Facebook Google+ Twitter

Zdecydowane zwycięstwo lewicy w Australii

Po jedenastu latach rządów konserwatystów, tym razem wyborcy dali szansę Partii Pracy. Klęska rządzącej koalicji jest przygniatająca - według wstępnych wyników, w Izbie Reprezentantów Laburzyści będą mieli przewagę 25 mandatów.

Kevin Rudd, lider Partii Pracy i premier elekt / Fot. Jack Manson - en.wikipedia.orgLider zwycięskiej partii i jej kandydat na stanowisko premiera Kevin Rudd, w przemówieniu, tuż po ogłoszeniu wyników, podziękował za oddane na jego partię głosy. - Będę premierem wszystkich Australijczyków - zapewnił. Rudd wyraził również wdzięczność dla ustępującego premiera Johna Howarda za 33 lata pracy publicznej.

Howard prawdopodobnie stracił mandat w swoim okręgu w Bennelong na rzecz popularnej, byłej dziennikarki Maxine McKew. Jeśli po przeliczeniu wszystkich głosów - również pocztowych - informacja ta się potwierdzi, będzie to dopiero drugi przypadek w historii Australii, kiedy urzędujący premier nie uzyskał miejsca w parlamencie.

Skandal w Lindsay

Wprawdzie sondaże przewidywały zwycięstwo Partii Pracy, lecz jego rozmiar jest sporym zaskoczeniem. Wstępne wyniki dają lewicy 83 ze 150 miejsc w Izbie Reprezentantów, zaś konserwatystom jedynie 58. Pozostałe trzy mandaty przypadną kandydatom niezależnym.

Wpływ na taki rezultat miał zapewne skandal, który wybuchł dosłownie kilkadziesiąt godzin przed sobotnim głosowaniem. Mąż Karen Chijoff - kandydatki Partii Liberalnej w okręgu Lindsay - został przyłapany na rozprowadzaniu podrobionych ulotek, mających pokazać Partię Pracy jako sprzyjającą terrorystom. Ulotki, rzekomo wydrukowane przez nieistniejącą Islamską Federację Australijską, zachęcały muzułmanów do głosowania na Laburzystów, ponieważ "wybaczyli oni zamachowcom z Bali" i "popierają budowę meczetów".

Ostatniego dnia przed wyborami John Howard, zamiast namawiać do głosowania na koalicję, musiał tłumaczyć się dziennikarzom ze sprawy ulotek. Wydaje się że nie pomogły jego wyjaśnienia, że akcja była indywidualnym wybrykiem kilku osób. Na nic zdały się nawet zapewnienia pani Chijoff, że wyrzuciła męża z domu.

Zmiana przywództwa

Tak czy inaczej, zmiana pokoleniowa w australijskiej polityce stała się faktem. 50-letni Rudd zastąpi rządzącego nieprzerwanie od 1996 roku 68-letniego Howarda. Premier elekt, podczas kilkunastominutowej niedzielnej konferencji, zakreślił najważniejsze zadania stojące przed nowym rządem. Zapewnił, że jedną z pierwszych decyzji będzie ratyfikacja traktatu z Kioto o ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. Ogłosił również, że na początku przyszłego roku odbędzie wizyty w Stanach Zjednoczonych i w Indonezji.

Umiarkowany sukces w wyborach odniosła partia Zielonych. Wprawdzie nie zdobędzie ona żadnego miejsca w Izbie Reprezentantów, ale w bardziej wyrównanym głosowaniu na senatorów uzyskała, według wstępnych wyników, niecałe 10 proc. głosów, co daje jej szansę na bycie "języczkiem u wagi".

Z uwagi na skomplikowaną ordynację oraz dużą liczbę głosów oddanych pocztą, ostateczne wyniki zostaną przez Australijską Komisję Wyborczą podane prawdopodobnie dopiero w przyszłym tygodniu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Moja upośledzona komputerowo siostra nie jest w stanie się tu zalogować i poprosić cię o e-meila :) mówi mi, że jeżeli dobrze pamiętasz, to uwierzysz w jej komputerowe umiejętności :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak, to ja. A Twoje zdjęcie nie pozostawia wątpliwości co do tego, czyją jesteś siostrą :)) Pozdrów Monikę gorąco...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łukasz, czy ty przypadkiem nie chodziłeś do gdańskiej topolówki? Bo moja siostra jest prawie pewna, że cię zna! I męczy mnie, żebym cię o to spytała ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.