Nie bądź taki przygaszonyJak tylko już mogę, to w ramach rozprostowania kości, wychodzę na spacery na zewnątrz budynku. Powoli okrążam dziedziniec z pięknym widokiem na spalarnię i komin, w którym kremują resztki tego, "co nie dało już rady". Takie sympatyczne i optymistyczne miejsce, przy którym nie sposób zagrzać dłużej miejsca. Głównie ze względu na zapach.
- Nie bądź taki przygaszony chłopie - na szczęście można liczyć na rodzinę i przyjaciół, którzy towarzyszą mi na tym spacerniaku w ramach odwiedzin.
Przy okazji docinają mi, ile tylko wlezie. Zwłaszcza kiedy dowiadują się, w jaki to sposób można
opalić sobie plecy bez wychodzenia na słońce. Wspólnie ustalamy, że oficjalna wersja "dla prasy" głosi, iż heroicznie ratowałem małego kotka z pożaru.
- I tak u mnie w bloku jestem już spalony - czarny humor także udziela się i mi.
- Musisz mieć plecy, żeby wrócić do gry - docinkom nie ma końca.
- W sumie to nawet dobrze. Odpocznę sobie. Wcale się nie palę, żeby szybko wracać do pracy.
Ostatnio czułem się jakiś taki wypalony.
Idziemy do kiosku spożywczego, gdzie uzupełniam braki wyżywieniowe, kupując parę słodkich bułek, dwa banany i paluszki. Przez pierwsze dwa dni pobytu na oddziale prawie nie tykam jedzenia serwowanego przez kuchnie szpitalną. Nie mam siły i ochoty. Kiedy wraca mi apetyt oraz smak, ledwo co przełykam szpitalne specjały i o mało co znów nie tracę apetytu. Za 9 zł dziennej stawki żywieniowej można zdziałać kulinarne cuda. Dla własnego zdrowia dożywiam się więc w kiosku.
Żegnam się z gośćmi i wracam na salę, bo już czas na wieczorne męczarnie na stole zabiegowym. Ale czego to nie robi się dla piękna? Doktor N. dziś jest wyjątkowo delikatny.
- Fantastycznie -- jest wyraźnie zadowolony ze swojego dzieła.
Przed snem pan Stefan usiłuje jeszcze podjąć temat hemoroidów, ale ja w tym czasie jestem już w łaźni i tracę wyjątkową szansę na włączenie się do tej fascynującej dyskusji. Mam ważniejsze problemy na głowie. Usiłuję wziąć prysznic, tak aby nie umyć sobie przypadkiem świeżo zdezynfekowanych pleców i nie zmyć bandaży. Nie jest to łatwe w pojedynkę. Nie jest to łatwe w kabinie prysznicowej pamiętającej czasy bratniej przyjaźni narodów socjalistycznych.
DogrywkaW taki oto sposób, „miło i przyjemnie”, mija mi dziesięć dni intensywnej terapii. Kroplówka, świeży opatrunek, jakiś mecz albo dyskusja o cewnikowaniu i leżakowanie. A może raczej „brzuchnikowanie”. Brzuch mam prawie wciśnięty do środka. Po serii zbiegów obdzierania ze skóry, konsylium naukowe ustala, że mogę wrócić do domu na dalszą rekonwalescencję. Dzięki heroicznej postawie Doktora N. moje plecy są ocalone dla potomnych. Za to NFZ oddycha pewnie z ulgą. Pacjent spławiony, kasa zaoszczędzona. Ja oddycham także swobodniej. Półfinały obejrzę już w domu. Bez widoku blizn pana Janka. I oczywiście z dala od kuchenki.
Stawiam się u siostry dyżurnej. Następuje tradycyjna wymiana koszulek. Zwracam przepoconą piżamę. W zamian oddają mi koszulę, w której tu przybyłem. Ciągle czuć zapach spalenizny. Jeszcze tylko tradycyjna formułka, że wypisu i wszystkich papierów nie dostanę dziś od ręki, tylko później i mogę już wyjść na słońce. Żyję. Ale co to za życie, kiedy po plecach nie można się porządnie podrapać. Dobrze, że już niedługo kolejne mistrzostwa. Jeszcze piękniejsze akcje, efektowniejsze gole. Znów będzie gorąco. Zwłaszcza na boisku. Do tego czasu spokojnie wyleczę kontuzję, żeby być w formie. Choć czeka mnie jeszcze dogrywka. Będę musiał stawić się na kontrolne badanie u Doktora N. Może nawet na niejedno. Na szczęście Złoty Strzał Siostry Basi wynagrodzi wszystkie cierpienia zapalonego kibica.
Imiona bohaterów zmienionoMarcin BorowiczPierwszą wersję tekstu pierwotnie zamieszczono na portalu:
iThink.plReportaż "Zapalony kibic w służbie zdrowia" w roku 2009 zdobył wyróżnienie w konkursie
im. Julka Cyperlinga na najlepszy reportaż roku akademickiego 2008/2009:
http://www.wsp.lodz.pl/news-226.htmlhttp://www.wsp.lodz.pl/news-228.htmlWyróżnienie dla reportażu w konkursie im. Cyperlinga zostało również docenione przez Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego w liście gratulacyjnym dla autora tekstu M.Borowicza:
http://www.marbor.republika.pl/images/Gratulacje_Rektora.jpg