Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

8341 miejsce

Zapomnieć Andrzeja Brychta

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-05-31 17:23

Przed śmiercią wykasował z komputera wszystkie pliki, aby nie pozostawić po sobie nic, co mogliby oceniać krytycy jego twórczości. Przedziwna zmiana zachowania Andrzeja Brychta zaskakuje dlatego, że przez całe życie pisarz zabiegał o popularność.

Zdjęcie Andrzeja Brychta z lat 60. / Fot. Z albumu pisarzaNie był pieszczochem elit, które z oporem przyjmowały do siebie człowieka z niezbyt polskim nazwiskiem, bez epizodów z okupacyjnej przeszłości, którymi mógł się pochwalić Tadeusz Borowski. Antagonista autora "Pożegnania z Marią" Brycht tytułuje swój debiutancki tomik wierszy "Świat bez Marii". Zanim cokolwiek uda mu się opublikować walczy (ze zmiennym szczęściem) o byt. Oskarżony o pobicie oficera rąbie w kompanii karnej węgiel w śląskich kopalniach. Cudem uchodzi z życiem, bo katastrofa w kopalni jest na porządku dziennym. Niepokorny i niesforny młodzieniec zalicza więzienie, gdzie udaje mu się napisać tom opowiadań, który zostaje zauważony i doceniony. To nieprawda, że za komuny karierę robili tylko podrzuceni ze Wschodu agenci NKWD i współpracownicy UB. Gdyby tak było nie zaistniałby Kazimierz Moczarski czy Janusz Krasiński. Andrzej Brycht po opublikowaniu książki "Suche trawy" kursuje między Łodzią a Warszawą, odbywając równocześnie sporo spotkań z czytelnikami. Po latach stanie się to jego specjalnością i sporym źródłem dochodów.

Wychodzenia z cienia


Debiut niedoszłego żołnierza, górnika i boksera jest na tyle głośny, że Brycht zostaje jednym z pierwszych laureatów Nagrody Fundacji Kościelskich. Kupuje od red. Jerzego Lisowskiego luksusowy samochód, jeżdżąc nim na przyjęcia w gronie różowych i czerwonych elit. Epatowanie markami zachodnich aut wejdzie mu niebawem w krew. Jest to zresztą ważny wątek sfilmowanej powieści "Dansing w kwaterze Hitlera". Zaproszony przez wydawcę prasy do Niemieckiej Republiki Federalnej wraca do kraju z ośmiocylindrowym porsche i sensacyjnym "Raportem z Monachium". Dopiero za kilka lat kapitan Czechowicz ujawni kulisy Radia Wolna Europa. Brycht zasmakował popularności. Nic dziwnego, że chciał być na topie jak najdłużej. Tak bardzo zależało mu na społecznej akceptacji, że dla jej utrzymania, w tamtych czasach, był gotowy zrobić wszystko. Władza ludowa otrzymuje od młodego pisarza niespodziewany prezent.

Flirt z władzą


Władysław Gomułka poleca publikować książkę w wielkich nakładach. Aktor Ryszard Filipski objeżdża kraj z monodramem według reportaży Brychta. W Teatrze Telewizji adaptację "Raportu z Monachium" reżyseruje znany dokumentalista Jerzy Ziarnik. Popularność Andrzeja Brychta jest tak wielka, że Polska jest za ciasna dla tak zdolnego i twórczego autora. Zostaje wysłany do Moskwy, Sofii, aż wreszcie trafia do Wietnamu. Okazuje się zwykłym tchórzem, który swoje reportaże pisze z perspektywy hotelowego pokoju, unikając wszelkich kontaktów z frontem walk. Ujawnia to Monika Warneńska w artykule "Spór o sierżanta Brychta". Zastanawiające, jak wiele poświęconych mu artykułów zawiera ironię i złośliwość już w samym tytule. Stanisław Zawiśliński pisze artykuł "Cierpienia azylanta Brychta", odnosząc się do głośnej ucieczki
pisarza na Zachód, gdzie z trudem dowodził, że w Polsce był szykanowany. Jan Błoński w "Życiu Literackim" publikuje artykuł o Brychcie pod wielce znaczącym tytułem "Między kuźnią a knajpą". Rzeczywiście, autor "Żywych" i "Czerwonego węgla" nie wylewał za kołnierz, a na gazie awanturował się jak szewc i kowal razem wzięci. Jolanta Jurasz pisze o tym w artykule "Skandalista Andrzej Brycht" w "Gazecie Olsztyńskiej". Takie tytuły nie obchodziły Brychta tak bardzo, jak "Zgubna łatwość pisania" Andrzeja Kączyńskiego, czy Anny Bilskiej "Nieobecni nie mają racji".

Twarde realia emigracji


Śmierć cywilna, którą sobie zafundował była przez lata emigracji źródłem tęsknot do zaistnienia w kraju. Jego krytyk i mimowolny powiernik, Henryk Dasko cytuje w tytule opublikowanego w "GW" artykułu zawołanie: "Jeszcze pokażę wszystkim skurnolom". To właśnie jego (chyba nikogo innego nie miał) Brycht poprosi o odmówienie modlitwy Kadish, gdy dowiedział się, że cierpi na śmiertelną chorobę. Kiedy zdrowie jeszcze mu dopisywało, nawiązał współpracę z kanadyjskimi filmowcami polskiego pochodzenia. Absolwent łódzkiej Szkoły Filmowej reżyser Jaworski zaprasza go do napisania scenariusza filmu o męce Jezusa Chrystusa. Kończy się to aferą, procesami z producentem serialu o oszustwo, które z racji niewystarczającej znajomości języka musi przegrać. Były bokser, zapomniany gwiazdor nie poddaje się, walczy.

