Facebook Google+ Twitter

Zatrute powietrze po meczu Polska - Słowacja

O dobrym pierwszym wrażeniu można zapomnieć. Idylla, jaka towarzyszyła reprezentacji Polski przed meczem ze Słowacją, ustąpiła miejsca dramatowi bezsilności. Odegrany w piątkowy wieczór znowu pokazał ją w scenerii katastroficznej.

 / Fot. PAP/Bartlomiej ZborowskiAdam Nawałka zapowiadał, że chce skorzystać z jak największej liczby powołanych. W porównaniu z ostatnim spotkaniem pod okiem Waldemara Fornalika wymienił pięciu zawodników z podstawowego składu, z czego trzech z linii obrony (czwartego przestawił na inna pozycję). Olkowski i Kosznik po raz pierwszy założyli koszulkę z orłem na piersi, Jędrzejczyk i Kamiński do piątku zaliczyli łącznie 13 występów w pierwszej reprezentacji. Bocznych defensorów desygnowano pod kątem ich przydatności w akcjach oskrzydlających, dobór stoperów można zinterpretować jako podział ról: pierwszy to twardziel, dobrze grający w powietrzu, wygrywający starcia bark w bark, drugi bardziej subtelny, zamiast muskulatury wyposażony w zdolność przewidywania, wyprowadzający piłkę do pomocników. Tyle teoria. Bo praktyka pokazała brak ogrania, umiejętności odnalezienia się na boisku, spóźnione reakcje, które bezpośrednio kosztowały utratę bramek. Jakąś część win można podpiąć pod zjawisko "rzucenia na głęboką wodę" - w końcu pierwszy i ostatni raz grali tym zestawieniu, ale nie zmienia to ogólnego przesłania: gra defensywna to już nie usterka, a wada produkcyjna reprezentacji.

Pół biedy, gdyby źle było tylko z tyłu. Walory ofensywne biało-czerwonych przeciwnicy rozszyfrowują z taką łatwością, jakby ktoś ze sztabu szkoleniowego przyniósł im do szatni rozrysowane schematy. Poleganie tylko na czterech piłkarzach to archaizm, ale reszcie brakuje albo inicjatywy, albo umiejętności. Dość powiedzieć, że najaktywniejszym po polskiej stronie był zwykle chaotyczny Tomasz Jodłowiec. Po piłki nie wychodził wreszcie obdarzony zaufaniem Adrian Mierzejewski. Z jego 40 występów w kadrze trudno wskazać jeden, w którym brał na siebie odpowiedzialność za prowadzenie gry. Wyręczać go próbował Robert Lewandowski, który – ile to już razy? – bywał sam otoczony kordonem rywali.

Zarzuty o brak jego zaangażowania są absurdalne. Problemem tej drużyny nie jest "nie chcę", ale "nie mogę", "nie wiem jak mam zagrać". Podejmowanie złych decyzji staje się jej cechą permanentną. To tu plus w odbudowaniu zdewastowanej kolejnymi przegranymi sfery mentalnej leży zadanie dla trenera.

Słowacja pokazała, jak mając trzy ogniwa (Skrtel, Hamsik, Stoch) połączyć je w ramy zwierające cała jedenastkę. Irlandia, nie słynąca z niczego więcej niż waleczności w lutym obnażyła do bólu braki zespołu Fornalika. Trudno dziś o lepszego przeciwnika dla sprawdzenia charakteru zespołu nadmiernie wrażliwego mentalnie.

Im bliżej rozpoczęcia eliminacji do Euro 2016, tym proporcje liga polska/ligi zagraniczne ulegną zachwianiu na niekorzyść tej pierwszej. Swoją szansę otrzymają piłkarze, którzy za Smudy i Fornalika odebrali polskie paszporty oraz kilku zawodników z kadry U-21. Zbigniew Boniek mówił, że nie zdziwiłby się, gdyby rdzeń zespołu wyglądał tak samo, jak dotychczas. Nawałki głowa, żeby był bardziej odporny na wstrząsy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.