Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

182295 miejsce

Zastój w rozwoju przemyskiej koszykówki

- Przemyśl ma tak bogate tradycje koszykarskie, że zainteresowanie koszykówką było, jest i będzie - twierdzi Andrzej Orzechowski, prezes rady Fundacji Rozwoju Koszykówki w Przemyślu.

Rozmawiałem z nim o kondycji basketu w Przemyślu oraz klubu sportowego MKS Polonia Przemyśl, która gra obecnie w drugiej lidze.

Polonia w akcji. | Fot. Łukasz Solski.Co sądzi Pan o propagowaniu koszykówki w mieście Przemyśl i jaki osiągnęła poziom?
– Przemyśl ma tak bogate tradycje koszykarskie, że zainteresowanie koszykówką było, jest i będzie. Nie jest źle, choć oczywiście spadek zespołu Polonii z ekstraklasy do II ligi sprawił, że mniej młodych ludzi na osiedlach gra w kosza, większość garnie się do piłki nożnej. Mniej jest też miejsc, w których można byłoby choćby porzucać do kosza. Ważne jest jednak to, że młodzież w ogóle chce się ruszać, bo w dużych aglomeracjach jest z tym problem. Zainteresowanie sportem w kilkudziesięciotysięcznych miastach, takich jak Przemyśl, jest dwa razy większe niż w Warszawie, Łodzi czy Krakowie.

Polonia w akcji. | Fot. Łukasz Solski.Stąd nawet bez przemyślanej polityki państwa, bez działań kreujących zainteresowanie koszykówką, są drużyny młodzieżowe, są wychowankowie, którzy już grają w pierwszym zespole Polonii Przemyśl, czy Znicza Jarosław. Poziom koszykówki jest jednak wypadkową trzech rzeczy: zainteresowania kibiców, kwalifikacji kadry szkoleniowej i zdolności organizacyjnych działaczy czy menedżerów sportowych, którzy są od tego, by tworzyć warunki do rozwoju dyscypliny. Ten trzeci element, niestety, najbardziej kuleje. Mówię to z przykrością, bo sam, mimo młodego wieku jestem za to w jakimś stopniu współodpowiedzialny.

Czy wykładanie środków finansowych na rozwój koszykówki w Przemyślu, nie jest wrzucaniem pieniędzy do studni bez dna?
– Problem w tym, że Polonia to klub, który 98 procent przychodów - ok. 2,5 mln zł - czerpie z działalności gospodarczej, z prowadzenia bazaru. Większość idzie na spłatę długów (które nie wiadomo jak, i kiedy powstały) i na sekcję piłkarską. Na koszykówkę zostaje ok. 250 tys. zł rocznie. Z jednej strony to sytuacja komfortowa - i dla piłki, i dla koszykówki - bo, jak napisał jeden z dziennikarzy, “działacze mają kasę na sport bez odrywania dupy od stołka”. Z drugiej strony - sytuacja kompletnie demobilizująca. Działacze nie muszą szukać środków z zewnątrz, nie muszą więc dbać o dobre relacje z otoczeniem, o wizerunek Klubu. Działają nietransparentnie, bo - jak się okazało - nawet organ nadzoru, czyli prezydent miasta, nie może skontrolować finansów Klubu, który odmówił mu tego prawa, wykorzystując fakt, że kluby sportowe w Polsce działają w oparciu o dwie różne ustawy, inaczej regulujące kwestię nadzoru.

Polonia w akcji. | Fot. Łukasz Solski.W tej sytuacji wspieranie Klubu (wrzucanie kasy do tego wielkiego garnka Polonii) może okazać się wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Jeśli ktoś chce jednak wesprzeć koszykówkę w Polonii i przeznaczyć pieniądze na konkretny cel, może to zrobić przez naszą, przemyską Fundację Rozwoju Koszykówki, wskazując konkretny cel (np. stroje dla młodzików lub kadetów, obuwie itp.) Wtedy jest gwarancja, że te pieniądze poszły dokładnie na to.

Kadeci występujący w Polonii pokazali co potrafią zdobywając 5. miejsce w Polsce, czym może być spowodowana słaba postawa seniorów?
– Szkoleniowcem nie jestem, więc może nawet nie powinienem odpowiadać na to pytanie. Fakt faktem jednak, że poza Tomkiem Przewrockim, Polonia nie wychowała przez kilkanaście lat koszykarza, który z powodzeniem grałby w ekstraklasie. Moim zdaniem wpłynęły na to dwie rzeczy. Po pierwsze, nie najlepsza selekcja. Do Polonii trafiali wyrośnięci 11-latkowie, którzy przestawali rozwijać się w wieku 14-15 lat. W młodzikach i kadetach wszystko więc wygląda nieźle. Trzy lata temu w zespole juniorów grał chłopak, który miał 190 cm - najlepszy w tej grupie. Grał na pozycji centra, nawet na skrzydło był zbyt wolny, więc naturalnie ta "inwestycja" nie mogła się zwrócić. Bo z tym wzrostem w seniorach mógłby grać na "jedynce" lub "dwójce".

