Facebook Google+ Twitter

Zamach stanu dokonany kroczem

To był chyba bardzo smutny tydzień dla wszystkich, którzy przez wiele lat żyli w polskim systemie monocentrycznym jak go nazwał wybitny polski socjolog Stanisław Ossowski.

Co gorsza, zachowali jeszcze tyle sił intelektualnych i emocjonalnych, by wyobrażać sobie cudowny świat demokracji. Zachodnie systemy, nawet oglądane z daleka, przez silnie strzeżone granice wydawały się społecznym rajem, w którym prawa każdej jednostki były chronione przez mądre prawo od poczęcia do śmierci.

Przez wiele lat żyłem złudzeniem, że media są rzeczywiście czwartą władzą w systemie demokratycznym. Ostatni tydzień uświadomił mi, i to bardzo boleśnie, iż są one przede wszystkim psami gończymi, które wytropią wszystko i każdego dla realizacji, czystej, jak się zadawało, i fundamentalnej dla systemu demokratycznego zasady „psa stróżującego” Przepraszam za kynologiczne rozważania, ale muszę jakoś odreagować stres ostatniego tygodnia.

Reakcja mediów na  reportaż zamieszczony w „Gazecie Wyborczej” zachwiała moją wiarę w dziennikarską mądrość. Nawet jeśli sprawa ujawniona przez młodego dziennikarza dotyka niezwykle ważnego społecznie problemu, jakim jest seksualne molestowanie przez polityka, to stadność medialnego działania powinna wywołać nie tylko sprzeciw, ale także poczucie ogromnego niesmaku. Przekroczone zostały wszelkie granice dziennikarskiej przyzwoitości. Charakterystyczny dla zachodniej cywilizacji rozdział między sferą publiczną a prywatną nie tylko został naruszony, ale prawie ostatecznie zniesiony. Przynajmniej w Polsce.

Przyznam się, że nie rozumiem zupełnie intencji, które kierowały Antetą K. Ale jeszcze mniej rozumiem medialną histerię, jaka się rozpętała po jej dramatycznych wyznaniach. Dla jasności dopowiem, że politycy pokroju Stanisława Łyżwińskiego i Andrzeja Leppera zawsze budzili we mnie nie tylko intelektualną, lecz także fizyczną odrazę. Nie można jednak  ze sprawy domniemanego seksualnego molestowania w jednym z poselskich biur czynić sprawy dla Polski najważniejszej. Są w niej problemy znacznie bardziej istotne.

Przypomnę, że jakoś bez echa przeszła propozycja minister Kalety o przekazaniu do ZUS-u sumy 110 miliardów złotych z prywatnych funduszy emerytalnych. Jedna z najbardziej urzędniczych i formalnie działających instytucji, w dodatku nie ciesząca się nigdy społecznym zaufaniem, ma zarządzać, nie mając w tym żadnego doświadczenia, ogromnymi sumami zgromadzonymi przez ludzi na w miarę godne życie na emeryturze.

Również tylko „Gazeta Wyborcza”   podjęła obywatelską akcję sprzeciwu wobec sejmowej uchwały dotyczącej możliwości weta wojewody (urzędnika państwowego!) wobec decyzji samorządów lokalnych dotyczących rodzaju inwestycji podejmowanych za pieniądze z Unii Europejskiej. Jest to przecież znaczne ograniczenie wykluwającej się dopiero polskiej   samorządności. I dowód, niestety, na postępującą centralizację państwa. A doświadczenie poprzedniego systemu pokazują, że silne państwo to słabe społeczeństwo obywatelskie.

Nie słychać także o sposobach rozwiązania zasadniczego dla bezpieczeństwa narodowego krańcowego uzależnienia Polski od dostaw rosyjskiego gazu. Cicho również o cywilizacyjnych wyzwaniach, które czekają w najbliższych latach społeczeństwo polskie. Unowocześnienie sytemu edukacji tak, by stwarzał on życiowe szanse dzieciom z rodzin o mniejszym kapitale kulturalnym jest  jednym z głównych tego celów.

A autostrady, a lotniska? A budownictwo mieszkaniowe? A rzeczywista reforma systemu podatkowego? A biblioteki publiczne...?

