Facebook Google+ Twitter

Zarazić szaleństwem - Hair w Kongresowej

Warszawa po raz pierwszy zobaczyła musical Hair - Sala Kongresowa wypełniona po brzegi zakończyła spektakl Teatru Muzycznego Capitol z Wrocławia owacją na stojąco.

Kongresowa nie jest sala teatralną. Zresztą aktorom wrocławskiego Capitolu kilkakrotnie nie mogło przejść przez gardło nazwanie tego miejsca teatrem. Jednak ta inscenizacja Hair odnalazła się w tej przestrzeni całkiem nieźle. Reżyser spektaklu Konrad Imiela postawił na koncertowy manifest hipisowski nie zagłębiając się w meandry psychologiczne bohaterów, których zresztą w broadwayowskim libretcie (przypominam, że sceniczny musical i film Formana to dwa różne scenariusze) chyba na próżno szukać. Inscenizacja zaraża energią i szczerością wykonawców, potężnym uderzeniem muzyki lat 60-tych, symbolicznymi obrazami choreograficzno-plastycznymi.

Pierwszy akt to próba zagarnięcia, przeciągnięcia na swoja stronę kilkutysięcznej widowni Kongresowej przez wrocławskich artystów. Próba udana, choć teatromani mogli się poczuć zdezorientowani, bowiem ta część składa się niemal wyłącznie z piosenek przedstawiających kolejnych bohaterów i kolejne hipisowskie utopie. Postaci dramatu to właściwie rockowi wokaliści zjednujący sobie tłumną widownię. Wydaje mi się, że odbiór szczególnie pierwszego aktu przez publiczność siedzącą blisko sceny, mającą kontakt z aktorami i publiczność ostatnich rzędów i balkonów musi się diametralnie różnić. Ale tak jest właśnie z odbiorem koncertów rockowych przez tych tańczących pod sceną i tych oglądających wszystko z daleka jedynie na telebimach. Trudno, jeszcze raz podkreślam, to nie była przestrzeń teatralna. W tym akcie najbardziej przekonująco wypada Claude Bukowski grany przez młodego Adriana Kącę oraz Jeanie (Monika Dawidziuk), która na rolkach rozjechała swoją młodość i jakąkolwiek kondycję. Świetny monolog Jeanie pod koniec pierwszego aktu, rozsypka młodej dziewczyny w oparach wódy i narkotyków. Jednak w tej inscenizacji, ponad wszelka wątpliwość, bohater jest zbiorowy. Wrocławski Capitol ma świetny zespół. Dobrze śpiewający, tańczący tłum przekonywających aktorów zaraził, ale i zdezorientował Kongresową hipisowskim szaleństwem pierwszego aktu "Hair".

W drugim akcie dochodzą do głosu tematy poważniejsze - protest przeciwko wojnie, ucieczka od realnych problemów w narkotyczne halucynacje, degradacja przyjaźni i komunalnych więzi. Zapomnienie w muzyce, tańcu, ucieczka w narkotyki coraz bardziej obnażają płytkość hipisowskich przemyśleń. Drugi akt to świetne sceny halucynacji, bezbronnej nagości tłumu pacyfistów w "3500", ostatniej nocy Claude'a Bukowskiego, bezradnie błądzącego wśród obnażonych ciał sfatygowanych narkotykami przyjaciół. Pięknie brzmiący duet "Jak wspaniały człowiek jest" śpiewany przez dwóch członków komuny. Wreszcie wstrząsający i zapadający w pamięć finał "Niech zaświeci wreszcie słońce i oświeci nas". Tutaj brawa dla autorów tłumaczenia - Agnieszki i Konrada Imielów. Niełatwo jest znaleźć dobre polskie odpowiedniki "hairowych" szlagwortów w rodzaju "Let the sunshine in".

Na sukces wrocławskiego Hair w Kongresowej składa się oryginalna scenografia Michała Hrisulidisa - graficzne wielkie formy, plastycznie przetworzone ikony hipisowskiego ruchu bezładnie porozrzucane po wnętrzu jakiejś pracowni, niedokończonej wystawy, artystycznego squatu.

Ciężko wymienić najciekawszych aktorów tej zbiorowej kreacji scenicznej, bo jest ich wielu: charyzmatyczny Berger (Bartosz Picher), magicznie śpiewająca Emose Uhunmwangho, ujmująca głosem i osobowością Sheila (Justyna Antoniak) i wielu, wielu innych. W czasach kontraktowych obsad teatralnych i aktorskiej pogoni za serialami rzadko oglądamy na scenie zgrany zespół. Obsada "Hair" to profesjonalny, zgrany team, którego wyjątkowa energia poderwała z miejsc widownię Sali Kongresowej podczas długich, owacyjnych bisów.

Mam nadzieję, że ten spektakl jeszcze wróci do stolicy, jednak wolałbym obejrzeć go w teatrze niż w trudnej i zimnej przestrzeni Sali Kongresowej. Może wtedy udałoby się lepiej przyjrzeć postaciom w bardziej kameralnych warunkach oświetleniowych, może dystans między sceną a widownią skróciłby się szybciej i nie wymagałby aż tak żywiołowego szaleństwa w pierwszym akcie? Oby dane nam było to sprawdzić.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

ULA
  • ULA
  • 05.01.2012 14:21

CAŁY ZESPÓŁ CAPITOLU - BRAWO !!!
BERGER W WYKONANIU BARTOSZA PICHERA - SWIETNY

Komentarz został ukrytyrozwiń
TERESA
  • TERESA
  • 05.01.2012 14:17

Świetny artykuł. Dokładnie opisuje co w Kongresowej było widać, śłychać, ale również i to co
dało sie odczuwać - KLIMAT TAMTYCH CZASÓW - ech to były czasy.
Artykuł świetny, bo spektakl świetny. Chyba wybiorę się do Wrocławia, aby go jeszcze raz "poczuć"

Komentarz został ukrytyrozwiń
Grazyna Milewska
  • Grazyna Milewska
  • 22.11.2010 01:05

Bardzo Panu dziękuję za tę recenzję. Byłam na spektaklu właśnie w ostatnim rzędzie. I obejrzałam do końca. Uważam, że był warto.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Iwona Oleksy
  • Iwona Oleksy
  • 20.11.2010 14:56

Mnie też trochę przeszkadzała ta ogromna sala-hala w odbiorze często intymnych treści. I było czuć, że samym aktorom też oswojenie sie z ta przestrzenią nie było proste. Ale udało im się znakomicie. Też czekam na powrót "herów" do Warszawy!
Pozdrowienia serdeczne dla Pana Jacka!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo dobra recenzja. Świetnie napisana i wiele o spektaklu mówiąca. Oby więcej tu takich! /5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.