Facebook Google+ Twitter

Zawsze jesteś winny lub przynajmniej... współwinny

Często zarzucają ci bierność. Mówią, że jesteś "czemuś tam" winny, ponieważ przeciw "temu" nie protestowałeś, nie przeciwstawiałeś się złu, nie brałeś udziału w wyborach czy w życiu społecznym... że w ogóle jesteś obojętny i leniwy.

Attribution: By Jaimecarmonaes (Own work) [CC-BY-SA-3.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0)], via Wikimedia Commons / Fot. By JaimecarmonaesObarczanie kogoś winą, to nasza specjalność. Sami nie bardzo lubimy, gdy ktoś nam wytknie jakąkolwiek winę, choćby tylko dotyczyła ona faktu, że nie słyszeliśmy co do nas mówiono. Natychmiast odwracamy uwagę od swojej "głuchoty" i mówimy, że właśnie nie zrozumieliśmy tego, co mówiono. W taki oto sposób ktoś inny "z automatu" jest winny, bo nie powiedział jak należy i to z jego powodu przekaz do nas nie dotarł.

Denerwujące fakty

Tak jest na każdym kroku. Mówią ci na przykład Szanowny Czytelniku, że sam sobie jesteś winny, gdy nie masz pracy, bo jesteś leń i niezbyt wytrwale jej szukałeś. Natomiast, gdy już ją masz i wykonujesz tysiące bzdurnych oraz niczym nieuzasadnionych czynności, bo ktoś tak kiedyś postanowił, to też twoja wina, bo gęby nie umiałeś otworzyć w tej sprawie. Nie ważne, że najnormalniej w świecie cię zlekceważyli, gdy proponowałeś lepsze rozwiązania, ale gdy nadal tam jeszcze pracujesz, to do kogo masz pretensję? Przecież wszyscy wokół powtarzają ci, że mamy wolność i nie na wszystko musisz się godzić...

Jeżeli natomiast jesteś emerytem lub rencistą i cierpisz niedostatek, to jak myślisz, kto tu jest winny? Kto nie zadbał o swoje finanse, gdy było można...? Inni mogli, a ty nie? Nikt z młodych w taką bajkę dzisiaj ci nie uwierzy, bo przecież widzi, że ojciec kolegi na brak pieniędzy nie narzeka. Powiedzą ci, że jesteś nieudacznikiem. Słowa "nieudacznik" użyłem w pewnej analogii do zapamiętanego sprzed kilkunastu lat wywiadu radiowego z Hanną Bakułą, która powiedziała cynicznie i z nonszalancją, że gdy widzi 40 czy 50 letniego faceta wysiadającego z malucha, to dla niej jest on zwykłym nieudacznikiem. Utkwiło mi to w pamięci, gdyż byłem wtedy dumnym właścicielem "wozu" Fiat 126p. Byłem nieco oburzony, ale przyznałem jej wtedy rację.

Ponieważ zdobywanie wiedzy jest cnotą, postanowiłeś Szanowny Czytelniku ambitnie się rozwijać i dotarłeś nawet na mądry wykład o samodoskonaleniu, na którym coach od biznesu dwie godziny opowiadał, że wszystko tak naprawdę zależy tylko od ciebie. Mówił, że pieniądze leżą na ulicy i wystarczy je podnieść, a ty musisz tylko uruchomić szarą masę swoich rozleniwionych komórek w mózgu i sukces będziesz miał w zasięgu ręki. Zamiast zamierzonego rozwoju, dostałeś dodatkowe potwierdzenie swojego nieudacznictwa. Znowu utwierdzili cię w przekonaniu, że wina jednak leży po twojej stronie.

Pocieszające (?) zakończenie

Do całkowitego załamania nerwowego wystarczy teraz już tylko uzmysłowić sobie fakt, że tak naprawdę to jesteś obarczony grzechem pierworodnym już od samego pojawienia się na tym świecie, czyli przynajmniej w tym aspekcie cierpisz nie za własne winy.

Postanowiłeś więc zastosować się do starej, od wielu lat praktykowanej zasady: ora et labora! I tu, Szanowny Czytelniku, masz dylemat bo modlić się masz gdzie, ale pracować to już niekoniecznie...

Tak czy siak, jesteś winny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

W amerykańskiej gazecie sprzed stu lat znalazłem: "In season and out of season this man was to be found laboring with keen intellect and indomitable will to bring to fruition the realization of his dreams." To pięknie napisane po angielsku zdanie pozwoliłem sobie przetłumaczyć na język ojczysty w następujący sposób: W świątek i piątek, w słotę i piękną pogodę ten człowiek nie odrywał się od swego warsztatu, pracując z żelazną wytrwałością i wysilając cały swój rozum, wyostrzony i czujny, by urzeczywistnić swe marzenia i zebrać bogate owoce swej pracy.

