Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16082 miejsce

Zapomniane książki, zapomniane filmy. Marek Hłasko, „Pętla”

Hłasko opowiadanie to napisał mając zaledwie 22 lata. Wielu znawców uważa, że jest ono jednym z najlepszych, które stworzył, a na pewno już najciekawszym utworem literackim opisującym życie człowieka uwikłanego w chorobę alkoholową.

Acz powstało ono w 1956 roku i choć od tego czasu wiele się zmieniło w postrzeganiu człowieka i jego choroby, to jednak dla poznania wewnętrznych przeżyć osoby-pijaka lektura to obowiązkowa, w tym obszarze ponadczasowa i uniwersalna. Okładka zbioru opowiadań / Fot. WydawcaPrzeczytać książkę, obejrzeć film. Albo odwrotnie, jak kto lubi. I te dwa dzieła razem tworzą wyjątkowy klimat, a nawet się uzupełniają. Często tak się może zdarzyć, a szczególnie wtedy się zdarza, jeżeli scenariusz i dialogi do filmu pisze autor dzieła literackiego. Historię alkoholika zawarł on jedynie na trzydziestu kilku stronach, a akcja dzieje się równo dobę, od 8 rano do 8 rano dnia następnego. Inspiracją do napisania tego opowiadania stała się ponoć, choć do końca tego nie wiadomo, prawdziwa historia, którą autor zarejestrował w czasie wizyty u Władysława Broniewskiego. Jak wiadomo poeta tęgo pił, ale kiedyś zapragnął odpocząć od wódy. Akurat wtedy odwiedził go Hłasko. Rozmawiali o literaturze, omijając świadomie wszystko, co mogło mieć odniesienie do alkoholu. Gdy zadzwonił telefon, Broniewski powiedział rozmówcy, że wziął się konkretnie za pisanie, a także nieświadomie „pochwalił” się, że przestał pić. No i się zaczęło. Łańcuch wiadomości się rozszalał. Co chwilę ktoś dzwonił, gratulując Broniewskiemu i życząc wytrwania w postanowieniu. Po ósmym takim telefonie poeta powiedział do Hłaski krótko - „Marek, idź po wódkę”.

W „Pętli” takie postanowienie podejmuje jej bohater, człowiek inteligentny, utalentowany, inżynier Kuba (w filmie garny przez Gustawa Holoubka), pijaczyna jak się zowie. Ratować go przed nałogiem próbuje jego dziewczynaPlakat filmu / Fot. Producent filmu Krystyna (w filmie Aleksandra Śląska). O ósmej rano umawiają się, że dzisiaj, gdy ona wróci z wyjazdu, pójdą o 18.00 do przychodni, gdzie lekarze dadzą mu tabletki. Takie, po których nie można pić, bo grozi to śmiercią. Gdy Kuba zostaje sam, myśli tylko o tej godzinie osiemnastej, kiedy to dostanie właściwe pigułki. „Nie będę pił przez rok, a później już nie będę czuł pragnienia”. Myśli także o otoczeniu. „Minie rok i ludzie zapomną, że byłem pijakiem”. Postanowienie, w które jak najbardziej wierzy. Czas mija jednak powoli. Nie może sobie znaleźć miejsca w domu. Niespodziewanie dzwoni kolega i mówi, że bardzo się cieszy, że chce przestać pić. Nie wiemy skąd się dowiedział, ale w sumie dla fabuły jest to mało ważne. Kuba dziękuje. Telefony w tym stylu powtarzają się. Chce wyrwać sznur od aparatu, ale jest on mocno zamontowany. Później mu się to uda, kto zna opowiadanie czy film, będzie widział dlaczego, ale póki co, daje kablowi za wygrane i nie mogąc sam ze sobą wytrzymać w domu, wychodzi na ulicę.

Tam co chwilę ktoś go zaczepia, chce pogadać, a każda rozmowa zaczyna się bądź kończy tematem związanym z wódką. W kawiarni chce wypić kawę, zwyzywa nawet niewinną niczemu kelnerkę. Jest rozchwiany wewnętrznie. Spotyka przypadkowo byłą dziewczynę, która wyznaje mu, że go kiedyś kochała, co jeszcze bardziej rozwściecza Kubę, bo przecież wtedy, jak razem byli, nigdy mu o tym nie powiedziała. Wybiega na ulicę, a tam wdaje się w bójkę. Potem jest przymusowa wizyta w komisariacie milicji. Zwolniony jednak, szybko pyta napotkane dzieci „gdzie tu jest knajpa”?. I gdy „ciemność nadciągała nad miasto; wysoko, za brudnymi chmurami, umierało światło dnia”, wkracza do „Baru pod orłem” z jednym tylko postanowieniem, musi się napić. Zabrakło chyba ze 2 godziny do powrotu Krystyny, zabrakło 120 minut do wzięcia pigułki. „Wiem, że wódka to moja śmierć”, mówi sam do siebie, pochłaniając trzy „duże” (sety) chyba w minutę. „Wiem. A mimo to napiłem się”.