Kiedy jadę prawie trzy godziny pociągiem do Warszawy (w XIX wieku jeździło się znacznie szybciej) mam bardzo dużo czasu na takie smutne przemyślenia. I myślę, że gdybym był młodszy, to bym uciekał z Polski, tak szybko, jak tylko można. I śmiałbym się z pustej gadaniny o patriotyzmie i konieczności  zachowania tożsamości narodowej.

Byle dalej od rozważań o seksualnym temperamencie pewnego posła lub ich grupy.  Hormony wielu nawet politycznych „macho” nie zastąpią, niestety, gazu. Ogrzać przy nich się może tylko z górą kilkanaście osób, a nie 38 milionów zziębniętych obywateli.

Krótko mówiąc, media w Polsce nie prowadzą ważnych debat publicznych, a to jest w teorii traktowane  jako jedna z ich najważniejszych funkcji. Niestety wydaje mi się także, iż wiem, jaka będzie najważniejsza informacja tego tygodnia. Pięknie to wypowiedział Marek Przybylik, świetny kiedyś felietonista „Życia Warszawy”, we wczorajszym „Szkle kontaktowym”. Moim zdaniem media w ciągu najbliższych kilku dni zajmować się będą „zamachem stanu dokonanym kroczem”. Ten żart Marka Przybylika odsłania nie tylko nędzę polskich mediów, lecz przede wszystkim nędzę systemu politycznego, w którym wicepremier rządu poważnie sugeruje na konferencji prasowej, że publikacja wielkiego dziennika o domniemanym seksualnym molestowaniu w biurze poselskim jego partii była zamachem stanu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 25.12.2006 17:13

Andrzeju, piszę z tradycyjnym już poślizgiem, za który przepraszam. Zasadniczo się nie zgadzam z Twą oceną roli mediów (szczególnie tych, które się najmocniej w nią zaangażowały tj. GW i Dziennika) w aferze rozporkowej. Zaczęło się od dość wstrząsającego, jednak moim zdaniem stonowanego artykułu w Dużym Formacie. Następnego dnia, chyba jednak dobrowolnie, Pani Krawczyk pokazała twarz oraz opowiedziała o podejrzeniach dotyczących ojcostwa oraz namawianiu jej do aborcji. W kolejnych dniach temat podchwycił (w stylu tropiącym) Dziennik oraz Rzepa, która piórem red. Lichockiej flekowała „wcale niewyglądającą na ofiarę” Panią Krawczyk dziwiąc się jej ogładzie, elegancji, elokwencji i opanowaniu, stosownej zapewne dla warszawskich salonów dziennikarskich, nie zaś dla powiatowych urzędów tudzież biur poselskich. Gdyby nie te publikacje i rzeczywiście denerwujący „owczy pęd” pozostałych mediów nie zostałby poruszony na tą skalę istotny, jak sam przyznajesz, problem molestowania seksualnego kobiet, czy sposobu ich traktowania w jednej z rządzących partii w tym kraju. I nie ma moim zdaniem większego znaczenia, że dla wielu osób nie jest to żadne zaskoczenie, bo wiadomo, jaką partią jest Samoobrona i czego się można po jej działaczach i działaczkach spodziewać. Ważne to o, tyle, że przybiło ostateczny stempel z napisem kompromitacja na umowie koalicyjnej podpisanej przez Szefa partii wypowiadającego się na wysokim diapazonie etycznym, mającej odnawiać polskie życie publiczne. Czytając publikacje sprzyjających, a przynajmniej nie nadmiernie krytycznych wobec Pis publicystów uznawanych za prawicowych widzę, że dla nich to jest również za dużo do zniesienia, poza oczywiście nieocenionym i nieprzemakalnym red. Semką. No, ale perspektywa objęcia ważnej posady w publicznych mediach zapewne zobowiązuje.
A poza tym nie zgadzam się, że rozdział między sferą publiczną, a prywatną jest „charakterystyczny dla zachodniej cywilizacji”. Przynajmniej nie tej dotyczącej prywatnych spraw ludzi pełniących funkcje publiczne w ostatnich dwóch dekadach. Politycy są i będą rozliczani ze swego życia osobistego, chociaż reakcje zarówno mediów jak i społeczeństw na ich sprawki bywają różne. Od kłopotów i obrzydliwego spektaklu w USA (liczne zipgates Clintona), poprzez łagodne pobłażanie (nieślubne dziecko prezydenta Mitteranda, czy niedawne kłopoty małżeńskie kandydata na prezydenta Sarkozy’ego) po natychmiastowe dymisje (casus Davida Blanketta w Anglii). A jeszcze gdzie indziej (burmistrz Berlina) politycy ze swych w końcu intymnych preferencji uczynili swą siłę i znak rozpoznawczy.

