
Przez trzy dni po beskidzkich trasach będą się ścigać najmocniejsze i najszybsze psie zaprzęgi m.in. z Norwegii, Szwecji i Finlandii.
- To, czego doświadczałem w Północnej Kanadzie czy na krańcach Europy, wreszcie będę miał w swoim kraju, na Kubalonce - cieszy się Igor Tracz, mistrz Europy w wyścigach psich zaprzęgów.
Do Wisły i Istebnej przyjedzie dwieście najlepszych załóg, jakie są obecnie na Starym Kontynencie, a Kubalonka zamieni się w jedno gigantyczne miasteczko maszerskie (maszer to przewodnik psiego zaprzęgu - red.). Wszystko dlatego, że ekipy psich zaprzęgów nie korzystają z usług hoteli czy pensjonatów. Z racji specyfiki tego sportu podróżują wielkimi kamperami ciągnącymi przyczepę, w której są psy.
Mistrzostwa spowodują, że szczyt Kubalonki oraz okolice zostaną zupełnie zastawione pojazdami uczestników. Przejazd z Wisły do Istebnej będzie możliwy, ale już zaparkowanie auta na Kubalonce będzie graniczyło z cudem. Dlatego organizatorzy namawiają kibiców, by przyjeżdżali na przełęcz autobusami lokalnych przewoźników, a swoje samochody zostawiali w Wiśle lub Istebnej.
- Autobusy będą oznaczone m.in. plakatami zawodów - zapewnia Anna Wodzińska, prezes Polskiego Związku Sportu Psich Zaprzęgów.
W Beskidach zacierają ręce, bo wyścigi psich zaprzęgów to doskonała okazja do promocji regionu. Zawody odbędą się na trasach biegowych Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku oraz traktach i drogach leśnych, którymi administruje Nadleśnictwo Wisła.
- To impreza przyjazna dla środowiska. Tu nie ma silników i zbędnego hałasu - komentuje Witold Szozda, nadleśniczy z Wisły.
Czytaj dalej na stronie
polskatimes.pl