Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

152854 miejsce

Zdewaluowany ogólniak

Niegdyś średnie wykształcenie nobilitowało, a matura była słusznie nazywana egzaminem dojrzałości. Czy dzisiejszy absolwent liceum ma prawo do dumy?

Obecnie o dostaniu się do szkoły ponadgimnazjalnej decyduje przede wszystkim miejsce kandydata na liście rankingowej, uzależnione od ilości zgromadzonych punktów. Przeglądam strony internetowe krakowskich liceów, koncentrując uwagę na zakładkach dotyczących rekrutacji. Chcę się przekonać, czy istnieje jakaś dolna granica - wymagane minimum punktów.

Szkoły, które zapracowały na opinię najlepszych, najczęściej go nie określają - nie muszą. Chętnych będzie tak wielu, że słabeusze i przeciętniacy zostaną zepchnięci na szary koniec listy, o ile w ogóle zdecydują się próbować szczęścia. Spośród liceów nie cieszących się taką renomą, tylko nieliczne decydują się na podanie progu punktowego. W zależności od placówki waha się on pomiędzy 90 a 110 punktami. Pozostałe asekuracyjnie pozostawiają sprawy własnemu biegowi.

Próbuję przewidzieć przebieg rekrutacji w mało popularnym ogólniaku. Uczeń, który na egzaminie gimnazjalnym zdobędzie łącznie 50 punktów, co jest wynikiem porównywalnym z oceną dostateczną oraz będzie miał na świadectwie "trójki" z czterech przeliczanych na punkty przedmiotów, stanie się szczęśliwym posiadaczem 90 punktów. Jest bardzo prawdopodobne, że zmieści się na liście rankingowej i zostanie przyjęty do szkoły. Natomiast przy braku ograniczeń i nikłej liczbie kandydatów liceum przyjmie nawet tych z mniejszą ilością punktów, chcąc za wszelką cenę utworzyć zaplanowane oddziały. Jak to wpłynie na jakość nauczania, łatwo się domyślić. W obawie przed nadmiernym odsiewem uczący będą obniżać poprzeczkę do poziomu najsłabszych uczniów. Trzeba dodać, że w przypadku niektórych szkół powyższa taktyka już okazała się samobójcza, zniknęły z edukacyjnej mapy Krakowa, bo zła opinia odstraszyła rodziców i potencjalnych uczniów.

Czy liceum ogólnokształcące powinno przyjmować miernoty? Zdecydowanie nie, ponieważ ma to być szkoła przygotowująca do podjęcia studiów, kształcąca przyszłe elity intelektualne. Nie daje absolwentowi praktycznych umiejętności, pozwalających na wykonywanie konkretnego zawodu, więc słabeusz, który z trudem dobrnie do matury i zda ją z marnym wynikiem, znajdzie się w trudnej sytuacji (wiem, wiem, istnieją uczelnie, które przygarną go pod swoje skrzydła, ale każą sobie za to słono zapłacić i nie każdego będzie stać na takie rozwiązanie). Dodam, że sam fakt istnienia liceów o żenująco niskim poziomie nauczania rozleniwia gimnazjalistów i sprawia, że tylko nieliczni w pełni wykorzystują swoje zdolności i możliwości. Po co się przemęczać, skoro do niektórych szkół wystarczy 60 punktów?

Powolna degradacja liceów rozpoczęła się pod koniec lat dziewięćdziesiątych, gdy odgórnie zaplanowano upowszechnienie kształcenia ogólnego i ograniczenie szkolnictwa zawodowego. Ogólniaki powstawały jak grzyby po deszczu, a uczniowie tłumnie do nich napływali. Gdy z powodu niżu demograficznego skończył się okres prosperity, szkoły rozpoczęły walkę o przetrwanie, coraz bardziej obniżając wymagania stawiane kandydatom. I nawet trudno się im dziwić, nauczyciele stanęli przed widmem bezrobocia, które każdego skłania do kierowania się przede wszystkim instynktem samozachowawczym...

Skoro w ramach reformy wylano dziecko z kąpielą, reformatorzy powinni teraz popracować nad programem naprawczym: zbudować nowoczesną sieć szkolnictwa zawodowego dostosowanego do potrzeb współczesnej gospodarki i przywrócić renomę liceom, na początek choćby przez odgórne ustalenie minimum wymagań obowiązującego we wszystkich tego typu szkołach. Jedno i drugie nie musi oznaczać, że rzesze nauczycieli trafią na bruk. Wystarczy wreszcie zastąpić przepełnione wielooddziałowe molochy niewielkimi placówkami o klasach liczących kilkunastu uczniów (co na pewno przyczyniłoby się do znacznego ograniczenia przemocy w szkołach). Rozmarzyłam się. I pewnie na marzeniach się skończy. Chyba nie muszę nikomu wyjaśniać dlaczego...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (15):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.04.2009 08:03

