Facebook Google+ Twitter

Zakonnica uderzyła niepełnosprawną. Oburzyła Cię ta historia?

W Domu Pomocy Społecznej zakonnica uderzyła niepełnosprawną dziewczynę. Po burzy medialnej sprawą zainteresowała się prokuratura, ale w drugim już procesie sąd umorzył postępowanie.

W Domu Pomocy Społecznej w Studzienicznej mieszka kilkudziesięcioro / Fot. W24 wychowanków z porażeniem mózgowym, chorobą Downa czy niepełnosprawnych fizycznie. W 2009 roku pewien turysta nagrał jak zakonnica bije niepełnosprawną dziewczynę. Sprawą zajęła się prokuratura, ale 9 maja 2012 sąd umorzył sprawę.

DPS w Studzienicznej dla niepełnosprawnych intelektualnie jest prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Pewnego dnia, latem 2009 roku, przypadkowo turysta nagrał zdarzenie, jak ówczesna 19 letnia niepełnosprawna dziewczyna ściągnęła buty, co wywołało gniew zakonnicy. Siostra zakonna zaczęła wrzeszczeć na dziewczynę, szarpać ją za włosy i okładać po głowie podniesionym butem.

Sprawę zbagatelizowały siostry oraz przełożeni Zgromadzenia w Warszawie. Tak samo postąpił Franciszek Wiśniewski, starosta augustowski, któremu podlega DPS. Starosta stwierdził, że nie widzi w zachowaniu sióstr zakonnych niczego niestosownego.

Po burzy medialnej sprawą zainteresowała się prokuratura. Siostra zakonna nie przyznała się do winy, twierdząc, że w ten sposób chciała uspokoić podopieczną. Co prawda, już w zeszłym roku sprawa została umorzona, ale sąd apelacyjny nakazał powtórzyć proces ze względu na błędy procesowe.

W kolejnej sprawie, która zaczęła się 18 stycznia 2012, a której finał odbył się 9 maja 2012 roku, Sąd Rejonowy w Augustowie warunkowo umorzył sprawę na okres próby wynoszącym 1 rok. Argumentacja sądu była taka, że zachowanie siostry co prawda było naganne, ale nie zrobiła tego specjalnie.

Zapewne wiele osób oburzyła decyzja sądu, ale problem jest o wiele głębszy. Pytanie, kto ma się zająć niepełnosprawnymi intelektualnie w stopniu znacznym, a w dodatku agresywnymi.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

elf
  • elf
  • 18.05.2012 20:28

Bicie dzieci to okrucieństwo. Wiadomo ,że dziecko jest zawsze na straconej pozycji. Dorośli bijąc dzieci wyładowują swoje emocje na bezbronnym. Oburzyło mnie uniewinnienie , jaki przykład dla bijących ?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jolka
  • Jolka
  • 18.05.2012 20:19

Widziałam ten film jak zakonnica okłada niepełnosprawne dziecko. Trudno mi było to oglądać . Do pracy z takimi dziećmi potrzebni są absolwenci pedagogiki specjalnej. Zakonnica w dość zaawansowanym wieku nie powinna tam pracować. Obrona przez przełożoną była zdumiewająca . Szły w zaparte a nauki Chrystusa ....?

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Grzegorz Wink 14.05.2012 10:07

Raczej bym nie przegrał. Kiedy 11 latkowie przeklinali (?), bo jakoś nie za moich czasów, a te odległe nie są.

Kiedyś była dyscyplina i tyle. Bezsporne jednak jest, że dawniej rodzice poświęcali więcej czasu dzieciom, ale to nie jest powód, aby dzisiejsze dzieci odzywały się chamsko do dziadków, albo nakładali wiadro nauczycielowi na głowę.