A w sprawach jeszcze ważniejszych (kasa z funduszy do ZUS, prawo veta dla wojewodów) nie mam wrażenia, że media milczały lub przeszły nad tym do porządku dziennego. Przeciwnie reakcje premiera Kaczyńskiego i premier Gilowskiej dowodzą, że presja mediów doprowadziłą, do przynajmniej na razie werbalnego opamiętania tych również w znacznym stopniu impregnowanych nawet na słuszną presję społeczną ludzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie zawsze zgadzam się z dr Rostockim, co do oceny bieżących wydarzeń, ale niestety tym razem ma on całkowitą racje. W obecnej sytuacji zarówno media jak i politycy zajmują się sprawami zupełnie dla większości ludzi błahymi. Mało mnie interesuje „afera rozporkowa”, poseł Łyżwiński, czy moralność Anety K. Mam wrażenie, że ostatnio został przewartościowany, przewrócony do góry nogami system priorytetów. Dowód? Bardzo proszę! Rząd spędził cały pracowity tydzień na zabawie z mediami dotyczących „saamoobronowych rozporków”, media wprost prześcigały się w przekazywaniu coraz to nowych donosów i sensacji, a opozycja ramie w ramie ( z najbardziej zasłużoną dla polskiej moralności „nowa lewicą” sic!!!; ) , szalała, drąc szaty z rozpaczy. Jeśli to są aktualnie najważniejsze problemy, to gratuluje świetnego samopoczucia! Ja, i myślę, że zdecydowana większość moich znajomych mają nieco inne zmartwienia- dostałem ostatnio propozycję pracy-świetne warunki, praca w młodym dynamicznym zespole, w firmie o ugruntowanej pozycji rynkowej (to cytat z ich emeila) za astronomiczna sumę 5 zł brutto za godz.!( praca w fabryce pudełek na 3 zmiany, sobota i często niedziela). Jeśli ludzie z prawie już wyższym wykształceniem będą dostawać tak znakomite oferty pracy, to rzeczywiście za kilka lat „ostatni zgasi światło…”
Apeluję, więc do kochanego rządu, bezczynnego gabinetu „cieniasów” i reszty „znakomityc” posłów-róbcie, co do was należy i za co wam płacimy, a nie zajmujcie się pierdołami!!! A media zamiast interesować się namiętnie przez dluuugi okres „seksem tu i tam” powinny zmuszać bez chwili wytchnienia całą tą poselską „śmietankę” do działania na rzecz kraju a nie dolewać oliwy do ognia, który powinien się tlić jedynie w łódzkiej prokuraturze…

