Facebook Google+ Twitter

Zamknąć ryje, idzie Jezus Chrystus Zbawiciel!

Film Petera Geyera "Jezus Chrystus Zbawiciel" to zapis występu słynnego aktora niemieckiego, Klausa Kinskiego, w Deutschlandhalle w Berlinie, który odbył się 20 listopada 1971 roku. Przerodził się on w otwartą walkę na słowa z publicznością

Klaus Kinski. / Fot. AKPAKinski staje przed pięciotysięczną publicznością zgromadzoną w Deutschlandhalle z zamiarem wyrecytowania swego monodramu, przygotowywanego przez wiele lat. Trudne zadanie: przytoczenia z pamięci trzydziestu stron maszynopisu, nawet jeśli recytuje się własny tekst. Jeszcze trudniejsze, kiedy publiczność nie pozostaje bierna i od początku zaczyna się domagać zwrotu dziesięciu marek zapłaconych za wstęp.

Najpierw jest jakby członkiem Sanhedrynu sprawującym sąd nad robotnikiem oskarżonym o anarchię i antypaństwową konspirację: Jezusem Chrystusem. Potem wciela się w postać samego Jezusa. Cytaty z Biblii przetykane są odniesieniami do aktualnej sytuacji politycznej. Okazuje się, że oprócz bezrobotnych, bezdomnych, rewolucjonistów i kryminalistów, słów Zbawiciela słuchają matki i wdowy po żołnierzach z Wietnamu. Wokół tego buntowniczego hippisa, mieszkańca komuny, gromadzą się też biedni. W końcu Kinski wywrzaskuje Jezusowe oskarżenie wobec bogaczy i słyszy w odpowiedzi: "Przestań pieprzyć!".

W tym miejscu dochodzimy do tego, co jest najbardziej, w mojej ocenie, istotne w tym filmie. Kinski zetknął się z publicznością świadomą, aktywną a nie bierną. Z ludźmi zaprawionymi już pewnie w niejednych bojach polemicznych - przecież takie były czasy końca lat sześćdziesiątych i początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Ludzie wtedy namiętnie dyskutowali, tak jak teraz namiętnie dyskutujemy na forach internetowych. Przyszli na przedstawienie nie jako wielbiciele Kinskiego, wręcz przeciwnie - przybyli, żeby wytknąć mu jego hipokryzję, bo w tym czasie ma on już milionowy kontrakt. Wybitny aktor ukazuje się w tej sytuacji albo jako cham i megaloman, który ze wściekłości spowodowanej tym, że ktoś mu przerywa, potrafi ryczeć: "zamknij mordę", a nawet poturbować widza, albo jako genialny performer, który doskonale wszystko zaplanował i właśnie zapracowuje na porządny skandal. Być może nawet okrzyki widowni były do pewnego stopnia wyreżyserowane? Reżyser dokumentu nie rozstrzyga naszych wątpliwości. Ocenę pozostawia nam.

Dla mnie ta kreacja Kinskiego jest uosobieniem tego, co uprawiali także francuscy komuniści, którzy na swoich drogich jachtach, w kłębach dymu z kubańskich cygar, rozprawiali o równości społecznej i pięknie życia w ZSRR. Co prawda, aktor ma prawo wcielać się w postać Jezusa Chrystusa, ba, nawet należy oczekiwać, że takie wcielenie będzie prowokować do przemyśleń, ale jednocześnie tego typu role zobowiązują. Oto podczas projekcji filmu widzimy niezwykły kontrast, gdy w ciągu jednej chwili recytacja o miłości bliźniego zmienia się w stek obelg w kierunku tego, czy innego widza. Zacierają się tym samym granice między rolą a rzeczywistością. Chwilami miałem wrażenie, że tak mógł się wściekać Jezus, gdy wyganiał kupców ze świątyni. Ale przecież ci ludzie, którzy przyszli na przedstawienie, kupili bilety i jakby na to nie patrzeć to on, Kinksi, sprzedaje Ewangelię w zradykalizowanej, hippisowsko-socjalistycznej wersji. A publiczność nie dowierza w jego autentyczność, nie ufa...

Paradoksalnie, wydaje się, że Kinski potrzebował właśnie takiej publiczności najbardziej. Krnąbrnej, butnej i rozdyskutowanej, dokonującej ostrych ocen, które nie muszą wyjść w bilansie na plus dla aktora. Inaczej występ byłby kolejnym nudnym wieczorkiem poetyckim dla grupy miłośników talentu aktora. A tak - przeszedł do legendy (interweniowała nawet policja) i powstał o nim film, który jest swoistym wehikułem pozwalającym przenieść się w tamte czasy i zobaczyć, że już wtedy odbiorcom coraz trudniej było wciskać kit.

