ekonomicznym, bo przecież im społeczeństwo zdrowsze, tym żyje dłużej i wymaga większych wydatków na opiekę na starość.

Jak widać dyskusja o wolności palenia w miejscach publicznych i promowaniu zdrowego trybu zycia ma wymiar ekonomiczny :))

pozdr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.