Polonia w akcji. | Fot. Łukasz Solski.Skąd problem? Przy selekcji nie pytano rodziców o wzrost dziadków na przykład, nie analizowano, czy ktoś rozwijać się będzie fizycznie do 15 czy do 19 roku życia. Czasem też ambicje trenerów drużyn młodzieżowych, chęć osiągnięcia dobrego wyniku w rozgrywkach młodzików czy kadetów nie służyły ani Polonii, ani zawodnikom. Zamiast uczyć koszykarskiego rzemiosła, wzorowych zachowań na boisku, pracowano nad wytrzymałością, zniechęcając młodzież. Zamiast uczyć grać jeden na jeden, rysowano dzieciom zagrywki. Stąd później problemy z uzupełnieniem kadry seniorów, konieczność sprowadzania zawodników z zewnątrz itp.

Startował Pan w wyborach na stanowisko prezesa drugoligowca, działacze postawili jednak na Jerzego Miśkiewicza, człowieka który pełni tą funkcję już od lat, dlaczego?
– "Takie są uroki demokracji", jak powiedział już w jednym z wywiadów nowy - stary prezes. Przyznaję, że podchodziłem do tych wyborów spokojnie, zdając sobie sprawę, że potrzebny byłby chyba cud nad Sanem, by ekipa od prawie pięciu lat rządząca Klubem, oddała władzę. Nie po to 5 lat temu walczono o władzę, fałszując deklaracje członkowskie, by teraz pozbywać się wpływu na wydawanie 2,5 mln zł rocznie. Zdecydowałem się kandydować, choć zdawałem sobie sprawę, że nikt spoza rządzącego klubem układu nie miał szans na zwycięstwo. Tak zwani działacze piłkarscy mieli bowiem trzykrotnie większą reprezentację na walnym. Przedstawiłem jednak konkretną wizję funkcjonowania klubu, postulując przede wszystkim otwarcie się na otoczenie zewnętrzne, wskazałem zewnętrzne źródła finansowania, zagrożenia ekonomiczne, strategię działań nie na pół roku, ale na wiele lat. Być może jednak nie wszyscy rozumieli, o czym mówię, stąd porażka. Wygrał dotychczasowy prezes. Nie dziwi mnie, że delegatom podobało się sprowadzenie koszykówki do roli kopciuszka w Klubie. Dziwi mnie tylko brak instynktu samozachowawczego, bo przy olbrzymim zadłużeniu Klubu, malejących dochodach z bazaru i braku dywersyfikacji źródeł finansowania działalności sportowej, potrzebna jest rewolucja.

Polonia w akcji. | Fot. Łukasz Solski.Polonia boryka się od dawna z problemami finansowymi. Czy klubowi grozi bankructwo?
– Przez najbliższych kilka lat, nawet przy fatalnym zarządzaniu, Polonia raczej nie zbankrutuje. Klub wciąż bowiem ma olbrzymi majątek - bazar przy ul. Sportowej, stadion na Sanockiej czy siedzibę w malowniczo położonej części miasta, przy ul. Sienkiewicza. Aktywa klubu można szacować na 8-10 mln zł, roczne przychody to wciąż około 2-2,5 mln zł, zadłużenie - ok. 1,2 mln zł. Teoretycznie więc - gdyby spojrzeć na Klub jak na zwykłe przedsiębiorstwo - sytuacja nie jest tragiczna.

Problem jednak w tym, że ekipa obecnie rządząca nie ma pomysłów na klub. Problem też w tym, że Polonia to stowarzyszenie, zarządzane przez tzw. społecznych działaczy, którzy na dodatek nie mają chyba najczystszych intencji (o czym świadczy kurczowe trzymanie się stołków i bezkrytyczne spojrzenie na pięć lat swoich rządów w tym klubie). Wspomniany brak transparencji, kreowanie wrogów w otoczeniu, np. wśród dziennikarzy (bo patrzą działaczom na ręce) nie wróżą otwarcia się na inne źródła finansowania działalności statutowej. W sytuacji ogromnego zadłużenia ich pomysłem będzie więc ograniczanie działalności statutowej - dalsza degradacja sportowa albo sprzedaż majątku. Kawałek po kawałku. Chciałbym się oczywiście mylić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.