Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7744 miejsce

Zapomniane książki, zapomniane filmy II. E.Stachura, Siekierezada

Smutne to, że nasuwa się mi ta myśl, gdy piszę teraz te słowa, ale tak jest. Autor Siekierezady odbiera sam sobie życie, a wiele lat później aktor odtwarzający w filmie postać głównego bohatera, także popełnia samobójstwo. Ten i ten Edward.

Dokładnie nie pamiętam, kiedy czytałem po raz pierwszy Siekierezadę. Na pewno było to przed nakręceniem filmu, który powstał w 1984 r. Raczej jestem przekonany, że trwał wtedy w naszym kraju stan wojenny. Ta książka, teraz Okładka książki / Fot. Wydawnictwozapewne przez młodych ludzi (jakim byłem ja, kiedy do niej sięgnąłem) może zostać potraktowana jako być może „egzotyka”, coś, czego za bardzo nie da się zrozumieć do końca. Ale wtedy, w roku 1971 kiedy została wydana, stała się prawie natychmiast kultową, a to stąd, że mówiła o wolności człowieka i niezależności jego wyborów. Chyba też dlatego, w czasie stanu wojennego, u mnie także gdzieś w sercu ta potrzeba wolności wzmocniła się m.in. dzięki tej powieści. Cóż, teraz młodzi ludzie uznają inne wartości za najważniejsze. Fakt, świat i nasz kraj się zmienił, ludzie się zmienili. Zresztą Sted w Siekierezadzie niejako sytuację tę przewidział pisząc – kiedy ja myślę o przyszłych czasach, o tych po roku dwutysięcznym i dalej, to nie podoba mi się to co widzę. (...)Ludzi coraz więcej, a człowieka coraz mniej.

I ta rozmowa z bibliotekarką Objazdowej Biblioteki to praktycznie jedyna w sumie, którą możemy uznać za „intelektualną”. No i jeszcze te końcowe, kiedy Janek Pradera (bohater Siekierezady, w filmie Edward Żentara) prowadzi z nowo poznanym Michałem Kątnym (w filmie Daniel Olbrychski). Reszta konwersacji odbywa się na poziomie zgodnym z miejscem, gdzie toczy się akcja książki i filmu. Bobrowice, gromada Hopla, gdzieś w lasach na ziemiach zachodnich. Czyli mniej więcej tak: co się zje, to się nie przepije, albo jak w filmie, w czasie pobytu w knajpie do kelnerki, która nakazuje do wódki zakupić zakąskę - nie będziemy tu gotówki na jakieś majonezy tracić.

Do tych lasów i tych ludzi przybywa Janek, aby przez jakiś czas pracować na zrębie, dopóki z jego głowy nie wyparuje opętanie, ta mgła, ta mgła. Zamieszkuje na kwaterze u Babci Oleńki. Gdzieś na północy kraju zostawił swoją ukochaną dziewczynę, Gałązkę Jabłoni, która „dawała mu życie – chęć do życia, podtrzymywała życie”. Tego, czyKadr z filmu / Fot. Screen ona jest osobą rzeczywistą, czy tylko wytworem wyobraźni Janka nie dowiemy się ani z powieści, ani z filmu, bo film, to obrazy, których nie da się do końca przełożyć na to, co Stachura napisał. W powieści nie ma zbyt wiele dialogów. Tam są opisy i wewnętrzne rozmyślania bohatera. I tylko w nich występuje „jego dziewczynka ukochana”. Tak samo i w filmie, ona bywa czasami, ale jedynie w jego wyobraźni. Dużo jest natomiast o śmierci, także na torach kolejowych, a to jest ważne ze względu na życiorys Stachury. Zresztą powieść zaczyna się od artystycznego przedstawienia wypadku, jakiemu uległ Zbigniew Cybulski, choć z nazwiska nie jest on tam wymieniony. Właśnie te opisy myśli autora powodują, że książka wciąga bardzo; mniej wciąga film, choć tam także zostaje podjęta próba, by te jego wewnętrzne narracje przełożyć na obrazy. Za to film ma dodatkową zaletę, pokazuje jakże ciekawe postaci żyjące w tej wsi pośród lasów, granych przez wybitnych aktorów. Ot, choćby Krzysztofa Majchrzaka, który wypowiada chyba tylko jedno słowo „blać”, a jego „siekierezada” na zabawie tanecznej, przerażający widza wygląd, to artystyczne cacko.

Dlatego uważam, że obejrzenie filmu, bez przeczytania książki, nie odda w pełni tego, co przeżyjemy po zapoznaniu się zPlakat z filmu / Fot. Wydawca obydwoma tymi dziełami. Proza poetycka Stachury tutaj akurat zachwyca. I choć nie jest to powieść trzymająca w napięciu, z nagłymi zwrotami akcji, a raczej wręcz przeciwnie, to czuje się szczerość autora, bo gdy poznamy nawet z grubsza jego życiorys, to po części zobaczymy w bohaterze „Siekierezady” samego Stachurę. Zarówno wtedy, jak w filmie Janek Pradera mówi rano do Babci Oleńki położyłem się wieczorem i wstałem rano, przecież to cud, czy jak pisze w książce: gdyby żył tylko życiem, miałby więcej sił. Ale on nie tylko życiem żyje, ale i żyje śmiercią.... Film inaczej się kończy niż książka, inaczej, to wcale nie znaczy, że z innym skutkiem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Oj, doskonale pamiętam "Siekierazadę" - pamiętna to była edycja gdyńskiego festiwali! Pamiętam nade wszystko film za sprawą sugestywnych kreacji Edwarda Żentary i Daniela Olbrychskiego... A tekst - "Ale czy warto? Może nie warto? Chyba nie warto... Raczej nie warto." brzmi we mnie do dziś.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.