Bezpowrotnie z naszych podwórek znikają dziecięce zabawy. Coraz częściej młode pokolenie woli siedzieć w domu i grać na komputerze, niż wybrać się na prawdziwe szkolne boisko. Czy gry i zabawy na świeżym powietrzu odejdą w cień?
Blisko mojego budynku znajdują się trzy boiska. Od kilku lat nieustannie świecą pustkami, bez względu na porę roku. Bardzo rzadko zdarza się, żeby kilka osób przyszło rozegrać najzwyklejszy podwórkowy mecz. Tymczasem jeszcze pięć lat temu, zwłaszcza w soboty i niedziele dzieci wręcz oblegały boiska. Gdy byłem młodszy, musiałem przychodzić rano, żeby rozegrać mecz, bo później pojawiali się już "starsi zawodnicy" i nas wyganiali.
Kiedyś dzieciństwo spędzane na podwórko
Bywało i tak, że rozgrywaliśmy na boisku dwa mecze, po jednym na jedną bramkę. Kiedy wszystkie boiska były zajęte, chodziliśmy do parku i budowaliśmy bramki z patyków. Ile przy tym było kontrowersji, czy uznać bramkę czy też nie, kiedy piłka poleciała wysoko, a poprzeczki nie było. Wieczorem bawiliśmy się w chowanego, biegając po całym 11-piętrowym budynku, a dobiegając do "zaklepywanki" słyszało się radosny okrzyk zwycięstwa "raz, dwa, trzy za siebie!".
Trzepak wystarczał za element konstrukcyjny do gry w siatkówkę, czasami służył też do zabawy w "ślepca" czy "ciuciubabkę", jak kto woli. W parku zaś powstawały wśród krzaków i drzew "bazy wojskowe". Pamiętam, jak dziewczynki godzinami grały w gumę czy też skakały na skakance. Do domu przychodziło się tylko na chwilę po coś do picia albo na przymusowy obiad, żeby móc znów wyjść na dwór.
Mógłbym wymieniać godzinami zabawy, które zanikają w coraz szybszym tempie. Obecnie dzieci ograniczają się głównie do gry w piłkę nożną, koszykówkę, czasem siatkówkę i to gdy przepada lekcja wychowania fizycznego. Nauczycielka z wrocławskiej podstawówki na Kozanowie mówi, że niektóre dzieci na tych zajęciach nie potrafią nawet zrobić przewrotu w przód, czy też dobiec do mety na dłuższym dystansie np. 800 metrów.
A teraz przed komputerem
Obecnie dzieci wolą spędzać czas w domu. Rozgrywają mecze piłki nożnej pomiędzy Realem Madryt i Manchesterem United w najnowszej wersji gry komputerowej. Rozmowy przez komunikator, zastępują wspólną wycieczkę rowerową. Niektórych dzieci nie jest w stanie zachęcić nawet możliwość bezpłatnego skorzystania ze szkolnego basenu. Niedawno miałem okazję posłuchać wywiadu udzielonego w radiu przez trenera klubu sportowego. Mówił, że obecnie obserwuje się wyraźną tendencję spadkową w zainteresowaniu sportem, a dzieci coraz częściej sięgają bardziej po bierną niż czynną rozrywkę.
Zapytałem pięcioletniego syna mojej znajomej, dlaczego nie chce iść pograć z kolegami w piłkę, czy chociaż z nimi porozmawiać. Odpowiedział, że woli pograć przez internet. - Tutaj się więcej dzieje, jest wiele ciekawych misji do wykonania - wyjaśnił. Dodał też, że za pomocą Internetu może mieć kontakt z kolegami oddalonymi o wiele kilometrów od jego domu. Okazało się, że poznał wielu kolegów przez internet, a zapytany przeze mnie, czy widział ich na żywo, zaprzeczył. Czy wirtualne kontakty zaczynają coraz bardziej zastępować prawdziwe znajomości? Mało tego, czy kontakty z nieznajomymi, poznanymi w wirtualnym świeci, są wystarczająco bezpieczne?
Sytuację pogarszają jeszcze rodzice, którzy załatwiają zwolnienia z ćwiczeń z najbardziej błahych powodów, albo i bez powodu. Czy komputery i internet spowodują w przyszłości problemy związane z utrzymywaniem bezpośrednich kontaktów międzyludzkich? Czy spędzanie wielu godzin przed ekranem monitora wpłynie na wzrost problemów z nadwagą, kręgosłupem czy wzrokiem? A może zacznie powodować nową chorobę naszych czasów - siecioholizm?
Kim może być człowiek wychowany przez internet i telewizję?
Mam nadzieję, że obecnie dorastające pokolenie wychowane przez internet i telewizję nie wyrośnie na ludzi z licznymi zaburzeniami psychofizycznymi i będzie potrafiło odnaleźć granicę między światem realnym a wirtualnym, a także nie pozwoli na odejście w cień wielu ciekawych zabaw podwórkowych.