Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

7012 miejsce

Zapomniany kościół. Rzecz o poznańskiej świątyni Marii Magdaleny

Miejsce, które ma w sobie wiele tajemnic. Kręte uliczki pomiędzy szkołą baletową a parkingiem. Spacerujący księża, baletnice, mieszkańcy i turyści. Tylko nieliczni zdają sobie sprawę z tajemnicy, jaką kryje kościół p.w. św. Marii Magdaleny w Poznaniu.

"Matki bez (...) namysłu pozwalają biegać swoim pociechom po niegdyś świętym miejscu." / Fot. Patrycja DopieralskaKto by sobie zawracał głowę nagrobkami - czy też miłościami, które pod nimi spoczywają? Nawet nazwiska zatarły się w pamięci - J. Carroll

NIESPOKOJNA CISZA

Panuje wokół majestatycznej zabudowy. Tworzy kontrast, który wprawia uważnego przechodnia w zadumę. Na pierwszy rzut oka widać kościół, w którym niespodziewanie tętni życie - spotykasz tam młodzież pijąca kawę i roześmiane dzieci. Podążasz parę kroków dalej... Odgłosy życia giną. Napotkana cisza zabija. Przechodząc przez niewielką bramę znajdujesz się w zupełnie innym, dziwnym świecie. W świecie, gdzie instynkt człowieczy ginie. Kierując się ku potężnym drzwiom zauważasz blade, pozbawione radości i werwy nie tylko młodzież, ale również, co zdumiewające, dziesięcioletnie dzieci - wystawione na lekcje życia przez swych rodziców. Szkoła baletowa jak niegdyś zakon charakteryzuje się spokojem, opanowaniem i niezwykłą dyscypliną...

ŚWIĘTE PARKOWANIE

Święte parkowanie dla niektórych stało się idealnym ustawieniem samochodu na przeznaczonym dla niego miejscu. Tutaj te słowa nabierają zupełnie innego znaczenia. Wrzucając kolejne monety do parkomatu mieszkańcy zapominają o tragedii sprzed pięciuset sześćdziesięciu czterech lat. Dziś już nikt nie wraca pamięcią do minionych wydarzeń. Pożar, który zniszczył gotycką katedrę, przyczynił się do rozbudowy Placu Kolegialnego. Historia przestaje być przekazywana, ludzi zaczyna ogarniać znieczulica, co powoduje, iż matki bez najmniejszego namysłu pozwalają biegać swym pociechom po niegdyś świętym miejscu.

ZAPOMNIANY KOŚCIÓŁ

Zapomniany nie tylko przez rodowitych poznaniaków, ale także przez tych, którzy powinni dbać o świadectwo swej wiedzy, jak i wiary. Krocząc przez kościół mamy pewność, że stąpamy po pewnym gruncie wiedzy. - Nie chciałbym wprowadzić was w błąd, źle by to o mnie świadczyło, swoje lata już mam - to początek jak i zarazem koniec wypowiedzi księdza o poznańskiej farze. Można by się zastanawiać, czy jest to błahą wymówką czy przykrą prawdą. To pozostawmy jednak bez komentarza... Pośród czarnych owiec znalazła się jedna, która mimo wszystko potrafiła dogłębnie objaśnić problem nowej i starej fary - młody i energiczny wikary. Na postawione mu pytanie, czy posiada informację na temat, fary odpowiada: „Wiem, bo przecież tu pracuję". Z wielką aprobatą opowiada o swojej pracy, powołaniu oraz organach. Jak widać, postacie znające historię swego miasta są nieliczne.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

to nie tylko film, który można obejrzeć w kinie czy telewizji, ale również są to realia codziennie nas otaczają. Fara to nie tylko budynek, który widoczny jest na ulicy, ale też historia. Jedno nie zmieniło się od lat. Fara miała być i jest miejscem, w którym nie tylko można uczestniczyć w Eucharystii, jak również punktem katolickiej rozrywki. Jest jednak zasadnicza zmiana - wszystko połączone jest w idealną jedność, jak dwie doskonale dopasowane do siebie połówki jabłka. Za czasów proboszcza Józefa Janego, który był także prepozytem Kapituły Kolegiackiej, fara była miejscem modłów. W czasie okupacji niemieckiej była zamknięta - urządzono w niej salę koncertową. W trakcie działań wojennych przez dach do świątyni wpadł pocisk armatni. Prace przy rekonstrukcji fresków oraz malowideł naściennych i sklepieniu przeprowadził Stanisław Wróblewski (obecnie najlepszy polski znawca i odtwórca barokowej sztuki malarskiej).

(NIE)UCZENI

, czyli Ci, którzy pracują bezpośrednio w otoczeniu Fary. Zdawałoby się, że to właśnie oni powinni wiedzieć na jej temat najwięcej. Niestety, nie zawsze idzie to w parze. Historycy odwołujący się do podręczników, księża nie wiedzący nic o swojej parafii i ludzie, których nie interesuje historia, przeszłość ani wyjątkowe rozmieszczenie najważniejszych miejsc Poznania, czyli szkoła dla baletnic, pierwsza parafia i Urząd Miasta. Dla nich przeszłość to nie jest coś, o czym trzeba pamiętać. Liczy się przetrwanie i nadchodząca dużymi krokami przyszłość. To, w jakim otoczeniu żyją, dotyczy ich tylko pobieżnie. Poznań jest dla nich miejscem egzystowania. Są umiejscowieni jedynie w przestrzeni, gdzie toczy się ich prawdziwe życie. Nie czują się z nim powiązani.

Współautor: Paulina Walczak

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.