O filmie, wyświetlanym we Wrocławiu w ramach 8. Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Era Nowe Horyzonty czytaj także na stronie Festiwalu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (32):

Sortuj komentarze:

Można. Określenie zyskuje dodatkowego wymiaru przez przymiotnik: obywatelska.

Komentarz został ukrytyrozwiń

a czy z milicją obywatelską nie jest tak jak ze słynnym "rzymskim pozdrowieniem"? Są różne milicje i różne znaczenia gestu nieuniesionej ręki, ale w tym kraju kojarzą się one jednoznacznie, pierwsze z komuną, drugie z faszyzmem. Więc czy można się dziwić Jadwidze?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Słowo - miecz obosieczny? Pomyśl teraz, Jadwigo, o tych wszystkich anonimowych, których poobrażałaś, chcąc czy nie chcąc, w swoich tekstach.

Jeśli kojarzysz milicję (obywatelską) tylko z PRL to Twój problem. Takie paramilitarne oddziały strzegące bezpieczeństwa publicznego znajdują się w wielu krajach współcześnie, nawet USA: http://en.wikipedia.org/wiki/Militia. Uważasz się bodaj za harcownika, jednak w rzeczywistości, moim zdaniem, stoisz na straży interesów ideologicznych dominującej grupy opiniotwórczej na polskim rynku medialnym. Zabrzmiało poważnie. I dobrze...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiesz Ossad - porównanie mnie do milicji obywatelskiej powoduje, że wycofuje sie z wszelkich komentarzy pod Twoimi tekstami, omijac Cie będę szerokim łukiem z nadzieja na wzajemność.
Uzasadniac dodatkowo nie będę, bo z zamieszczonych już tutaj, kilku moich starszych tekstów mozna wyciagnąc wnioski zaprzeczajace takiej inwektywie pod moim adresem.
Żegnam ozięble.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nieźle dyskusja odjechała. Widać film pobudzający do refleksji!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, jestem w trakcie lektury "Michnikowszczyzny" i nasza rozmowa nieźle mi obrazuje pewne opisane w tej książce sprawy. Domyślam się, że nie pewnie nie czytałaś, ale - warto. "Polactwo" jakoś do mnie nie przemówiło, może wrócę do tej książki.
Generalnie, podstawowy zarzut Ziemkiewicza jest taki, że to Michnik był tym, który w dużym stopniu kształtował opinię publiczną na temat lustracji i dekomunizacji. Jak ukształtował - widzimy, oglądając "Trzech kumpli". W Niemczech była denazyfikacja, w Polsce nie było dekomunizacji z prawdziwego zdarzenia. I nie chodzi tu o: "szubienice", "nacjonalizm", "antysemityzm", "ciemnogród", "reakcjonizm", "czarnosecinny rewanżyzm", czy jakie tam jeszcze piękne kwiatki GW wymyśla. Chodzi o to, żeby kat za emeryturę nie kupował co rok nowego samochodu, a ofiara mogła godnie przeżyć do pierwszego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiem, jakies takie puste te Twoje ostatnie zdania są, wybacz.
Michnik boi się czy też unika dyskusji?
I promuje Rydzyka? A nie on sam się promuje wypowiedziami i zachowaniem, ktore zwyczajnie razi?
Kurde, co to za retoryka dziwna, Adamie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wracając do treści artykułu: "Paradoksalnie, wydaje się, że Kinski potrzebował właśnie takiej publiczności najbardziej. Krnąbrnej, butnej i rozdyskutowanej, dokonującej ostrych ocen, które nie muszą wyjść w bilansie na plus dla aktora."
AM nie potrzebuje takiej publiczności. On woli rozdziawione w zachwycie gęby. Jako wróg dyżurny jest zawsze Rydzyk. Michnik wypromował przedziwną popularność rozmów o Rydzyku na salonach...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, już zjadłem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obiad spożywają wszyscy, judasze, prawicowcy, agenci, inteligenci, święci, tudzież wspomniani przez Ciebie na samym końcu panowie. Dlaczego zatem miałoby to nie pasować do Ciebie?

Zestawienie nazwisk obu agentów jest conajmniej niestosowne, bo o ile Rydzyk jest agentem doskonałym, to Michnik jak z koziej d. trąba.

Agentem doskonałym, bo przepięknie rozpieprza Kościół Kat. chociażby, sam pomyśl, komu jest to na rękę.
Smacznego,
A.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.