Facebook Google+ Twitter

Zdjęcia… ciszy w Łódzkim Towarzystwie Fotograficznym

Od 4 do 17 marca w galerii Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego można było oglądać wystawę prac Janusza Nowackiego - „Pejzaże z drogi do ciszy”. Wisiały tam pełne poezji czarno-białe fotogramy przedstawiające tytułową… ciszę.

Jedna z prac Janusza Nowackiego - cykl "Tatry". / Fot. Mirosława Kasowska Mimo że nieskazitelne technicznie, prace te w pierwszym momencie nie porywały oglądającego. Nie przyciągały tłumów, które cały dzień kręciłyby się po galerii. To nie były kolorowe pocztówki. Jednak warto było zatrzymać się przy ul. Piotrkowskiej 102 i choćby dla chwilowego odpoczynku w życiowym biegu na chwilę wejść w świat widziany obiektywem wyjątkowo wrażliwego artysty. Jest on jednym z wyróżniających się przedstawicieli polskiej fotografii pejzażowej.

To natura fotografowana w latach 1982 –2008. W „Buczynach” mieliśmy prawie bajkową część rzeczywistości stworzoną przez skręcone konary buków i dębów oraz przez światło będące dla tych ciemnych tworów tłem złożonym jakby z przestrzeni i zatrzymanego czasu. Nie było tam śladu ludzkiej działalności. Fotograf samotnie przedzierał się przez plątaninę konarów, zaglądał do dziupli i aparatem zaklinał obraz, by wydał nam się piękny i godny przemyślenia. Przemyślenia w zupełnej tytułowej ciszy.

Jedna z prac Janusza Nowackiego. / Fot. Mirosława Kasowska W 2004 r. fotografik i krytyk Bogdan Konopka powiedział o tych pracach, że „las został w nich potraktowany w taki sposób jakby był wyniosłą katedrą, w której mrocznych nawach spoczywają relikwie przed nadmiarem światła chronione witrażami”. Wrażenie to pogłębiają formy kojarzące się z modlącymi się mnichami ukrytymi w ciemnych celach o ścianach z plątaniny roślinnych myśli, do których zwykły człowiek na co dzień nie ma wstępu.

Część prac połączonych jest w dyptyki lub tryptyki, co też wprowadza skojarzenia z mistycyzmem lub medytacją. Prace te „Świątyniami (nie)odkrytymi” w 2007 r. nazwał Maciej Fiszer należący do Związku Polskich Fotografów Przyrody. Jego zdaniem Janusz Nowacki „bezbłędnie odnajduje magiczne chwile i układa w fotograficzne cykle”.

Fotogram Janusza Nowackiego. / Fot. Mirosława Kasowska Momentami fragmenty drzew stają się ludźmi. Do złudzenia przypominają człowiecze postaci. I te najmocniej wpływają na zmianę rytmu serca oglądającego. Bo następuje uświadomienie sobie w jak dużym stopniu człowiek i natura to jedno. Tym bardziej, że niekiedy w ukazanych fragmentach drzew pojawia się wręcz erotyka. To naturalna forma świata flory wytworzyła obraz - w tym przypadku - kojarzący się z pierwiastkiem żeńskim. Artysta go wypatrzył i podarował oglądającemu jak prezent przemawiający do duszy i wyobraźni.

Z kolei „Tatry” to portret nie tyle tych właśnie gór, co gór każdych. Nie ma bowiem na nich żadnych miejsc ani szczegółów charakterystycznych dla tej formacji. Zdjęcia te wyraźnie zawieszają wyobraźnię oglądającego w powietrzu między niebem a ziemią.

W ulotce dołączonej do fotografii mogliśmy przeczytać wypowiedź poetki i recenzentki Moniki Piotrowskiej z 2006 r. „Zdjęć Janusza Nowackiego z Tatr nie można wpisać w tradycję fotografii tatrzańskiej. Ich fenomen polega na tym, że mogły powstać w każdych innych, wysokich górach. Że miejscem, gdzie naprawdę powstały, jest dach świata. Tam na styku ziemi i nieba, gdzie światło ledwie różowe, gdzie skały jak starzec pomarszczone, poza czasem, poza lękiem, widać tylko ciszę”.

Wszystkie pokazane prace przepełnione były tytułową ciszą, ale nie tylko. Przychodziło też na myśl pojęcie bezruchu i wieczności. Również pokory, bo nad konarami drzew artysta się albo pochyla albo przygląda im z boku z szacunkiem, a góry fotografuje spoglądając na nie z dołu, nie jak zdobywca, ale jak ich adorator. Co tym bardziej pomaga nam dostrzec zarówno ich piękno jak i moc.

W galerii Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego. / Fot. Mirosława Kasowska Autor prezentowanych zdjęć Janusz Nowacki urodził się w 1939 r. Jego artystyczny rozwój jest bardzo ciekawy. Najpierw był bowiem… perkusistą jazzowym. Jego debiut jako fotografa miał miejsce w 1964 r. Zawodowa droga wiodła go od fotografowanego „hałasu”, poprzez fotografowanie „szumu” do fotografowania „ciszy”.

Zaczynał bowiem od robienia portretów muzyków występujących na Jazz Jamboree i „hałasu” fotografii aranżowanej. Sam opuścił scenę, by pokazywać co się na niej dzieje. Następnie w latach 70. pokazywał „szum” życia poprzez zdjęcia dokumentalne i diaporamy, czyli spektakle audiowizualne, których tworzywem są nieruchome obrazy skomponowane w jeden utwór i zsynchronizowane z dźwiękiem. Wtedy to wystąpił z hasłem: „Fotografię usłyszeć, muzykę zobaczyć”. Skończyło się na „ciszy” wysublimowanego pejzażu, którym artysta zajmuje się od lat 80.

Od 18 marca na ścianach galerii ŁTF wisieć już będą inne fotogramy. Tego dnia o godzinie 18 rozpocznie się wernisaż wystawy „Profile i inne fotografie" Edwarda Kocińskiego, jednego z członków Łódzkiego Towarzystwa Fotograficznego. Jego prace będzie można oglądać do 31 marca 2008 r.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

plus za relację z bardzo ciekawej wystawy, też chętnie bym zobaczyła, ale do Łodzi trochę za daleko mam:(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Łódź fotografią stoi, znam kilku dobrych fotografów z Łodzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.