Facebook Google+ Twitter

Żałosna Noc Kabaretowa w Opolu...

Chyba byłem jednym z nielicznych świadków tego tragicznego wydarzenia jakim niewątpliwie był tegoroczny Kabareton w Opolu. Relacja pisana świeżo po "występach",wiec proszę o zrozumienie.

Opolska Noc Kabaretowa była wydarzeniem na które zawsze czekałem nawet bardziej niż na występy wokalne. W tym roku słyszałem, że największe gwiazdy kabaretu nie wystąpią z powodu jakiegoś sporu, dotyczącego wolności wypowiedzi na temat bieżącej sytuacji w kraju. Pomyślałem: - Trudno, przyjdą inni, może równie śmieszni?

No i zaczęło się... no właśnie, ale co? Cała "plejada" kabareciarzy z poprzedniej dekady "upajała" nas swoimi politycznymi piosenkami, monologami nawiązującymi do obecnej sytuacji w IV RP. Na to wygląda, że nikt nie zabronił politycznych żartów na festiwalu, ale ciągłe dowcipy o braciach Kaczyńskich, ministrach, czy gafach tego rządu, nie dość, że nie bawiły to z czasem potrafiły denerwować i irytować. Oczywiście są to śmieszne sytuacje, ale ile można? Tydzień temu na festiwalu Top Trendy w Sopocie również był to główny temat, który już nuży i w żaden sposób nie bawi. Zwłaszcza, jeśli poziom żartów stoi na tak niskim poziomie jak wczoraj wieczorem.

Wraz z upływem czasu, z przemijającymi, w większości nieznanymi 19-latkowi "artystami" częstotliwość, jak i intensywność śmiechu jakby malała z każdym kolejnym występem.

Około godziny 2.00 zacząłem zastanawiać się czy ktoś jeszcze jest na trybunach, czy może wszyscy dawno posnęli. Operatorzy telewizyjni umiejętnie ukazywali nieliczne grupki widzów bawiących się dobrze, nie wiem może z powodu zbyt dużej ilości alkoholu lub specyficznego poczucia humoru.
Myślałem, że umrę, ale postanowiłem dotrwać do końca. Publiczności coraz mniej, śmiechów i oklasków właściwie już brak. Nagle na scenę wyszedł pan Zbigniew Wodecki, obudził publiczność ucząc prostej piosenki, by każdy - poprzez wspólne śpiewanie - mógł wybudzić się z letargu i spokojnie trafić do hotelowego pokoju.

Tak skończyła sie Noc Kabaretowa, która z kabaretem niewiele miała wspólnego... niestety. Idę spać,teraz na pewno zasnę głębokim snem bo jestem naprawdę zanudzony.

Ciekawe, czy ktoś też był tak dzielny i dotrwał przed telewizorem do końca?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Na tym tle spore wrażenie zrobił Tomasz Szwed. Nagle wśród tej miałkości wyszedł facet z gitarą i wyśpiewał to, co od lat próbują nam bezskutecznie przekazać profesorowie. Że politycy to tylko nasi pracownicy i to pracownicy sezonowi.
I on zaśpiewał to w sposób przekonujący i naprawdę inteligentny. Bo jakoś kiedy to samo mówią nam-społeczeństwu profesorowie, to puszczamy to mimo uszu. Tu się nie dało :)
Co jeszcze było na poziomie?
Piosenka Pietrzaka. Szkoda, że potem został na scenie opowiadając dowcipy z brodą.
Piosenkę Wodeckiego bardzo lubię, ale jednak szkoda, że nie przygotował niczego nowego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam podobne odczucia. Kiedy to oglądałam, dotarło do mnie, że praca kabareciarza w poprzednim systemie musiała być banalnie prosta.
Oni w ogóle nie musieli być śmieszni. Skoro wystarczyło przemycić jakieś słówko, a ludzie się śmiali. Kiedy kolejna osoba próbowała wywołać śmiech słowem "lustracja"... żenada.
Osłabił mnie Janusz Rewiński "dowcipami" w stylu "będę śpiewał o kaczorach hehe". Zero wysiłku, zero przemyśleń, takie "rzucimy parę głodnych kawałków". Cóż, przez ostatnie lata kabarety nie mogły liczyć na cenzurę i musiały być naprawdę zabawne. To podwyższenie poziomu dla niektórych okazało się najwyraźniej nie do przekroczenia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.