W każdym razie, komentarze daleko odsunęły się od głównego wątku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Przemysław Kozyra - przegrał by Pan zakład. Ma Pan taką krótką pamięć, czy po prostu jako nastolatek nie znał za wielu kolegów?
Z tego co ja pamiętam, to młodzi ludzie zaczynają używać "mięsa" w wielkich ilościach w wieku koło 11-12 lat i nie ma to nic wspólnego z metodami wychowawczymi ich rodziców. Potem im to przechodzi albo nie.
A szacunek do rodziców i dziadków nie wynika z bicia - no chyba, że chodzi Panu o taki jak mają obywatele Korei do swoich przywódców.
Dzieci szanowały rodziców i były grzeczniejsze, bo rodzice poświęcali im więcej czasu zamiast dla wygody sadzać przed telewizorem czy komputerem.
Poza tym jak nawet wychodzili na pół dnia do pracy zostawiając dzieciakowi klucze od domu na szyi, to zawsze mogli liczyć na opiekę nad dziećmi ze strony sąsiadów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Każdy rodzic powinien stosować metody wychowawcze jakie uważa za stosowne. Jedni wybierają bezstresowe (pytanie dla kogo bezstresowe) inni wolą pasa. A jak byli wychowywani moi dziadkowie?. Pasem nie dostawali tylko kablem, bo pas to był luksus, więc to dopiero musiało boleć.

Oczywiście, gdyby rodzic za często stosował pas, to też nie jest dobre, ale kiedyś tak się wychowywało.
Przynajmniej był szacunek dla rodziców, do dziadków itd, a teraz co mamy? 15 latek klnący na ulicy bez żadnych skrupułów. Kiedyś byłby to szok i mogę się założyć, że to skutek wychowywania bezstresowego.

Szczerze mówiąc nie myślałem, że ten temat wywoła aż takie zainteresowanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Kazimierz Waligórski Dzisiaj 07:52 - odnoszę wrażenie, że pozwolił Pan sobie na nadinterpretację mojego wpisu i krytykę treści, których w nim nie zawarłam.
Punkt widzenia zależy od tego, z czym się kto w życiu i pracy zetknął praktycznie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
graK
  • graK
  • 12.05.2012 15:20

@ Marto, wydaje mi się, że obie wypowiadamy się podobnie, choć z kompromisem mamy niejaki problem.
Proszę, zwróć tylko uwagę, iż aż dwa razy podkreślałam: "...wszystko musi mieć swoją miarę" oraz "rzecz w tym, by nie przesadzać".
Chodzi mi o to, że bezwzględny zakaz kary cielesnej - a takiemu dzisiaj podlega również "zwykły" klaps czy "niewinne" przeciągnięcie ścierką na odlew - a więc, aby taki zakaz nie wiązał rąk rodzicom.
Kiedy wypowiadam się o tych sprawach, biorę pod uwagę normalne, zdrowe rodziny, a nie frustratów kochających swoje dzieci małpią (=bezmyślną) miłością, na dobitkę nie potrafiących panować nad własnymi emocjami. A umiłowanie skrajności widać już w komentarzach, co bynajmniej zdrowym objawem nie jest, gdyż nie pozwala dokonywać prawidłowych wyborów.

Całe swoje życie spędziłam z dziećmi i młodzieżą zarówno "normalną" jak i "niedostosowaną społecznie", a nawet i trochę czasu z dziećmi o obniżonym IQ. Z wieloma już dojrzałymi, posiadającymi własne potomstwo i własne problemy rodzicielsko-wychowawcze, utrzymuję kontakt do dzisiaj, co pozwala mi na wyciąganie wniosków n/t mojej własnej pracy i weryfikowanie jej w nowych kontaktach na linii: wychowawca - wychowanek, nauczyciel - uczeń.

