Poseł Janusz Palikot, pytany o kandydata PO na prezydenta stwierdził, iż z powodu "większego zakorzenienia" w partii, faworytem jest Bronisław Komorowski, a nie Radosław Sikorski.
Słowa Palikota wypowiedziane w TVN24 pokazują, jak istotny jest klucz partyjny we wszelkich ważnych decyzjach. Nie jest to myśl odkrywcza, ani nowa, ale w kontekście wyborów prezydenckich demaskuje pewien sposób myślenia ludzi władzy. Elektorat dostaje istotny sygnał: pierwszoplanowej roli nie będą odgrywać kompetencje czy - co ciekawe - popularność kandydata, lecz jego zakorzenienie w strukturach partii. Znanym określeniem z poprzedniej epoki był tak zwany "beton partyjny". Zasadniczo odnosiło się ono do najbardziej zachowawczej frakcji w partii, ale jednym z jego znaczeń w języku potocznym było "partyjniactwo" ex definitione, które wyrażało się w tym, co Palikot nazwał nowocześnie, wspomnianym wyżej terminem. Twardogłowi byli zamknięci na reformy i stali na straży ugranego wcześniej status quo. Skojarzenie to jest o tyle uzasadnione, że stawiając na szali dwóch potencjalnych kandydatów PO na prezydenta, po rezygnacji Donalda Tuska, mamy do czynienia ze sporą dozą świeżości i względnego zaufania społecznego w osobie Sikorskiego i monolitu partyjnego, który uosabia Komorowski. Powyższe ma zresztą przełożenie również na sondaże, które co prawda nie są do końca miarodajne, ale jednak dają pewien obraz sytuacji. Weźmy pierwszy z brzegu, przeprowadzony dla Polsat News. Ankietowani pytani, kogo powinna wystawić Platforma Obywatelska, dają ponad 2 razy więcej głosów właśnie Sikorskiemu.
Problem Bronisława Komorowskiego, jako kandydata na najwyższy urząd w państwie jest taki, że uchodzi on w oczach wielu Polaków za polityka aroganckiego - bardziej kulturalne wydanie Stefana Niesiołowskiego. Co prawda zajmuje on wysoką pozycję w rankingach popularności polityków, zbiera jednak całkiem spory elektorat negatywny. Wykształcony w Pembroke College Uniwersytetu w Oksfordzie Sikorski, dysponuje większą ilością atutów w ręku. Nie dość, że w wyważony sposób sprawuje funkcję Ministra Spraw Zagranicznych, był jednym z głównych kandydatów na sekretarza generalnego NATO, to jeszcze może pochwalić się ciekawą kartą zawodową. W latach 80., był między innymi korespondentem wojennym brytyjskiego The Observer, a w 1987 został laureatem prestiżowej nagrody World Press Photo za zdjęcie z Afganistanu. Wszystko składa się na interesujący życiorys, który przekuć można na duży sukces. Dodając do tego fakt, że był wiceministrem obrony narodowej w rządzie Jana Olszewskiego, wiceszefem MSZ w rządzie Buzka i szefem MON w ekipach Marcinkiewicza i Kaczyńskiego, rysuje się nam postać, która mogłaby skupić głosy zarówno elektoratu centrowego, jak i bardziej konserwatywnego.
Wypowiedź posła Palikota wskazuje, że silniejszą pozycję w PO ma Komorowski. Poseł z Lublina, wyraził pewność, że w przypadku, gdy kandydat zostanie wybrany przez zarząd partii, zostanie nim marszałek sejmu. Rodzi się jednak pytanie, czy klucz stricte partyjny nie okaże się strzałem PO w kolano? Jedno jest pewne od wyniku wyborów zależeć będą losy Platformy. Być może nawet jej być albo nie być.