Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

163201 miejsce

"Zapiski oficera Armii Czerwonej" – wrażenia i refleksje

W minioną środę, w łódzkim śródmiejskim forum kultury przy ulicy Roosevelta 17, odbył się wyreżyserowany przez Andrzeja Czernego monodram pt. "Zapiski oficera Armii Czerwonej".

 / Fot. Wydawnictwo L.T.WGeorge Santayana: "Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie".

Monodram powstał na podstawie powieści Sergiusza Piaseckiego o tym samym tytule. W rolę bohatera - Miszki Zubowa, wcielił się Marcin Wartalski - aktor Grupy Teatralnej "Dziewięćsił", mający za sobą 15 lat doświadczenia zawodowego. Spektakl odbył się w 69. rocznicę zdradzieckiej napaści nieistniejącego już na szczęście Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich na Polskę. Dzieło Piaseckiego, przez lata rządów komunistycznych władz Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej pomijane, po raz pierwszy od ich upadku zostało wystawione w Łodzi.

Na spektakl przybyło sporo osób, z czego gros stanowili ludzie pamiętający okres terroru stalinowskiego i lata sowieckiej okupacji. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, przybyli również ludzie młodzi w wieku 19-27 lat. Przedstawienie zaczęło się z nieznacznym, pięciominutowym opóźnieniem, z uwagi na widzów zajmujących miejsca na widowni w ostatniej chwili.

Sztuka rozpoczęła się projekcją na zamieszczonym z tyłu sceny ekranie. Gdy zgasły światła, można było na nim dojrzeć radzieckiego żołnierza, przebijającego bagnetem szyję Orła Polskiego. Owej wstępnej wizualnej prezentacji, będącej zapowiedzią mającej nastąpić sztuki, towarzyszyła pompatyczna muzyka symfoniczna oraz chór rozgrzanych "wspaniałą" ideą, serc i gardeł pionierów "wyzwalającego narody" komunizmu.

Akcja rozgrywa się w kołchozowej świetlicy, gdzie po zakończeniu wojny, bohater pijąc wódkę, chwali się swoimi "bohaterskimi" wyczynami, jako niezłomnego przodownika Armii Czerwonej. Od początku wyraźnie pokazana jest indoktrynacja narodu rosyjskiego, poprzez propagandę sowiecką. Na porządku dziennym jest więc urabianie "towarzyszy" poprzez manipulacje, przekłamywanie rzeczywistości, bicie i zastraszanie.

Po zastosowaniu takiej kombinacji, skołowaciały, niczego nie świadomy człowiek, powołany do służby, odziany w mundur i z walizką w ręku, wyrusza z misją do Polski, by oczyścić ją z "wrogich elementów reakcyjnych" i zanieść w blasku i chwale "cud idei komunistycznej". Bynajmniej nie zniechęca go fakt, że nic co wtłaczano mu do głowy, nie zgadza się z zastaną rzeczywistością.

Zamiast wynędzniałego przedstawiciela uciemiężonej klasy robotniczej, natyka się na całkiem nieźle prosperującego dozorcę, a zamiast żywności na kartki (jak to ma miejsce w jego ojczyźnie), kupuje tyle chleba za gotówkę ile mu potrzeba. Nie przeszkadza mu fakt, że nie wie czym jest termos, który w pociągu bierze u pasażera za pocisk, ani że nie wie jak się je banany lub do czego służy fortepian. Wszystko czego nie zna i nie rozumie, jest faszystowskie, złe, burżujskie, imperialistyczne i reakcyjne.

Uciekając przed Niemcami, opuszczony przez towarzyszy krasnoarmiejców, trafia do majątku Burki, gdzie litościwa kobieta dobrego serca, trzy lata z rzędu daje mu schronienie. Uczy wszystkiego niemal od początku włącznie z posługiwaniem się sztućcami. Uczy go także modlitwy. Ta jednak jest mu obca i nie zrozumiała do czasu, gdy „bohaterski” Miszka wierny jasnemu „słońcu narodu rosyjskiego”, zastępuje w niej Boga – Stalinem. Modli się wówczas wypowiadając słowa „Ojcze nasz, któryś jest w Kremlu”… Dopiero wtedy wszystko mu się układa.