Ekranizacji tego opowiadania dokonał w 1957 roku Wojciech Jerzy Has, dla którego był to debiut filmowy. Film jest mroczny, zresztą jak i opowiadanie. Scenariusz był dziełem obydwu, autora opowiadania i reżysera. Nie dziwi więc, że Kadr z filmu / Fot. Filmoteka Narodowaproza Hłaski jest tutaj prawie wiernie odwzorowana. Dialogi w dużej mierze zostały przeniesione dosłownie z „Pętli”. Oczywiście kilka sytuacji jest dla potrzeb sztuki wizualnej pozmieniane. Ot choćby bójka na ulicy z kolegą tramwajarza (w filmie monterzy telefoniczni), gdzie w opowiadaniu walcząc, tarzają się po ziemi, a w filmie sprawę załatwia tylko prawy sierpowy Kuby wymierzony celnie w szczękę kurdupla montera. Także barmanka, przedstawiona w opisie Hłaski jako otyła szkarada odbiega wyglądem od całkiem fajnej laski z filmu. Postać „najlepszego kiedyś w mieście saksofonisty”, również alkoholika Władka spotkanego w barze, różni się od tego opisanego jako „niski, tęgi, łysiejący mężczyzna o porowatej cerze”. Zagrał ją bowiem świetny aktor, Tadeusz Fijewski, który nie był przecież ani tęgi, ani cery nie miał porowatej, ale za to stworzył wybitną postać alkoholika, a scena z drżącymi rękami przed wypiciem pierwszych dwóch kielichów jest wręcz majstersztykiem. „Kto pije, ten będzie pił, to zabawa bez mety”. I tak dalej, i tak dalej, jak skopanie Kuby przez kelnera (Emil Karewicz znany szerzej jako Bruner), czego w opowiadaniu nie ma, a jest w filmie, nie czyni z niego mniej uczciwym w przesłaniu niż proza literacka. Czegoś jednak w obrazie filmowym zabrakło, a mianowicie introspekcji Kuby, kiedy dowiadujemy się z niej o próbach Krystyny wyrwania go z nałogu, o wycieczce do Zakopanego, kiedy trzy dni spacerowali po górach unikając miejsc z alkoholem, po czym on przepadł na kolejne trzy dni i pił na umór z Cyganami. O tym, że okradał ją z cennych rzeczy, by je sprzedać, ażeby mieć za co pić. Choć w filmie jest tajemnicza scena z naszyjnikiem, to do końca jednak niewyjaśniona. Finalny monolog Kuby jest bardziej rozbudowany w opowiadaniu Hłaski, w wyższym stopniu mocny, opisujący bezradność alkoholika, jego samotność i niechęć do innych ludzi, dokładniejszy w wyjaśnieniu czym jest pijaństwo i kim jest pijak.

Wolne tempo tego filmu w czasach nasączenia naszych umysłów hollywoodzkimi produkcjami, może nudzić czy wręcz nawet męczyć widza przez 96 minut jego trwania. No cóż, takie czasy, ale mimo to zachęcam do jego obejrzenia. Powiem tylko na koniec, że w styczniu 1958 roku, gdy wszedł on na ekrany kin, bilety były wyprzedane już dzień przed premierą, a u „koników” można było je kupić za cenę siedmiokrotnie wyższą niż oficjalna. No i jeszcze te daty: 1956, 1957....jakże ważne w naszej historii, także historii literatury i filmu. Przed rokiem 1956, czyli okresem przełomu, takie pokazanie człowieka, jego indywidualizmu, a później upadku nie pasowałoby do obrazu obywatela socjalistycznego państwa dobrobytu.

* Użyte w tytule pojęcie „zapomniane” może u wielu budzić sprzeciw, niemniej zrobiłem to umyślnie. Ot choćby dlatego, że po przeczytaniu opowiadania, które wypożyczyłem w bibliotece, bo w księgarniach książek Hłaski zwyczajnie nie ma, zachciało mi się obejrzeć film. Na moim smart telewizorze jest wiele platform VOD. Niestety, na żadnej z nich filmu nie znalazłem.
Na szczęście jakiś dobry człowiek wrzucił niedawno ten obraz na YouTube.
Zachęcam także do obejrzenia krótkiego filmiku, w którym Gustaw Holoubek przepięknie opowiada o filmie "PĘTLA".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Przyjemnie jest przeczytać, że Hłasko jest jeszcze pamiętany i czytany :-) Jakiś czas temu udało mi się zakupić na Allegro komplet jego prozy i z radością sobie odświeżam. Mam własnie to wydanie opowiadań. "Pętli" filmu nie widziałam, ale kiedyś próbowałam obejrzeć "Bazę ludzi umarłych" (na YT jest pełna wersja) , trochę jednak nie do końca do mnie przemówiła ta ekranizacja i nie dokończyłam oglądania. "Pętli" trzeba by poszukać - zaraz po lekturze rzecz jasna, bo dla mnie to jest kolejność właściwa :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Może kiedyś do tego zajrzę i dziękuję p. Pawle za wskazanie. Teraz mam co innego na oku. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Równie ciekawą ekranizacją prozy Marka Hłaski była "Baza ludzi umarłych" w reżyserii Czesława Petelskiego. Opowiadanie "Następny do raju" w ruchomych obrazkach bywa bezlitośnie krytykowane jako produkcyjniak tworzony "po linii", ale warto znać. To kino o nie mniejszej sile wyrazu i swoisty znak czasów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.