Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

87093 miejsce

Zasrana młodość Andreasa Altmanna. Recenzja

Czy jedenastolatek może stać się świetnie wyszkolonym żołnierzem? Uczestniczyć w wojnie, która trwa każdego dnia w jego własnym domu? Owszem, może. Ale nie spodziewajmy się, że wyjdzie z tego bez szwanku.

 / Fot. J. LepiorzAndreas Altmann, wielokrotnie nagradzany niemiecki reporter, napisał książkę o swoim dzieciństwie. Słowo dzieciństwo wydaje się jednak być tutaj dużym nadużyciem. Młody Andreas nie otrzymuje bowiem w swoim rodzinnym domu niczego, co potrzebne do harmonijnego rozwoju. Jego świat, pozbawiony takich filarów jak poczucie bezpieczeństwa, wsparcie, opieka i miłość, od samego początku chwieje się w posadach.

Zarówno jego matka jak i ojciec brną przez życie z wielkim trudem. Ona, neurotyczka, nałogowo uczęszczająca do psychiatrów i trzymająca się kurczowo swojej wiary katolickiej, wyrosłej na panicznym lęku przed piekłem. On, były nazista, zdradzający objawy osobowości borderline, który z dużą precyzją odtwarza we własnym domu wojenne okoliczności, tyranizując żonę i czwórkę dzieci.

Gdy matka nie wytrzymuje psychicznego terroru i wyprowadza się, Andreas ma jedenaście lat. Wtedy to, opuszczony przez jedyną obrończynię, samotnie wyrusza na wojnę. Wrogiem jest ojciec i jego obsesje. Jego przewaga fizyczna, psychiczna ale także ta wynikająca z pozycji społecznej. W katolickim Altötting lokalny król handlu różańcami cieszy się bowiem ogromnym szacunkiem. Pełen galanterii i ogłady na zewnątrz, we własnym domu zrzuca maskę i zapamiętale niszczy psychikę każdego ze swoich dzieci, największą dawką nienawiści częstując Andreasa. Ten bowiem ma w sobie najmniej pokory, mimo że ojca boi się tak samo jak reszta rodzeństwa.

Na sytuację nieustającej walki reaguje również ciało Andreasa. Jest chuderlawy, rozwija się wolniej niż inne dzieci. Ma poważne trudności w nauce, bo trudno uczyć się w domu, w którym całą energię pochłania ciągła czujność, nieustające napięcie i gotowość na kolejny atak, kolejną karę. Chłopiec jest jak tykająca bomba, która każdego dnia niczego nie pragnie bardziej, niż wybuchnąć, najbardziej raniąc tego, który dał jej życie. Jednocześnie rozpaczliwie marzy o tym, by być w czymś najlepszym, zaimponować ojcu, naiwnie wierząc, że w ten sposób zasłuży jego miłość.

Na równi jak te skrajne emocje, męczy go także „służba pracy”. Tak nazywa jego ojciec codzienną kilkugodzinną harówkę, podczas której własne dzieci stają się dla niego darmową siłą roboczą, pracując na rzecz jego firmy. Tutaj po każdym wykonanym zadaniu należy meldować jego zakończenie i przejść ojcowską kontrolę. Wszelkie niesubordynacje karane są biciem. Drewnianą pałką lub pięścią prosto w twarz.

Ale to nie wszystko. Franz Altmann ma w zanadrzu wiele obsesji. Kolejną jest skąpstwo. Wydziela głodowe porcje swoim synom i córce. Andreas nocami kradnie więc jedzenie ze spiżarni. Oprócz pełnego brzucha zaczyna wtedy czuć coś więcej. Nieznaną wcześniej przyjemność płynącą z braku pokory, niezgody na rzeczywistość zamienionej w działanie. Wtedy to opór wobec ojca staje się jego ekstazą. Lekiem na niemoc i beznadzieję. Sprzedając na czarnym znaczki ojca, czuje, że żyje. Tak samo jak wtedy, gdy przez okienko w dachu wymyka się nocami z bratem do pobliskiej karczmy i najadają się do syta za zdobyte na nielegalnym handlu różańcami pieniądze. Z czarnej otchłani siłą wydziera dla siebie momenty, w którym widzi światełko w tunelu. Słabe i dalekie, ale dające nadzieję.

Na uwagę zasługuje prawdziwie reporterski styl autora. Krótkie, pozornie beznamiętne zdania niosą ze sobą potężne ładunki emocji. Znany z prowokacyjnego stylu pisania Altmann na blisko 300 stronicach nie ogranicza się do opisu rodzinnego dramatu. Zmaga się z wieloma innymi niełatwymi tematami, które składają się na jego pełną dramatów codzienność.

W katolickim Altötting, bawarskim miasteczku, miejscu pielgrzymek, księża gwałcą bowiem kilkuletnie dziewczynki, od chłopców wymagają szczegółowych opisów masturbacji a kobiece łono na lekcji religii przedstawiają jako miejsce zła, ciemności i rozkładu, w którym roi się od robaków. Osoby duchowne pełne są obłudy, kiepsko hamowanej chuci i iście piekielnego gniewu, który przekłada się na poziom brutalności kar fizycznych stosowanych wobec niesfornych uczniów.

Nie tylko księża budzą zrozumiałą nienawiść autora. Także wierzący, skrzętnie uczęszczający na mszę, ze śmiertelną powagą śpiewający pieśni a potem żyjący tak, jakby Bóg był tylko żartem.

Z odrazą pisze o nazistach, nie godząc się na świat, który „obsadził” w takiej roli także jego własnego ojca. Matki również nie oszczędza. Nie potrafi wybaczyć jej słabości, tego, że opuściła własny dom, zostawiając go z despotą i tyranem, który niszczył go każdego dnia.

Bardzo ważnym wątkiem jest seksualność autora. Związane z nią lęki, zahamowania oraz wierutne bzdury, które do głowy wbijali kilkuletniemu Andreasowi uczący go księża, zaowocują na przyszłość niemocą w tej ważnej dla męskiej samooceny sferze. Jeszcze mocniej utwierdzając go w przekonaniu, że jest nieudacznikiem.

Mimo tych wszystkich traum i dramatów, dla mnie jest to książka o sile, która tkwi w człowieku. Mimo koszmaru dzieciństwa, mimo psychiki bombardowanej setkami bzdur, kłamliwych dorosłych, mimo braku autorytetów Andreas ciągle walczy i ma nadzieję. Straszne cechy charakteru ojca są dla niego niezwykle ważną lekcją. Jej temat brzmi: Jakim nie powinno się być. Intensywność, z jaką doświadcza okrucieństw ojca upewnia go w tym, że nigdy nie będzie do niego podobny.

Dramat w domu rodzinnym działa dwutorowo. Z jednej strony sprawia, że autor szybciej dorasta, z drugiej – ciągle tkwi w nim zrozpaczone i pełne poczucia krzywdy dziecko, które nigdy nie zaznało miłości. Gdy opuszcza rodzinny dom, wszystkie tłumione lęki i traumy dają o sobie znać ze zdwojoną mocą. Pojawia się depresja. Andreas znów się nie poddaje. Rozpaczliwie szuka lekarstwa. Co jakiś czas spada w dół, na samo dno, ale zawsze się podnosi. Nie ma się czego trzymać, ale się trzyma. Dla siebie, dla lepszego jutra.

I gdy wydaje się, że spróbował już wszystkich możliwych terapii, używek, ucieczek, wymówek, zjawia się. Szalona myśl, plan na przyszłość, który jest pierwszym krokiem do wyzwolenia z traum i depresji. Co to takiego? Przeczytajcie. Warto.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.