Podałaś ewidentny przykład.
Ja mogłabym podać inny, nawet kilka, z całkiem odmiennym finałem. Ale tutaj nie ma na to miejsca. Zresztą mnóstwo świetnych pedagogów zjadło własne zęby na rozgryzaniu podobnych problemów i jak na razie nikomu nie udało się znaleźć "złotego środka". I właśnie dlatego unikam skrajnych sądów, gdyż nic nie jest tak białe, jakbyśmy chcieli, ani tak czarne, jak czasem widzimy.
Pozdrawiam ciepło - gra.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@graK
Klaps to jednak nie to samo co pas moczony w wodzie, dlatego piszę o skrajnościach.
Kiedy pracowałam w szkole, przez całe lata analizowałam zachowanie swoich uczniów i dostrzegłam pewną prawidłowość - największą agresję przejawiały zarówno dzieciaki wychowywane bezstresowo, jak i poddawane nadmiernemu rygorowi. Jeden z tych ostatnich powiedział mi kiedyś, że lekceważy nauczycielki, ponieważ nie podnoszą na niego ręki, co wg niego było przejawem słabości. Podobny stosunek miał do słabszych fizycznie kolegów. Obawiam się, że potem, w dorosłym życiu, sam próbował dobijać się autorytetu pięścią.

Komentarz został ukrytyrozwiń
graK
  • graK
  • 12.05.2012 12:10

"...bicie i poniżanie (...) nieuchronnie rodzi agresję, która prędzej czy później musi znaleźć ujście" - to jeszcze jeden stereotyp, któremu przeczy moje doświadczenie. Mnie zawsze bardziej bolały "wykłady pedagogiczne" i twarde słowa wymówek niźli klaps czy przeciągnięcie ścierką na odlew.
Jeśli kara była uzasadniona, nie odczuwałam poniżenia i nie buntowałam się.
Jednak wszystko musi mieć swoją miarę.

Natomiast bezstresowe wychowanie wymyślili ludzie ku swemu wielkiemu strapieniu.
Takowe nawet w przyrodzie nie istnieje. Dorosły osobnik stada potrafi wiele znieść ze strony młodzika, ale tylko do czasu. Nawet matka warknie czy wręcz kłapnie zębami, jeśli malec za nadto sobie pozwala.

Poza tym, czy chcemy czy nie chcemy, wychowanie JEST pewną formą tresury. Wprawdzie metody zmieniają się, ale istota rzeczy pozostaje taka sama, bo oparta na nagradzaniu (choćby pochwałą i akceptacją) oraz karaniu (choćby naganą czy zdecydowane wytknięciem błędu). Rzecz tylko w tym, by nie przesadzać. Najlepiej częściej nagradzać niźli karać.
Jeśli jednak kara jest konieczna, należy wybrać ją rozważnie i zawsze być konsekwentnym w traktowaniu określonego czynu tak samo.
Nasze reakcje muszą być dla wychowanka czytelne i w pełni zrozumiałe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Przemysławie, czemu dostrzega Pan tylko skrajności? Jedną z nich jest tzw. "wychowanie bezstresowe", rozumiane jako pozwalanie dziecku na wszystko, a drugą - bicie jako jedyna metoda wychowawcza. O pierwszym powiedziano już wiele, skutki widzimy, więc nie będę rozwijać tematu. Drugie może i bywa skuteczne, ale mnie kojarzy się z prymitywną tresurą przy pomocy bata.
Uważam, że najczęściej jest przejawem lenistwa rodziców, którzy nie poświęcają potomkowi dostatecznej ilości czasu i uwagi (łatwiej i szybciej sprać dziecku tyłek, niż cierpliwie tłumaczyć, czemu powinno unikać takich czy innych zachowań). Nierzadko zachowują się w ten sposób rodzice, którzy sami mają problemy emocjonalne i są wobec dziecka niekonsekwentni - w jednym dniu puszczają płazem jakiś wybryk, w innym za to samo karzą, po czym są zdziwieni, że latorośl nie przestrzega żadnych reguł.
Owszem, dziecko musi ponosić konsekwencje nieposłuszeństwa, ale kara cielesna to nie jedyna opcja. A przy tym opcja niebezpieczna, bo bicie i poniżanie (wspomniane przez Pana uderzenia w twarz czy klęczenie na grochu) nieuchronnie rodzi agresję, która prędzej czy później musi znaleźć ujście - na przykład w postaci bicia i szykanowania słabszych od siebie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.