Facebook Google+ Twitter

Zakazy stadionowe funkcjonują tylko na papierze

Chuligan przed meczem zaatakował policjantów, nie otrzymał jednak zakazu stadionowego. Może chodzić na kolejne spotkania. Wszystko przez to, że przepis o imprezach masowych nie może być stosowany na ulicy.

 / Fot. Express Ilustrowany/ Łacheta17-letni Kamil D. został doprowadzony przed sąd rejonowy za atak butelkami na dwóch policjantów przed piątkowymi derbami Łodzi pomiędzy Widzewem a ŁKS-em. Chłopak został skazany w trybie przyśpieszonym na 6 miesięcy pozbawienia wolności z zawieszeniem na trzy lata. Nie otrzymał jednak zakazu stadionowego, bowiem ataku dopuścił się poza obiektem sportowym. Poza stadionem pseudokibice odpowiadają za swoje czyny zgodnie z przepisami kodeksu karnego i kodeksu wykroczeń.

Z tego samego powodu nie można będzie nałożyć kar na pseudokibiców, którzy zaatakowali policjantów na ulicy przed meczem Górnik Zabrze - GKS Katowice. Chuligani próbowali wszcząć burdy przed stadionem Resovii, gdzie lokalni szalikowcy zaatakowali stu fanów Olimpii Elbląg, Legii Warszawa i Zagłębia Sosnowiec.

Zakaz stadionowy to kara, jaką sąd może nałożyć na uczestników stadionowych burd. Najłagodniejsza to dwa, najsurowsza - sześć lat zakazu wchodzenia na jakiekolwiek mecze rozgrywane w Polsce. Do obowiązków policji należy prowadzenie rejestru skazanych na taki zakaz i przekazywanie go organizatorom meczów. Sąd może dodatkowo zarządzić, by ukarany zakazem meldował się na komisariacie policji w dniu i o godzinie, w której rozgrywany jest mecz.

Ale uchwalając ten przepis, posłowie nie pomyśleli o tym, jak go wyegzekwować. Przepisy nie mówią więc nic o tym, by policja mogła siłą egzekwować ten obowiązek. A jak ktoś sam się nie zamelduje, nic mu nie grozi. Wszystko przez lukę w przepisach. Skazani nic sobie nie robią z policyjnych wezwań, nie meldują się na posterunkach, bo dobrze wiedzą, że nic im nie grozi. Za lekceważenie prawa nie mogą dostać nawet grzywny, bo nie są wzywani np. w charakterze świadków.

Same kluby natomiast nie mogą karać swoich kibiców, którzy uczestniczą w zadymach poza stadionami. "Gdybyśmy sami chcieli dowiedzieć się kto z naszych kibiców uczestniczył w zajściach poza stadionem, musielibyśmy chodzić na rozprawy do sądów" - mówi Zbigniew Jędrzejewski z ŁKS.

rp.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

U nas nic nie można zrobić porządnie. A da się czego przykładem jest Anglia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.