Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

42773 miejsce

Zamiast greki – makijaż

Malując się codziennie rano, raczej nie zastanawiamy się nad znaczeniem i sensem tej czynności. Dla większości z nas jest ona po prostu nawykiem, podobnie jak pielęgnacja skóry czy mycie zębów.

Gdyby jednak poświęcić słowu makijaż chwilę uwagi, można by odkryć, jak wiele kryje w sobie znaczeń. Nie tylko jako słowo, ale czynność, która dużo mówi o naszej osobowości.

Zaglądając do francuskiego słownika etymologicznego (słowo "maquillage" przybyło do nas z Francji) dowiemy się, że to maskowanie, tuszowanie defektów, ale i zmiana polegająca na doskonaleniu wizerunku do granic nierozpoznawalności. Zgoła inne znaczenie ma angielskie określenie "make-up". To jedynie ulepszanie, wydobywanie na światło dzienne, podkreślanie piękna. Okazuje się, że dwa znaczenia tej samej czynności zlewają się we współczesnym świecie w jedno, bowiem makijaż jest zarówno podkreślaniem urody, jak i tworzeniem masek. W zależności od naszych potrzeb i nastroju.

Jeśli chodzi o konieczność upiększania się, natura nie była dla kobiet do końca sprawiedliwa. Przypisała im rolę uwodzicielki, która musi stroić się i przebierać, by zdobyć partnera. Wśród gatunków innych niż ludzki, samice zwolnione są z tej konieczności, wystarcza, że wydają na świat potomstwo. W świecie zwierząt to samce obdarzone są ładniejszą maścią, barwniejszymi piórami i większą grzywą. Inaczej nie miałyby szans na ojcostwo. Wprawdzie u ludzi reguły gry określające, kto kogo ma uwieść, dawno przestały być jasne, to jednak ciągle kobieta musi dokładać wszelkich starań w doskonaleniu swojego wyglądu. W ostatnich dekadach wyraźnie widać rosnącą w tym względzie presję.

A jednak makijaż pozostaje czynnością przyjemną. Poza tym, że pełni funkcję czysto upiększającą, jest idealnym lekiem na chandrę, miłym pocieszycielem na gorsze dni. Sposobem na ukrycie trosk i kłopotów, o których nie mamy ochoty informować świata, pomaga osiągnąć sukces zawodowy albo towarzyski.
Zwolennicy naturalnego wyrazu twarzy pewnie uznają czas spędzony przy wykonywaniu makijażu za zmarnowany. Ale nawet Wirginia Wolf, która mawiała, że gdyby dodać wszystkie godziny, kiedy malowała się przed lustrem, starczyłoby ich na nauczenie się greki, nie uznała ich nigdy za czas stracony. I z całą pewnością miała rację, bo choć na co dzień role, jakie w naszym życiu spełnia makijaż, pozostają w zakamarkach świadomości, to czynność ta ma istotne znaczenie.

Po pierwsze, kiedy się malujemy, spędzamy czas z samym sobą. Według psychologów to wielka wartość świadcząca o tym, że o sobie nie zapominamy. To daje nam szansę na zadanie sobie ważnych pytań. Kim jesteśmy, kim chcemy być, co się nam w nas samych podoba, a co chcielibyśmy zmienić. I czy do szczęścia i poczucia bezpieczeństwa potrzebne są nam maski, czy też jesteśmy wolni i wystarczy nam podkreślanie tego, co w sobie naprawdę lubimy. Po drugie, malowanie się to pozawerbalny sposób porozumiewania się z otaczającym nas światem. Dzięki niemu mamy swobodę wysyłania dowolnych sygnałów na swój własny temat. Możemy wcielać się w różne role, konieczne do tego, by komfortowo zmierzyć się z zadaniami codzienności. Zawsze kiedy nie mamy ochoty odkrywać całej prawdy o nas samych, możemy ukryć się za maską z pudru i tuszu. Przecież nie zawsze i nie każdemu chcemy od razu mówić o sobie wszystko.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Swietny artykuł! Dużo prawdy.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 29.05.2007 11:10

"A jednak makijaż pozostaje czynnością przyjemną. Poza tym, że pełni funkcję czysto upiększającą, jest idealnym lekiem na chandrę, miłym pocieszycielem na gorsze dni. Sposobem na ukrycie trosk i kłopotów, o których nie mamy ochoty informować(...)"

Czy dla wszystkich jest przyjemny? Jeśli to taka rutyna jak mycie zębów, to nie sądzę. Czy mycie zębów może być przyjemne? To raczej codzienna, mechanicznie powtarzana czynność, nad którą nie ma co się rozwodzić.
Idealny lek na chandrę? Nie sądzę. Myślę, że kiedy kobieta czuje się źle, to widać to bez względu na grubość warstwy pudru i tuszu. Miłym pocieszycielem na gorsze dni może być mężczyzna, kot, piwo... ale makijaż? Jeśli mamy kłopoty i troski, to nie musimy informować o tym nikogo, z reguły to widać.
Ale zgodzę się, że makijaż może być formą komunikowania się i to jest bardzo ciekawe sformułowanie, jest jednym z wielu komunikatów niewerbalnym, niezaprzeczalnie.
Aczkolwiek rację ma Beata - filozofię dorobić można nawet do wiązania sznurówek.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nakładając na siebie maske z pudru jedyne co mogę okryć to pryszcza i to też niewielkiego... Nie wiedziałam, że moje malowanie się może przynieść psychologom tyle radości :)

Pozdrawiam serdecznie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.