Skrucha syna marnotrawnego


Po wielu latach od rozwodu w Polsce żeni się za Oceanem. Nad Wisłą dorasta jego syn. Brak stałej pracy doskwiera mu coraz bardziej. Decyduje się wrócić do Warszawy, może nawet na stałe. Pojawiając się niespodziewanie wzbudza nawet pewną sensację, udzielając wywiadów do prasy, radia i telewizji. We własnym programie Ankieta rozmawia z nim Irena Dziedzic. Nowobogaccy wydawcy proponują mu skromne, kilkunastodolarowe zaliczki a konto powieści, jakie pisarz zaproponował im do druku. W kraju ukazują się dwa tomy wspomnień pt.: "Azyl polityczny". Szkoda, że w tej prywatnej wojnie z elitami pisarz posuwa się do szkalowania wszystkich, z którymi nie było mu po drodze. Co więcej, krzywdzi również osoby wspomagające go w trudnych chwilach zarówno w kraju, jak i za granicą. Brycht jest w tym prywatnym rozrachunku jedynym sprawiedliwym. Pełen osobistej goryczy zadaje ciosy na prawo i lewo, jak początkujący zawodnik w turnieju bokserskim "pierwszego kroku". Nic dziwnego, że niebawem odwracają się od niego prawie wszyscy. Ludzie powracają do własnych problemów. W "Literaturze" pojawia się artykuł pod znamiennym tytułem: "Niefortunna próba powrotu". Kogo dziś obchodzi jakiś Brycht?... Honoraria otrzymane w Polsce za publikacje w prasie i wydane książki nie wystarczają na przeżycie.

Znikąd do wieczności


Pisarz powraca do Kanady, gdzie umiera po ciężkiej chorobie nowotworowej. Po jego zgonie 8 marca 1998 roku ukazuje się artykuł satyryka, Ryszarda Marka Grońskiego "Śmierć w Kanadzie". Reszta to skromne notki w prasie. Żadnych analiz jego twórczości, nic oprócz grobowej ciszy i milczenia nad tą trumną. To kara za sposób życia i zmarnowany talent. Miłosierdzie nakazuje jednak wybaczenie popełnionych grzechów. Rozstający się ze światem Brycht szczerze za nie żałował. Jeżeli nie na granitowej płycie, to może przynajmniej w pamięci warto wyryć starożytną maksymę "Non omnis moriar"... chociaż Brycht chciał wykasować cały dorobek życia, swoją dumę, żal i wstyd.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 05.07.2008 07:58

We wrześniu pojawi się w Pr1 TVP filmowy dokument o Andrzeju Brychcie. Będzie to kolejny odcinek "Erraty do biografii"

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakie to okrutne powiedzonko o tym głodnym ptaszku.
Ale Nabokov napisał kiedys tak przewrotnie i jak dla mnie tez prawdziwie: "proletariusze wszystkich krajów rozłączajcie się, świat powstał w dniu spoczynku" :)
Zyczę miłego poweekendowego spokoju.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.06.2008 22:02

Rozmawiałem ze wszystkimi "Hauptologami", których udało mi się namówić na wywiad i po ich analizach jestem pewny, że osobista skromność i pozostawanie w cieniu, ta perspektywa na pewno mu nie odpowiadała. Poczucie niedocenienia jest nieobce nawet pozornie spełnionym twórcom. Wystarczy spojrzeć na pierwsze zdanie "Dzienników" Tyrmanda. A przecież w najweselszym z komunistycznych baraków Demoludu był prawdziwym mistrzem ceremonii. Ten niedosyt zżera autorów, ale jak powiada krytyk, i to niejeden, głodny ptaszek piękniej śpiewa. Syty odpoczywa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie wiedziałam, ze tak zmarł Haupt. Nawet Gombrowicz z jego świadomościa pisarza, który prześwietlał egzystencjalnie uwarunkowania relacji miedzyludzkich miał potrzebe bycia docenianiym, jednak nie zbiegał o to. Mysle po prostu, ze pierwszą intencja pisania jest potrzeba przesłania, silny imperatyw,reszta w rekach ludzi, którzy przyjmą ten dar od pisarza lub nie. Bogusław Schaeffer powiedział mi kiedys, ze dla niego wazne jest i zawsze było, ze miał ołowek i papier nutowy. Z drugiej strony casus Kafki przekonuje, ze warto mieć przyjaciól, którzy zadbają o spuściznę.

Komentarz został ukrytyrozwiń

dowiedziałam się czegoś nowego

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.06.2008 09:57

Koniec Haupta był równie dramatyczny, bo zmarł na atak serca i równoczesny wylew krwi do mózgu. Po prostu eksplodował. Stuhr po zawale serca napisał w swojej książce o megalomańskiej tęsknocie do laurów i splendoru. To bardzo ludzkie i szczere, a jej ukrywanie mści się na organizmie cierpiącego autora.

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus-- ciekawe i smutne z tym Brychtem. Przychodzi mi do głowy, na zasadzie kontrastu, inny pisarz emigracyjny , Zygmunt Haupt, wybitny ale jak odmienne losy. Haupt o sławę nigdy nie zabiegał.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Najprawdopodobniej, gdybym nie przeczytał tego tekstu, nigdy bym się nie dowiedział o tej historii.
i dlatego cenię takie tematy ;)
Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Dobry i ciekawy tekst. Szkoda tylko, że trochę niedopowiedzeń.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.