Ja mam aż trzy takie warsztaty i od czasu do czasu widujecie na tym serwisie, Moi Państwo, niektóre (uboczne) wytwory ich działania. Pracuję zaś śpiąc czasem tylko 3-4 godziny na dobę. Oczywiście w niedziele i święta znacznie zmniejszam tempo. Poza tym nie odrywam się od nich tak długo, jak długo nie pojawia się u mnie taki dziwny szum w uszach... Mam jednak na ten szum swoje niezawodne sposoby i po paru godzinach mam naładowany akumulator na następnych parę dni, a nawet kilka tygodni. W ten sposób ani przez chwilę nie czuję się sam sobie winny. Nie mam zresztą czasu na wielką filozofię, bo cały swój wolny czas dzielę na bloki, a w ramach tych bloków... Ab ovo et per aspera ad astra. Deus illuminatio mea! Homo faber sum...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie ma opcji niewinności, nie da się zaprzeczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Obywatelu!
Mniej żreć ( zgodnie z piramidą oczywiście) i więcej się ruszać.
A za nocne włamy do lodówki zamkniętej na kłódki składanych sobie samemu obietnic - jesteś winny! ;)
Nawet jak wielkim wysiłkiem woli dotrwałeś do rana, to za wisielczy humorek - jesteś winny!
W ogóle jeśli nie pokazujesz garnituru białych i równych zębów na zawołanie - jesteś winny!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zgadzam się całkowicie z Tobą, Grażynko. Mamy na to tysiące przykładów w mediach i widzimy to na co dzień, u siebie czy u znajomych. Jeżeli ktoś gównem w nas rzuci, to niestety część tej materii się przyklei. Ostatni przykład: uniewinnienie Mazura. Teraz Miller z panem "zero" będą się licytować, kto używał więcej fekaliów. A jeden wart drugiego.

A czy ktoś odpowiedział za "uwalenie" Romana Kluski...? Taką listę można ciągnąć w nieskończoność.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Ubabrać dookoła wszystkich jakimś tam poczuciem winy pomaga władcom manipulować rządzonymi" - zauważył Marek Ch.
No i właśnie w tym rzecz!
Człowiek z poczuciem winy staje się zakompleksiony, słaby, niezaradny, wreszcie bezwolny. Takim łatwo sterować.

Mnie jednak bardzo niepokoi nasilające się w ostatnich latach zjawisko obarczania winą za czyny oparte wyłącznie na zwykłym pomówieniu. I choć np. sąd wykazuje niewinność, ślad podejrzenia pozostaje, gdyż "przecież jakaś prawda w tym musiała być".
Ten problem przedstawia film pt. "Winny" oparty na autobiograficznej książce Alaina Marecaux, który opisał wstrząsające wydarzenie z 2001 roku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wina jest grzechem, to w naszym super katolickim kraju wystarczy bić się w piersi i wyśpiewywać jękliwym głosem nie kończąca się litanię "zmiłuj się nad nami"... A potem czekać na cud.
Tymczasem
"Protestanci na czoło systemu wartości wysunęli pracę i solidność zawodową. Uważano, że człowiek powinien być stale zajęty, sukces ekonomiczny traktowano jako rezultat łaski bożej, a ubóstwo jako rezultat lenistwa, próżniactwa i innych wad. Sławiono również oszczędność, skromność, potępiano rozrzutność i wystawność. Człowiek w mniemaniu filozofii protestanckiej powinien gromadzić kapitał, a nie używać życia. "
http://www.religie.424.pl/protestantyzm-zarys-tematu,761,article.html

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mało tego, nawet jak są winni "oni", to i tak w konsekwencji jesteś winien Ty. Tym właśnie, którzy "onych" wskazali i obiecują ich wysłać do miejsca, na które zasługują.
Co można wyrazić zgrabnym, znanym i stosowanym: kto nie z nami, ten przeciw nam.

Wiadomo powszechnie na przykład, że w pewnym wielkim kraju wszystkiemu winni są pracownicy niezbyt sympatycznych instytucji. I to jest fakt. Wszak sam Najpierwszy Grażdanin przeszłość ma wypisaną na czole.
Wiadomo też powszechnie, że te wszystkie dziesiątki marionetkowych rządów na świecie, ustanowionych na bagnetach przy wydatnej pomocy pracowników tych samych niesympatycznych instytucji, odbyło się w imię wolności i demokracji.
A ten kto odczuwa w związku z tym pewien dysonans poznawczy - jest agentem. Ewentualnie durniem.

No ale... my tu wszak o winie, wielkiej naszej winie.
To nie najgłupsze jednak, szukać jej wpierw u siebie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ubabrać dookoła wszystkich jakimś tam poczuciem winy pomaga władcom manipulować rządzonymi. Jakiż wdzięczny powinien być każdy obywatel swojej kochanej "władzuni" za to, że ma tak jak ma. A my tylko wybrzydzamy i żądamy... Mamy jeszcze pretensje o jakieś tam nielegalne knowania... a oni przecież żyły sobie dla nas wypruwają i harują jak woły, a nam w głowie tylko niższe podatki, podwyżki płac i obniżki cen... Do czego to podobne?

Niestety, dzisiaj już nie zadziała coś tak patetycznego jak gierkowskie pytanie "Pomożecie? czy dużo wcześniejsze zapytanie Johna Kennedy`ego: "Nie pytaj, co Ameryka może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla Ameryki". Nie te czasy. Na takie hasła dzisiaj władzunia może zobaczyć tylko zbiorowy gest Kozakiewicza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Tak czy siak, jesteś winny./

Ale zaraz, zaraz... czy można być sędzią we własnej sprawie?
Od tego się przecież wszystko zaczyna. Następnie wszyscy, literalnie wszyscy, wmówią ci człeku, że nie można.

A zatem - tak!. Winny!
Za poradę. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stare przysłowie powiada, że każdy jest kowalem swego losu. Tak czy inaczej, każdy jest czemuś winien.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.