Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

175819 miejsce

Zapomniana po ukraińskiej stronie

Pani Katarzyna Fedyszkanycz urodziła się w Polsce, a kresu swych lat mieszka na Ukrainie. Jej marzeniem jest odwiedzić Polskę.

„Panie moje kochane, przyślijcie różaniec”. Tak na pytanie, co możemy dla niej zrobić odpowiedziała pani Katarzyna – 83 letnia Polka z Sianek, niegdyś polskim ośrodku wypoczynkowym, po wojennej zawierusze podzielonej granicą i zostawionej po ukraińskiej stronie.

Dzięki audycjom polskiego radia, oraz różańcowi pani Katarzyna nie czuje się osamotniona, chociaż tęskni za krajem. Niedaleko jej domu są źródła Sanu – polskiej rzeki, ale ona mówi, że polskich stron już pewnie nie zobaczy.
Wspomina jak w Siankach żyło się przed wojną. We wsi mieszkało ponad 1,5 tysiąca ludzi: stało w niej około 200 chałup. Rusini, Polacy i Żydzi mieli w Siankach każdy swoją świątynię i wszyscy żyli w zgodzie. Oprócz tego, na turystów czekało ponad 2 tysiące miejsc noclegowych w dziesięciu domach letniskowych, sześciu pensjonatach, na kwaterach prywatnych i w luksusowych schroniskach Przemyskiego Towarzystwa Narciarskiego. Z całej Galicji do Sianek przyjeżdżali „wytworne damy i eleganccy panowie” by korzystać z odpoczynku w kawiarniach, restauracjach, na wyciągach narciarskich, skoczniach, torze saneczkowym, kortach tenisowych, boiskach.

W 1939 przez Sianki przebiegała granica polsko – niemiecka. Pani Katarzyna została wysiedlona, wraz z mieszkańcami prawobrzeżnych Sianek, w okolice Kostopola na Wołyniu. Miała wtedy 16 lat. Po ataku Niemiec na ZSSR większość wygnańców wróciła do Sianek. W wieku 18 lat pani Katarzyna wyszła za mąż za Jana Fedyszkanycza, który zmarł ponad dwadzieścia lat temu. Mieli dwie córki. Młodsza Hania – niepełnosprawna umysłowo ma 45 lat i wciąż mieszka z matką. Pani Katarzyna wspomina, jak pewna siostra zakonna przepowiedziała jej, że na stare lata będzie opierać się z jednej strony na lasce, z drugiej, na ramieniu swojej młodszej córki. Pomaga jej też druga córka, mieszkająca z mężem na drugim końcu wsi.

W 1945 roku nad rodziną Fedyszkanyczów znowu zawisła groźba wysiedlenia. Sowieci, wyznaczając przy rzece niemal kilometrowy pas przygraniczny postawili młodą rodzinę przed wyborem: albo wybudują nową chałupę, albo wyjadą. Oboje młodzi pochodzili z Sianek i nie chcieli wyjechać. Z resztek po domach, które zostały w przygranicznej strefie wybudowali swój nowy dom, podobnie jak inni myśleli, że tymczasowy. Po 1948 roku nastał czas niewoli sowieckiej. Żyło się bardzo trudno. Prywatnie można było mieć tylko jedną krowę, reszta została oddana do kołchozu. Przymusowa była również ciężka praca na rzecz państwa. Za słowa krytyki można było zostać wysiedlonym na północ.

Przez maleńkie okno swojej chatki Pani Katarzyna wygląda codziennie. Gdy zobaczy turystów z Polski, zaprasza ich serdecznie do środka. Wizyta Polaków to w jej domu wielkie święto. Pokazuje schowany w szafie biało czerwony szalik, z godłem Polski. Opowiada, ze łzami o tym, jak dzięki polskiemu radiu odmawia codziennie różaniec. Największym jej marzeniem jest jeszcze raz przed śmiercią pojechać do Polski. Ale jak sama mówi: Kto mnie tam zabierze?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 10.08.2007 10:18

(+) Gratuluje debiutu!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję za miłe przyjęcie i pozdrawiam. Pani Katarzyna, żyjąc w bardzo trudnych warunkach, wydawała się być osobą niezłomną. Zawierucha historii miotła jej życiem w sposób, jaki nam trudno sobie wyobrazić. Mimo to, mimo upływu lat, mimo ogromnej tęsknoty, widać było w niej ogromną siłę ducha. Myślę, że opowieść o życiu pana Michała, też będzie ciekawa.

Zgadzam się, często starsze osoby, znajdujące się w podonej sytuacji jak pani Katarzyna, są poozstawione samym sobie. A zorganizowanie im przyjazdu do Polski nie wydaje się być trudnym przedsięwzięciem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kocham takie historie. I Sianki przedwojenne

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus za poruszający tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Swoją drogą zastanawiam się, czemu najróżniejsze organizacje tak chętnie przyjmują dzieci, a jeszcze żadna organizacja nie postawiła sobie za cel pomóc Polakom pozostawionym na Wschodzie chociaż raz jeszcze zobaczyć ojczyznę. Przecież takich ludzi - pamiętających jeszcze dobrze Polskę, a potem wskutek zmiany granic sztucznie zmuszonych do życia w obcym kraju, nie ma już wielu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszko, z zaciekawieniem przeczytałam Twój artykuł, zwłaszcza, że właśnie wróciłam z urlopu w Bieszczadach, gdzie spotkałam człowieka przesiedlonego w 1951 roku z powiatu sokalskiego w woj. lwowskim w Bieszczady właśnie. Eh, jakże różne są losy ludzkie. Twoim wzorem zamierzam opisać losy pana Michała ze wsi Rabe w Bieszczadach.
Gratuluje debiutu :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.