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oczywiście - przyznać trzeba rację Michałowi Tyrpie - że nie jest aż tak źle. "NIgdy nie jest tak źle, żeby nie mogło być gorzej", lecz równocześnie "nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej." (Na tym koniec mądrości ludowych)
Problem jednak dotyczy trochę innej kwestii niż postępowania dziennikarzy.
Po pierwsze, jak twierdzi przeważająca większość badaczy kultury masowej, media nie tworzą - a współcześnie, nawet się nie starają - prawdziwych dyskusji, w których dochodzi do wymiany różnych zdań. Prezentowane medialne konflikty poglądów to inscenizowane gry, mające jedynie przynieść rozrywkę publiczności lub (rzadziej) zmanipulować odbiorcę. Rozczulającym przykładem tego typu zachowania jest program "Warto rozmawiać".
Po drugie, każde zagadnienie ulega zbanalizowaniu. Nawet nie tyle intencjonalnie, co w wyniku zasady funkcjonowania masowych mediów. Informacje muszą być "szybkie", "lekkie" i w miarę "przyjemne" (ewentualnie "straszne"). Stąd bierze się również popularność wiadomości względnie kontrowersyjnych, bliskich codziennemu doświadczeniu przeciętnego odbiorcy oraz dotyczących osób sławnych; w tym polityków. (Tu równie dobrze można powiedzieć, że media masowe funkcjonują tak a nie inaczej, ponieważ tego od nich oczekuje masowa publiczność).
Po trzecie, rzeczywiście brakuje miejsc, w których możnaby było podyskutować poważnie o sprawach naprawdę istotnych dla naszego społeczeństwa i państwa. Wśród inteligencji zanikła idea tworzenia salonów kulturalnych, stanowiących przestrzeń rzetelnych dyskusji oraz krytycznych polemik.
Powstanie portali typu "link" jest słuszne, godne kultywacji i wszelkiego wsparcia. Niestety to raczej pojedynczy, chlubny przypadek niż mająca narastać tendencja. I również niedoskonała. Bowiem, chociaż jestem wśród użytkowników od niedawna, daje się zauważyć (a pewna część znanych mi autorów to potwierdza) tworzenie się "kółek wzajemnej adoracji". Co mija się z celami salonu kulturalnego/społecznego/politycznego na jaki może wyrosnąć tenże portal, i niczemu szczególnemu nie służy; poza wymianie komplementów.
I na koniec. Sugestia imić Tyrpa, aby dr Rostocki lepiej wyjechał z kraju niż ciągle narzekał, jest dobrym przykładem zaniku dyskursu służącego wartościowej polemice. W dyskusji należy stosować argumenty i kontrargumenty o określonym "ładunku informacyjnym", a nie pozbawione większego sensu "hasła", na które nie ma (bo nie może być) odpowiedzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łaskawi Panowie, o przepraszam, znów przez nieuwagę naruszyłem netykietę.. A zatem jeszcze raz: Andrzeju, Wojciechu i Andrzeju! Nie jest chyba tak źle. Zgadzając się z oceną "bezstronności" mediów głównego nurtu, konstatując (po raz enty) stadną naturę dziennikarskiej braci, pragnę zauważyć, że chyba nie wszystko jeszcze stracone. Tęsknicie za debatą? Najlepiej na poważny temat..? Wystarczy trochę lepiej się rozejrzeć. Choćby na W24. Także tutaj jest szansa na prawdziwe dyskusje i polemiki. A powodów do mniej lub bardziej efektownego biadolenia zawsze będzie pod dostatkiem. I mimo rozmaitych ekscesów władzy, niewiele wskazuje na to, żeby miłościwie nam panujący mieli nagle zamknąć granice. Dlatego, Andrzejowi-Autorowi proponuję spełnić marzenia o emigracji. Lepsze to i uczciwsze, niż namawianie do tego młodych. Zresztą, przecież można być młodym w każdym wieku. Dla chcącego nic trudnego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Drogi Andrzeju (piszę tak, bo dobrze się znamy), zostawmy na chwilę polityków, na których codziennie "wieszamy psy" i zajmijmy się przez chwilę mediami. Pozwól, że podzielę się z tobą kilkoma przemyśleniami dlaczego jest z nimi tak jak piszesz.
Pierwszą przyczynę wskazał już R. Kapuściński w "Autoportrecie reportera". Celem mediów nie jest dziś informowanie czy komentowanie, ale osiąganie maksymalnej oglądalności, czytelnictwa, itd. itp. Ci, którzy oskarżają polityków o podążanie za sondażowymi słupkami, sami są wpatrzeni i kierują się własnymi słupkami. Za tym idą przecież wielkie pieniądze w postaci zleceń reklamowych. Co więc robi dziennikarz? Szuka newsa, sensacji, możliwości przebicia konkurenta. Zobacz jak łatwo odczytać ten scenariusz w wydarzeniach z zeszłego tygodnia. Poniedziałek GW - Łyżwiński molestuje. Wtorek TVN - Łyżwiński ma dziecko, które chciał wespół ze swoim asystentem zabić wstrzykując ciężarnej kobiecie jakieś hormony. Środa lub czwartek - "Dziennik" po długim namyśle ma super newsa - posłanki Samoobrony molestują młodych mężczyzn. Czym przebiliby następni, gdyby wynik badań DNA nie podważył wiarygodności tych wszystkich doniesień?
