Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17828 miejsce

Zapomniał wół jak cięlęciem był... Kierowco nie irytuj się!

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2007-06-28 09:11

Powszechnie wiadomo, że kandydaci na kierowców, aby stać się członkami tej uprzywilejowanej grupy społecznej muszą przejść długą drogę.

Na dobry początek 30 godzin wsłuchiwania się w melodyjny głos instruktora, który z uporem maniaka próbuje wbić do głowy pretendentów przepisy, zasady zachowania się na drodze oraz sposoby udzielania pierwszej pomocy. Kiedy dzielny kursant zakończy pierwszy etap nauki, nierzadko uwieńczony zdaniem karkołomnego egzaminu wewnętrznego, otwiera się przed nim furtka do drugiej części szkolenia.



Każdy kierowca, wracając w myślach do swego debiutu za "kółkiem", doskonale pamięta podniosłe uczucia, towarzyszące pierwszemu, rytualnemu wyjazdowi na zatłoczoną ulicę.



Opowieść o nowicjuszu za kierownicą mogłaby trwać dalej, gdyby nie fakt, że zaraz po włączeniu się do ruchu sielanka zmienia się w traumatyczne przeżycie, które początkującemu kursantowi na pewno zapadnie w pamięci na długo.



Wszystko to dzieje się za sprawą osaczających popularne "elki", "kolegów" po fachu, którzy najwyraźniej nie pamiętają już jak 10, 20, albo i więcej lat temu sami nerwowo zasiadali za kierownicą Malucha, Lanosa, Fiata Punto, czy też w najlepszym wypadku Corsy z silnikiem o pojemności nie większej niż 1.0, przytłoczeni swoją bezradnością wobec otaczających ich specjalistów w dziedzinie automobilizmu.



Gwizdy, krzyki, brzmienie klaksonu - jestem przekonany, że te dźwięki nie mogą zmobilizować nikogo. Mogą za to wywrzeć zły wpływ na młodego, niedoświadczonego kursanta i jednocześnie zrazić go do dalszej jazdy ze względu na nieprzyjazną atmosferę panującą na drodze.



Obserwując zachowania niektórych „doświadczonych” kierowców nie trudno jest więc zauważyć, że wśród prowadzących pojazdy silnikowe szeroko rozpowszechniony jest "Syndrom urażonego kursanta". Sfrustrowani kierowcy nie biorą się znikąd, pojawiają się na drogach na skutek pewnej sekwencji zdarzeń.



Młody, ambitny kierowca, mający w pamięci złośliwości doświadczonych kamratów z pewnością będzie dążył do powetowania sobie chwil zniewagi i poniżenia. W jaki sposób? Na przykład wyżywając się na kolejnych kandydatach na kierowców.



Dlatego też zwracam się z prośbą do wszystkich rozsądnych ludzi, posiadających prawo jazdy. Traktujmy samochody oznaczone literą L jak równorzędnych uczestników ruchu. Nie zrażajmy kursantów, bądźmy wyrozumiali i tolerancyjni, a liczba sfrustrowanych kierowców na ulicach na pewno spadnie.











































































































































































Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 06.07.2007 00:07

spoko loco

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Syndrom urażonego kursanta" - raczej objaw niedojrzałości czy zwykłe chamstwo. Ludzie mający nieraz i 30 lat prawo jazdy potrafia sie zachowac skandalicznie. Syndrom nie moze trwac wiecznie, nauka jazdy to nie przezycie traumatyczne, które odciska pietno do naturalnej śmierci :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

sadze ze karbowski ma troche racji
osobiscie jako kierowac L nie spotkalem sie z wiekszymi przejawami nietolerancji wobec mojej osoby , aczkolwiek sporadyczne trabniecia na moj woz zdarzaly sie...

tymniemniej nie mam dzis fobii wobec innych uzytkownikow ruchu itp choc jestem calkiem mlodym kierowca

pozdrawiam
puddingski :>

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 28.06.2007 12:35

Cze przesadzam? Myślę, że to zależy. Ale na pewno prowadzący elki nie mają na drodze kolorowo:)
W każdym bądź razie, dzięki za zwrócenie uwagi na błędy.
Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przesadzasz. Kierowcy wcale nie są tacy wyczuleni na punkcie elek. Oczywiście zdarzają się frustraci którzy zwyczajnie mają zły dzień, lub po prostu im się życie nie udało, ale to tylko margines. Generalnie wszyscy są tolerancyjni.

PS. "...zasiadali za kierownicą Malucha, Lanosa, Fiata Punto, czy też w najlepszym wypadku w Corsy z silnikiem o mocy nie większej niż 1.0..."

1. "w Corsie", albo "Corsy", ale "w Corsy"?
2. 1.0 to raczej pojemność silnika, ale na pewno nie moc.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.