Facebook Google+ Twitter

Zarobisz fortunę, jeśli Vrdoljak znów zmarnuje rzut karny

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-08-06 16:34

Aż 35-krotność wpłaconej kwoty oferuje główny sponsor Legii, Fortuna zakłady bukmacherskie, jeśli Ivica Vrdoljak nie wykorzysta rzutu karnego w rewanżu z Celtikiem. Co ciekawe, aż 77 proc. polskich kibiców obstawia zwycięstwo Szkotów.

Aż 35-krotność wpłaconej kwoty oferuje główny sponsor Legii, Fortuna zakłady bukmacherskie, jeśli Ivica Vrdoljak nie wykorzysta rzutu karnego w dzisiejszym meczu z Celtikiem. Co ciekawe, aż 77 procent polskich kibiców obstawia zwycięstwo Szkotów, mimo świetnego występu mistrzów Polski przed tygodniem. Rewanżu nie zobaczymy w żadnej polskiej telewizji.
- Do trzeciego karnego też bym podszedł. Takie błędy zdarzają się nawet najlepszym. Ivan Rakitić, najlepszy zawodnik Ligi Europy w minionym sezonie, przestrzelił cztery rzuty karne z kolei – mówił Vrdoljak po pierwszym spotkaniu, w którym nie wykorzystał dwóch „jedenastek”. Gdy tuż przed wylotem do Szkocji znów zapytano go o to, czy będzie strzelał karnego, odparł już nieco bardziej dyplomatycznie, że „o tym zadecyduje trener”. Trudno się zatem dziwić, że osoba egzekutora rzutów karnych dla Legii cały czas wzbudza olbrzymie emocje, a przed rewanżowym meczem w Edynburgu stała się nawet okazją do… zarobienia całkiem sporych pieniędzy. Fortuna wypłaci 35 złotych za każdą postawioną złotówkę osobom, które trafnie wskażą, że chorwacki kapitan Legii będzie wykonywał rzut karny i go nie wykorzysta w regulaminowym czasie gry.
– Broń Boże, żeby Vrdoljak znowu podchodził do karnego. Jeśli tak się stanie, bramkarz Celtiku będzie miał ogromną przewagę psychologiczną – uważa Jan Tomaszewski, jeden z najlepszych polskich bramkarzy w historii. - Jeszcze raz pytam, co by było, gdyby przy dwóch niewykorzystanych karnych ten pierwszy mecz się skończył się remisem albo przegraną Legii? Naprawdę nie rozumiem postawy tego zawodnika. Bajki o tym, że w przypadku trzeciego karnego również podszedłby do piłki, to on sobie może opowiadać u cioci na imieninach. Nie wolno robić czegoś takiego. Próby to on sobie może wykonywać na treningach, a nie w meczu o taką stawkę. Podejście do drugiego karnego było nieetyczne wobec kolegów z zespołu. Wynikało z tego jakby w Legii nie było już żadnego innego piłkarza, który potrafiłby kopnąć celnie piłkę z jedenastu metrów. Vrdoljak nie powinien podchodzić ani do drugiego karnego przed tygodniem, ani tym bardziej teraz w rewanżu. Dziwię się tylko, że trenerzy i reszta zawodników mu na coś takiego pozwalają. A porównywanie się do Rakiticia, który nie wykorzystał czterech karnych z rzędu, jest dla mnie brakiem pokory – dodaje 63-krotny reprezentant Polski.
77 procent Polaków nie wierzy w zwycięstwo Legii
Co ciekawe, jak wynika z danych Fortuny, aż 77 proc. obstawiających stawia dzisiaj na wygraną na Celtiku, a jedynie 18 proc. typuje zwycięstwo Legii. Tomaszewskiego takie statystyki wcale jednak nie dziwią.
– Barcelona, Real czy Bayern grają w europejskich pucharach po to, aby znaleźć się w następnej rundzie. Nikt nie wymaga od nich za każdym razem wysokich wygranych, chyba że są one odnoszone minimalnym kosztem. Dlatego mnie naprawdę nie interesuje, czy Legia dzisiaj przegra 3:5, czy wygra 2:1. Mnie interesuje, aby legioniści zagrali w następnej rundzie. Jak to zrobią, ich sprawa. Liczy się efekt końcowy w dwumeczu i tego musimy się nauczyć. Ewentualna strata bramki nie może spowodować paniki w szeregach warszawskiego zespołu, bo jeden gol jeszcze niczego nie zmienia – tłumaczy były zawodnik m.in. Śląska, Legii i ŁKS-u Łódź. – Osobiście przewiduję wynik 2:2. Taki bramkowy remis nie zmieni losów dwumeczu, ale da Legii kolejnego potężnego kopa psychicznego przed spotkaniami w decydującej, czwartej rundzie. A tam wcale nie ma drużyn dużo lepszych od szkockiego zespołu. Wszystkie są w zasięgu Legii – podkreśla „Tomek”, który jest szczególnie ciekawy postawy Michała Żyry w dzisiejszym spotkaniu. – Mam nadzieję, że meczem w Edynburgu udowodni on, iż należy mu się miejsce w reprezentacji Polski. Moim zdaniem, jeśli w środę znowu pokaże się z dobrej strony, ma pewny „plac” w wyjściowym składzie na mecz z Niemcami. Widać, że dochodzi do siebie, ale jeszcze brak mu ogrania i dlatego nie wykorzystał dwóch znakomitych okazji. Zawodników rywali wkręcał jednak nieprawdopodobnie w ziemię. Życzę mu, aby odnalazł jeszcze skuteczność.
Tomaszewski: To był zasrany obowiązek TVP!
O tym, jak faktycznie radził sobie Żyro i reszta legionistów, nikt w Polsce nie będzie miał jednak okazji przekonać się naocznie z powodu braku transmisji telewizyjnej. Próbę zakupienia praw do transmisji meczu podjął też główny sponsor Legii Fortuna, ale nie udało się osiągnąć porozumienia z uwagi na obawę o niską frekwencję na stadionie. Bilety w dużej mierze kupują Polacy mieszkający na Wyspach. - Nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli telewizja publiczna tłumaczy się tym, że Celtic nie chce sprzedać praw telewizyjnych, bo boi się, że Polacy w Szkocji nie kupią biletów na mecz, to kto tu z kogo robi idiotę? Przecież transmisja ze stadionu w Edynburgu ma iść do Polski, a nie do Szkocji. Kibice jak mają pójść na mecz, to i tak pójdą, zamiast oglądać relację w szkockiej telewizji. Tłumaczenie telewizji publicznej jest dla mnie co najmniej dziwne – przyznaje Tomaszewski.
– Niech TVP powie, jakie warunki konkretnie postawili Szkoci. Bo na razie słyszymy tylko przerzucanie się jakimiś ogólnymi określeniami w stylu „dwa razy więcej”. Gdyby chodziło o telewizję komercyjną, nie ma problemu, może tak robić, bo to są pieniądze prywatnym właścicieli. W przypadku telewizji publicznej zasranym obowiązkiem jest działać transparentnie i ogłosić, ile dokładnie wynosiła jej oferta, a ile żądała druga strona – dosadnie kończy medalista mistrzostw świata i igrzysk olimpijskich.
(Mat Pras)

Wybrane dla Ciebie:


Tagi: Tomaszewski


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.