Facebook Google+ Twitter

Zbierajmy makulaturę!

W czasach, kiedy Polską rządził jawny rezydent moskiewski, jedynym punktem stycznym dla władzy i najbardziej nawet zatwardziałej opozycji był punkt skupu surowców wtórnych. Może i dziś byłaby możliwa taka wspólnota interesów?

 / Fot. Adam DeglerJeśli Twój pesel zaczyna się od cyfry 7 lub niższej, to na pewno pamiętasz jaką popularnością cieszył się w PRL-u skup surowców wtórnych. Nikt nie wyrzucał do śmietnika zużytych szklanych butelek po mleku, wodzie mineralnej, piwie, wódce itd. Podobnie było z papierem. Papier najniższej klasy, na jakim były drukowane dzienniki, nadawał się do dwojakiego użycia wtórnego, dlatego albo widywało się go na charakterystycznych, groźnie prezentujących się hakach w toaletach, albo trafiał do punktów skupu makulatury.

Dzisiejsza rzeczywistość jako żywo przypomina w wielu kwestiach czasy namiestnikowskie, jednak rynek wtórny uległ akurat głębokim przekształceniom od lat osiemdziesiątych. Potwierdzają to coroczne badania analityków rynku wtórnego.

Dziś nikt nie wiesza gazet na hakach. Wybór papierów toaletowych jest bajeczny, gdyby teleportować kogoś z roku 1982 do 2012, to taki osobnik natychmiast zbankrutowałby, wykupując hurtowe ilości tego produktu, tak bardzo wówczas deficytowego. Poza nielicznymi wyjątkami nie leje się też wody mineralnej do szklanych butelek, a ponad 95 proc. mleka jest w Polsce sprzedawane w kartonach. Gdzieniegdzie można jeszcze zwracać butelki po piwie, ale cała reszta szkła ląduje w kontenerach.

Największe zmiany dotyczą papieru. Przede wszystkim wzrosły ogromnie nakłady makulaturowe w segmencie prasy codziennej i cotygodniowej. Brak danych dotyczących miesięczników, kwartalników czy roczników jest zrozumiały, bo ich czytelnicy stanowią margines błędu statystycznego. Analitycy prasowego rynku wtórnego twierdzą zgodnie, że ze wzrostem nakładów makulaturowych idzie w parze spadek poziomu merytorycznego i kultury ogólnej wydawnictw. Najlepiej widać to w przypadku "Gazety Wyborczej", która zaczynała od stosunkowo cienkiej, ważącej poniżej ćwierci kilograma gazety cieszącej się poważaniem w kręgach całej opozycji, dziś jest najbardziej opasłą pozycją na rynku wydawnictw codziennych, ważącą dobrze ponad kilogram, a wydająca ją spółka Agora pozywa do sądu kolejnych dawnych swoich czytelników z kręgów opozycji solidarnościowej lub inteligencji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Analitycy prasowego rynku wtórnego pytani o zjawisko dziennikarstwa obywatelskiego używają zazwyczaj terminu "recykling odpadów prasowych". Chodzi o to, że coraz rzadziej znajdujemy na stronach tzw. dziennikarstwa obywatelskiego materiały autorskie, a coraz częsciej są to wtórnie wykorzystane urywki newsów, przede wszystkim z większych serwisów informacyjnych, jak Onet. Wystarczy sprawdzić. Onet ma na czołówce materiał o wyśmianiu Gessler? W24 ma na czołówce materiał o wyśmianiu Gessler. Itd. Itd. Itd.

Nowością jest natomiast to, co analitycy zwą pozycjonowaniem ideowym. Chodzi o to, że pozornie bezstronny tekst informacyjny zawiera określenia opiniujące, nacechowane emocjonalnie, wartościujące, ośmieszające, itp. Np. Kaczyński w tych "relacjach" musi się "wściekać", "grozić", "dzielić". Pozycjonowaniem ideowym zajmują się zarówno profesjonalni publikatorzy z ramienia rządzących, jak i amatorscy publicyści, ktorzy (co prawda nieudolnie) przejmują manipulatorski język jako swój własny, mając na celu multiplikację odsłon.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.