Facebook Google+ Twitter

„Zdarzenie”, czyli jak strzelić samobója

Shyamalan, reżyser takich filmów, jak "Znaki" czy "Osada", tym razem się nie popisał. Chociaż na swój najnowszy thriller pt. Zdarzenie" miał całkiem niezły pomysł, to jednak z realizacją było już o wiele gorzej.

 / Fot. plakat Kosmiczna zagłada spadająca na Ziemię z niewyobrażalną siłą pojawia się na ekranach kin średnio pięć razy w roku. Thrillery „zwierzęce”, gdzie postrach sieją dinozaury, czy inne rekiny, też nie są niczym nowym na ekranie. Nawet wirusy dziesiątkujące populację homo sapiens spowszedniały. Żeby zarobić w dzisiejszych czasach, potrzeba więcej kreatywności i polotu.

Kto wie czy nie taka myśl pojawiła się w głowie skądinąd znanego przecież reżysera, twórcy m.in. „Szóstego Zmysłu”, „Niezniszczalnego”, „Znaków” i „Osady”. Dotychczasowy jego dorobek przypomina zjazd po równi pochyłej. Zaczął z wysokiego C, by znaleźć się…? No właśnie, w tym miejscu wypada zadać pytanie, czy najnowszy film Shyamalana pt.: „Zdarzenie” jest kolejnym krokiem ku przepaści, czy może spektakularnym powrotem na szczyt?

Już na początku obrazu reżyser chce nas zaskoczyć. Park o słonecznym poranku wygląda pięknie. Mocno kontrastuje to z pierwszym samobójstwem popełnionym przez młodą kobietę, która stoickim spokojem, pozbawia się życia, wbijając sobie w szyję spinkę do włosów. Jedną śmierć jednak można wytłumaczyć dowolnie. Następna scena nie pozostawia jednak złudzeń, co do niecodzienności wypadków mających miejsce w mieście.

Kolejny drapacz chmur pnie się w górę. Kilku robotników robi sobie przerwę w cieniu budynku, racząc się niewybrednymi żarcikami. Nagle z góry wieżowca, który budują, spada ich kolega. Co więcej, nie jest to ostatni spadający tego słonecznego przedpołudnia. Za chwilkę, w jego ślady pójdą następni członkowie klasy robotniczej i ochoczo rozbiją czaszki o betonowy chodnik.

Na tym etapie filmu, zdałem sobie sprawę, że pomyliłem sale i robocika Wallego dzisiaj nie obejrzę. Ale skoro coś się dzieje na ekranie, to nie wychodzę. Zostaję, bo zasiano we mnie ziarno ciekawości. Za chwilę poznam głównych bohaterów, którzy stają w obliczu tych dziwnych wydarzeń, starają się przeżyć i przy okazji zrozumieć co się właściwie dzieje.

Głównym bohaterem filmu „Zdarzenie” jest Elliot Moore ,nauczyciel fizyki. To właśnie losy jego, jak i jego żony Almy, będziemy śledzić. Młode małżeństwo ani myśli zostawać w mieście, w którym mają miejsce tak dziwne wypadki. W swojej ucieczce z miasta nie są odosobnieni, gdyż wielu mieszkańców postanowiło nie dołączyć do grupy samobójców.

Sam pomysł na film przypadł mi do gustu. Taka mała mieszanina „Project Monster”, i „Klubu Samobójców” i „Wojny Światów”. Mamy tajemniczą niszczącą siłę, zagadkę do rozwikłania i kilkadziesiąt tysięcy trupów.

Okazuje się jednak, że w przemyśle filmowym, jak i w każdej innej dziedzinie, działa prawo Murphyego. Jeśli istnieje możliwość spartolenia czegoś, to z pewnością tak się stanie. No i stało się. Większość filmu to bezładna bieganina bohaterów po wiejskich polach i jazda po drogach doń prowadzących. Sceneria jest wprost opłakana. Rozumiem, że film ma za zadanie uzmysłowić widzowi, jak krucha jest nasza dominacja na planecie i generalnie sceneria winna być zgodna z tematyką, ale po kilkunastu minutach robi się naprawdę nudno. Nie ratują też sytuacji płascy bohaterowie i ich dialogi, snujące się wokół zjadania tiramisu z kolegą z pracy. O ile jeszcze wcielający się w rolę Elliota Moore’a Mark Wahlberg zagrał przyzwoicie, to Zooey Deschanel o fizjonomii kurczaka i wyrazie twarzy „nie wiem co się dzieje”, jest płaska, jak postaci z South Parku. Dobry pomysł na ciekawy katastroficzny thriller, to jak widać, nie wszystko.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.