To co pisałam o stażystach nie dotyczy konkretnych umiejętności czy też ich braku, tylko ogólnego poziomu absolwenta wyższej uczelni. Chociaż oczywiście byłoby miło, gdyby polonista z dyplomem umiał napisać poprawnie infromację prasową i rozumiał raczej proste zadania, które zleca się początkującym ;) Tu muszę wspomnieć, że jest jest duża różnica między tymi, którzy mieli już praktyki w redakcjach, a tymi, którzy dopiero zaczynają.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.04.2009 19:44

+ za podjęcie ważnego tematu i powinien być drugi + za ustosunkowanie się do niego :)

Najgorsze jest to że taka sama sytuacja zaczyna dotyczyć szkół wyższych więc po jakimś czasie może okazać się że człowiek który przed wojną skończył 4 klasy szkoły powszechnej będzie dorównywał poziomem wykształcenia dzisiejszemu przeciętnemu magistrowi :) co mnie jakoś specjalnie nie przeraża tylko że trzeba będzie pomyśleć nad kolejnymi stopniami "naukowymi".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Racja. Może za dużo jest tej teorii, a na praktykę nie wystarcza czasu? Sama pamiętam zajęcia, które miały różne nazwy, ale ich zakres prawie się pokrywał. Przypuszczam, że tworzono je tylko po to, żeby prowadzący mieli więcej godzin. Przyznam, że egzaminy z niektórych przedmiotów zdałam (uczciwie) na najwyższą ocenę, mimo że nie chodziłam na wykłady. Pozostawiam Wam ocenę, czy te wykłady były potrzebne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chodzi o staż, to problem tkwi w tym, że na uczelniach wymagana jest teoria, a praktyki brak. Pracodawcy wymagają przede wszystkim doświadczenia i wiedzy. Wiedza może i jest, ale doświadczenie skąd? I na tym polega problem -> czym jest wiedza bez doświadczenia? Bardzo trudno jest znaleźć pracę młodym ludziom po studiach, dlatego zamiat się rozwijać, pracują w supermarketach. Staż nie do końca załatwia sprawę, a problem pozostaje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gosiu, całkowicie się z Tobą zgadzam co do reformy i nie spotkałam jeszcze nauczyciela, który miałby na ten temat inne zdanie. Właśnie dlatego piszę o jej fatalnych skutkach. Znam wielu młodych ludzi, którzy są nie tylko zdolni, ale do tego ambitni i pracowici - oni nie idą na łatwiznę i wybierają renomowane szkoły. Denerwują mnie ci, którzy marnują zdolności, wybierając drogę na skróty.
A studia to już temat na odrębny artykuł i naprawdę warto go poruszyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja tak z innej strony - czy to nasza wina, moja i moich rówieśników, że wprowadzono te durne reformy? Sami nie jesteśmy z nich zadowoleni, ale musząc pisać wypracowania pod klucz, zadania z matematyki pod klucz (tylko jednym sposobem, inny, nawet jeśli wynik wyjdzie dobry, jest zły), a na dodatek na każdym etapie nauczania zaczynać od początku (kilka razy starożytność, ani razu historia współczesna), dostosowujemy się do tych wymogów. Inaczej nici z matury, nici ze studiów. A nawet jeśli chcemy np. po roku iść na studia dzienne na uniwerku, znowu trzeba zdawać maturę, zamiast egzaminu na studia. Może lepiej mieć pretensje do tych, którzy kierują szkolnictwem, a nie tylko do młodzieży?

Nie zgadzam się do końca z tym, co pisze Agnieszka. Oczywiście, ma sporo racji, ale nie wiem, czy dobrym pomysłem jest wkładanie wszystkich do jednego worka. Niektórzy świadomie wybierają prywatne uczelnie. Oferta na państwowych jest często... uboga.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.04.2009 16:04

(+) ważny temat. Znam szkołę na prawach uczelni półwyższej (tzw. Studium Policealne), dającą jednak leg. studenckie, ubezpieczenie itp gdzie zgłosiwszy się w maju i opłaciwszy czesne (nie tak znowu duże!) można zaliczyć za miesiąc I i II semestr - zarazem cały rok! Nie wiem jak wyglądają egzaminy ale na pewno to świetny sposób na Zus i komunikację dla zaocznego tuż tuż magistra. Mają nawet może, choć tego nie sprawdzałem, zajęcia z disco-polo?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.04.2009 15:45

Prawda od A do Z. Ale czy naprawdę tak nam już zostanie???
Poziom wielu absolwentów wyższych uczelni, które powstały tylko dlatego, że dobry biznes, jest zatrważający. Potwierdzają to wykładowcy i ja sama to widzę, gdy młodzież przychodzi na staże.
Plus oczywiście.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.04.2009 12:08

+
Bardzo ważny temat; świetnie napisany tekst! Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 09.04.2009 11:57

Całkowicie zgadzam się z Agnieszką...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.