Facebook Google+ Twitter

Zatańczę, jak ktoś wygra milion

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2009-02-25 11:38

Z Hubertem Urbańskim, gospodarzem "Milionerów", rozmawia Agaton Koziński.

Zdarzyło się Panu tańczyć przed gościem w programie?
Nie było takiej okazji.

Pana odpowiednik w filmie "Slumdog. Milioner z ulicy" tańczył.
To była efektowna scena. Ale w filmie było więcej nietypowych sytuacji. U nas większość z nich by nie przeszła.

Naprawdę? Miałem wrażenie, że nasi "Milionerzy" są identyczni z hinduskimi.
Nie. Jest jedna zasadnicza różnica, która zresztą tworzyła dramaturgię filmu. U nas uczestnik po usłyszeniu pytania nie może wyjść ze studia. A tam główny bohater wychodzi do toalety. Nie wiem, czy tak to się robi w Indiach, czy może to pomysł scenarzysty. Ale u nas to jest wykluczone.

Zauważył Pan inne różnice?
Tak, jest ich więcej. W moim programie są sumy gwarantowane. W Indiach tego nie było. Finałowe pytanie stawiało uczestnika przed wyborem: wszystko albo nic.

Hinduska wersja "Milionerów" jest bardziej ekspresyjna od polskiej?
W filmie to jeszcze nic. Na YouTube można obejrzeć zwiastun prawdziwych hinduskich "Milionerów". Na zachętę mogę powiedzieć, że cały zwiastun jest rapowany.

Nie korci Pana, by wyjść z garnituru sztywniaka?
Noszę garnitur, ale na pewno nie jestem sztywniakiem. Mogę nawet zatańczyć w studiu, czemu nie?

Czemu więc tego Pan nie zrobił do tej pory?
Nie było okazji. Może jak ktoś wreszcie wygra milion? Choć w Polsce dochodzi jeszcze kwestia kodów zachowania publicznego. U nas wciąż obowiązuje głupie powiedzenie: tisze jediesz, dalsze budiesz.

Hindusi są bardziej ekspresyjni?

Nie tylko oni. W amerykańskiej wersji również pojawia się wielu dziwaków, świrów. Ale są w tym tak rozkoszni, że aż miło na nich patrzeć. Poza tym Amerykanie kochają się pokazywać. Występ w "Milionerach" traktują jako swoje pięć minut. I wyciskają je co do kropli.

Jak to wygląda?
Dam przykład. W USA do pytania o milion dolarów doszedł John Carpenter. Gdy ono padło, poprosił o koło ratunkowe: telefon. Zadzwonił do ojca, po czym nawet nie przeczytał mu pytania, tylko powiedział, że dzwoni, by się pochwalić, że zaraz wygra milion. I podał prawidłową odpowiedź. Wszyscy oszaleli. Trzeba być Amerykaninem, żeby mieć takie wyczucie emocji i umiejętność budowania dramaturgii. I luz, by to zrobić przed kamerami.

W Polsce takich graczy brak?
Nie, wcale ich nie brakuje. Zdarzają się np. zawodnicy starej daty, z przedwojenną maturą. Imponują zachowaniem, wiedzą. Mają błysk.

Całą rozmowę przeczytasz na Polskatimes.pl.
JS

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

I zatańczył.....

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.