Bohaterowie od czasu do czasu rzucają cytatami, np. z kultowych obrazów Stanisława Barei. Tłem akcji jest muzyka. Można m.in. usłyszeć wyznanie arabskiego szejka (Karol Strasburger) skierowane do żony księgowego (Lucyna Malec) nawiązujące do utworu hiphopowego autorstwa Sokoła i Pona
"Będę brał Cię w aucie" czy usłyszeć rap w wykonaniu Krzysztofa Banaszyka.

Osobiście największe wrażenie wywarła na mnie postać księgowego Pullena, którą wykreować w niemal mistrzowski sposób Stefan Friedmann oraz postać żony biznesmena - w tej roli jak zwykle perfekcyjna Małgorzata Pieczyńska. Uważam jednak, że postać arabskiego szejka stworzona przez Karola Strasburgera mogłaby o wiele więcej wnosić do przedstawienia. Poza wymienionymi aktorami pozostałych oceniam pozytywnie. Dodatkowo będąc wśród widowni zwróciłem uwagę na ładną, staranną scenografię, która przyjemnie oddaje klimat spektaklu.
W jednym z wywiadów reżyser Stefan Friedman powiedział, że
"Sztuka każe zastanowić się, czy jesteśmy w życiu na właściwym miejscu. Jak długo możemy ciągnąć sytuację, w którą się wplątaliśmy, i czym to się może skończyć. Czy potrafimy udawać? A także jak dzięki zbiegom okoliczności i przypadkowi odkrywamy to, czego się boimy, i zmienia się nasze życie". Zadałem sobie te pytania i cieszę się, że wizyta w teatrze na przedstawieniu komediowym pozwoliła mi na przemyślenie tematu mojego miejsca w życiu.
Reasumując - oceniam pozytywnie to przedstawienie. Gwiazdorska obsada gwarantuje dobrą rozrywkę dla widzów wielu pokoleń.