Przyczyna druga jest taka sama jak w przypadku polityków. Dziennikarze wywodzą się z tego samego społeczeństwa, co politycy i my wszyscy, a które Ziemkiewicz celnie nazwał Polactwem. Nie są ani lepsi, ani gorsi a na pewno nie są żadną elitą, ani intelektualną ani moralną. Wielu z tych, ktorzy oceniają przyzwoitość p. Łyżwińskiego to stali bywalcy kolorowych magazynów, tylko to co robią jest tam inaczej nazywane (romans, uczucie, przejścia) niż to, gdy oni opisują polityków. A że nie podejmują ważnych tematów, o których piszesz. To wymaga intelektualnego wysiłku, a po co się wysilać, skoro wystarczy umówić się z p. Beger na potajemne nagranie prywatnego spotkania i mamy gotowy temat. Emitujemy filmik z panem Mojzesoficzem w roli głównej, zapraszamy równie inteligentnych co my polityków, zadajemy im pytania na poziomie serialu "M jak miłość", uzyskujemy odpowiedzi, które rozumiemy bez potrzeby sięgania do poważniejszych źródeł i audycja czy artykuł gotowe. Jeszcze dostajemy nagrodę od środowiska za wnikliwe zgłębianie problemów nurtujących Polaków (może Polactwo?). Znowu wracając do ostatniego tygodnia, zauważ, że są tysiące powodów, dla których p. Łyżwiński nie powinien być posłem a Samoobrona w rządzie. Tymczasem działania naszych mediów uwiarygodniły ich jako tych, którzy jeśli nawet kłamią, to mniej niż ich medialni oskarżyciele.
Wreszcie przyczyna ostatnia - potęga mass mediów i wynikająca stąd ich całkowita bezkarność przynajmniej w naszym kraju. Żyjemy w czasach mediokracji, media mają poteżną siłę oddziaływania i stoją za nimi ogromne interesy polityczne i finansowe. Nie chcę spowadzać tego do żadnych układów, o których mówią Kaczyńscy. Jest to realne zjawisko obserwowane na całym świecie a jego skutkiem jest to, że media przestały być bezstronne, a stają się stroną konfliktów i wydarzeń, w których uczestniczą i które opisują i komentują. Oczywiście mamy wolny rynek, dzięki czemu istnieje mniejsza lub większa równowaga. Trzeba jednak odejść od traktowania gazety czy stacji telewizyjnej jako obiektywnych strażników demokracji, a zacząć traktować je jak uczestnika gry, grupę interesów usiłującą wywierać wpływ i osiągać w ten sposób własne cele. W sytuacji pluralizmu to nic strasznego, o ile ma się tego świadomość i o ile wymusi się na mediach odpowiedzialność za to, co robią. W przeciwnym przypadku tak jako jednostki jak i jako społeczeństwo jesteśmy bezbronni wobec mediów, które przy swojej "sile rażenia" mogą każdego zniszczyć (nie tylko osoby publiczne) czy też wpływać na nasze wybory (np. nie jest tajemnicą wpływ agencji PR na nie-bezstronne media). Dlatego, nie wdając się w szczegóły trzeba inaczej skonstruować prawo prasowe, które nie odpowiada dzisiejszej pozycji i wpływowi mediów. Dziennikarz i wydawca, który niszczy komuś życie bezpodstawnym oskarżeniem, musi czuć, że poniesie za to surową karę (dzisiejsze sprostowania na ostatnich stronach i nawiązki po kilka tysięcy złotych to śmiech). Powtarzam bezpodstawnym, poważnym oskarżeniem a nie opinią, krytyką czy komentarzem. I znowu wrócę do zeszłego tygodnia. Kto bardziej wykorzystał panią Anetę K.? Poseł Łyżwiński, o ile faktycznie ją molestował, czy GW i TVN, które ochoczo publikowały a nawet wybijały jako główne newsy jej wynurzenia w tym te, które wciągnęły w sprawę jej małe dziecko? Nie dajmy się przy tym zwieść wyjaśnieniom, że "my tylko publikowaliśmy, to co ona mówiła". To dziennikarz stawia problemy i pytania i to on razem z wydawcą decyduje, co z materiału, który ma do dyspozycji zostanie opublikowane.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Media w Polsce nie prowadzą również debat intelektualnych. Pełnią natomiast (nadzwyczaj chętnie) rolę "kata" wobec intelektualnych autorytetów. Polskie dziennikarstwo błyskawicznie przyswoiło sobie "światowe standardy"! Film "Chłodnym okiem" uzyskał w naszym kraju nowy, znacznie bardziej wymowny scenariusz. Spsiało nam dziennikarstwo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.