Pokazany bohater dramatu jest postacią tragiczną. Nie ma świadomości tego, że jest ofiarą politycznego systemu, ani tego jak bardzo został odczłowieczony. Niezdolny do zawierania nawet przyjaźni, z dumą godną komsomolca, zdradza kobietę, która udzieliła mu pomocy i wydaje ją w ręce „orłów” z NKWD, za co dostaje bohaterski medal i awansuje w hierarchii wojskowej. „Wielkiemu Stalinowi ‘hurrra!’, ‘hurrra!’, ‘hurrra!’”

Ci, którzy czytali „Rok 1984” George’a Orwella, z łatwością mogli znaleźć analogie do wydarzeń w „Zapiskach…”. Wielki Brat to wszechobecny Stalin patrzący z portretów w domach i na wystawach sklepowych – ojciec narodu rosyjskiego. Postawa indywidualizmu, nie uległość wobec systemu ucisku i wyzysku – to myślozbrodnia, a katowanie podczas przesłuchań – zastępuje Orwellowską „godzinę nienawiści”.

Nastroje wśród publiczności podczas przedstawienia były różne. Początkowo dało się słyszeć tu i ówdzie śmiechy z wypowiadanych przez bohatera kwestii, jednak im bardziej spektakl się rozwijał, tym mniej widzom było do śmiechu. Z czasem na sali zapanowała cisza, a coraz częściej usłyszeć można było westchnięcia widzów.

Wspaniała gra aktora, doskonała mimika i gestykulacja oraz odpowiednie zabarwienie emocjonalne głosu sprawiały, że widz – nawet najdalej siedzący od sceny, mógł wczuć się w sytuację opowiadającego tak, jakby sam mówił jego ustami. Widać było rezultaty długoletniego doświadczenia aktora na deskach teatru.

Po zakończeniu spektaklu, nadszedł czas na refleksje. Mam kilka smutnych wniosków. Niestety niewielu ludzi – zwłaszcza młodych – interesuje się naszą polską historią. Co i rusz słyszę głosy, jak to jest – o ironio! – w kraju źle i ciężko. Coraz powszechniej przejawiają się głosy antynarodowe i antypaństwowe. Łatwiej wszak mówić, że system jest do d… niż zrobić coś samemu, aby było lepiej. Coraz częściej i głośniej potępia się ideę patriotyzmu, traktując go niczym kulę u nogi, a w najlepszym razie – przeżytek nadający się do lamusa.

Trudno mi się z tym zgodzić. Jeżeli bowiem ktoś nie czuje się polskim patriotą – ma do tego prawo i zawsze może zmienić miejsce pobytu na Ziemi. Smuci też fakt, że coraz częściej słychać pobrzmiewające echa minionych czasów, w których „wielcy ideolodzy” przekształcali świat na swoją modłę, napędzając machinę swych działań kosztem milionów ludzi. Ci natomiast,
którzy te hasła podchwytują, ze zdumiewającą łatwością krytykują demokrację. I czy z lewa czy z prawa, chwytają się skrajnych idei.

Tymczasem mamy wolność wyboru, sumienia i wyznania. Mamy prawo do handlu i wyjazdów za granicę. Mamy prawo do swobodnego głosowania i pluralizm polityczny. Wystawienie zaś powyższego spektaklu dowodzi coraz bardziej upadających starych struktur myślowych i dokonujących się postępów w odkłamywaniu przeinaczanej dotychczas historii.

Mamy w końcu w Polsce wolność (o którą przez tyle wieków walczyli Polacy) i demokrację... Lecz aby w kraju sytuacja zmieniała się na lepsze, wielu jeszcze musi dojrzeć, do umiejętnego z nich korzystania.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.