Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17089 miejsce

Zdobycie cudzych danych nie jest tak trudne, jak mogłoby się wydawać

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-07-27 13:05

W głębi ducha nie jestem przestępcą - deklaruje Artur F. Ten 46-letni częstochowianin, posługując się cudzym nazwiskiem, wyłudził z banków około 80 tysięcy złotych. - Owszem, wykazałem się sprytem. Ale z drugiej strony oszukanie systemu jest dziecinnie proste, więc szło mi jak po maśle - mówi.

W areszcie nauczyłem się rozumu, ale ta nauka była bolesna - mówi Artur F. / Fot. Dziennik ZachodniArtur F. jest postacią znaną w Częstochowie. Przez lata był związany z Teatrem im. Adama Mickiewicza, gdzie zajmował się realizacją dźwięku. Pracował też w częstochowskich rozgłośniach radiowych. Teraz zdobył sławę głównie wśród bankowców. Jak przyznają specjaliści, dokonał majstersztyku - podszywając się pod innego człowieka. Wyrobił sobie dokumenty i na jego konto brał kredyty.

- Chciałem oddać dług znajomym, którzy pomagali mi finansowo przez kilka lat - opowiada Artur F. - Kiedy zabrali się za remont domu, potrzebowali pieniędzy. Musiałem je jakoś oddać. Liczyłem na pomoc matki, która mieszka w Australii, ale się przeliczyłem. Na dodatek nie miałem stałej pracy. Realizowałem różne zlecenia, dochody nie były jednak systematyczne, więc nie było mowy o otrzymaniu kredytu. Pracy szukałem cały czas. Chciałem i chcę żyć uczciwie - podkreśla.

Typowanie ofiary


Wtedy przyszło mu do głowy, by zdobyć pożyczkę na cudze nazwisko. Wytypował 10 osób, spośród których postanowił wybrać swojego "bliźniaka".

- Znalezienie tych ludzi wcale nie było trudne. Wbrew pozorom dane leżą na ulicy. Aż przeraziłem się, że tak łatwo można wejść w posiadanie cudzych nazwisk i adresów - opowiada. - Musiał to być człowiek, który miałstary dowód osobisty, ale go nie zgubił. Dokument powinien być wydany dawno, by urzędnicy nie wykryli różnicy wizerunku. "Kandydat" musiał być bez paszportu, mało aktywny społecznie. Powinien mieć zbieżny z moim rok urodzenia i w miarę możliwości podobny wygląd.

Artur F. wybrał zameldowanego dwa piętra wyżej człowieka, który jednak przebywał gdzie indziej. Rzadko przychodził do swojego lokum. Nie założył rodziny. Mimo że przekroczył czterdziestkę, wciąż mieszkał z rodzicami. Rozpracowanie sąsiada zabrało mu cztery miesiące. Potem zaczął kompletować dokumenty ze swoim zdjęciem, ale cudzą tożsamością.

Chwile strachu


- Pierwsze pięć minut zgrozy przeżyłem przy składaniu wniosku o dowód osobisty - wspomina Artur F. - Nie byłem pewny, czy wizerunek na zdjęciu starego dowodu jest zbliżony do mojego wyglądu. Czy urzędniczka się połapie. Ja tego człowieka nie widziałem na oczy. Dane pozyskałem dzięki naiwności jego rodziców, którzy wszystko mi powiedzieli w rozmowie telefonicznej. Wystarczyło, że podałem się za urzędnika. Drugie pięć minut strachu przeżył przy odbiorze dowodu osobistego.

- 22 lipca 2005 roku - podaje dokładną datę. - To był legalny dowód z moim zdjęciem. Pierwszy dokument, który pozyskałem - chwali się. - A plastikowy dowód osobisty otwiera drzwi wielu urzędów. Następny ruch dotyczył Wojskowej Komisji Uzupełnień. Mając dowód i książeczkę wojskową, udałem się do Narodowego Funduszu Zdrowia po duplikat karty chipowej. Z tymi trzema dokumentami poszedłem do wydziału paszportowego. Zastanawiałem się, czy da się w Polsce wyrobić paszport na kogoś innego. Nie był mi przecież potrzebny. Wcale go nie wykorzystałem. Wszystko poszło jak z płatka. W krótkim terminie odebrałem nowy czerwony paszport z moim zdjęciem i danymi pana X.

Przekierowani



Jak mówi F., z tymi czterema dokumentami był w stanie wziąć każdy kredyt. Wyłudził nawet odpis aktu urodzenia, fałszując podpis sąsiada. Zaświadczenie o zatrudnieniu potrzebne do uzyskania pożyczki podrobił sam.

- A poświadczenie zatrudnienia załatwiłem drogą telefoniczną - wyznaje. - Wybrałem się kiedyś do hurtowni farb i lakierów i pod nieuwagę obsługi przekierowałem na aparacie telefonicznym rozmowy na mój numer. To oficjalna usługa TP SA. Jeśli dzwonił ktoś z klientów hurtowni, to prosiłem o kolejny telefon, tłumacząc, że dodzwonił się do biura. Czekałem na telefon z banku. Wreszcie się doczekałem. Pytany o pana X potwierdziłem, że pracuje w hurtowni, powiedziałem na jakim stanowisku. Ale do hurtowni musiałem przyjść jeszcze raz, żeby odblokować usługę przekierowania rozmów. Gdy załatwiłem już to wszystko, miałem z górki.

Kredyt wzięty...



Zarejestrował się jako bezrobotny. A potem założył firmę i wpisał się do ewidencji gospodarczej magistratu. Figurował też pod cudzym nazwiskiem w urzędach: statystycznym, skarbowym i ZUS-ie. Żyjąc w cudzej skórze zawierał umowy kredytowe z bankami, z firmami telekomunikacyjnymi. F. udało się oszukać dziewięć banków, cztery instytucje kredytowe i dwóch operatorów telefonii komórkowej. Kredyty nie były zbyt wysokie, ale w sumie złożyły się na kwotę około 80 tysięcy złotych.

- Tyle na papierze, a w rzeczywistości około 50 tysięcy złotych wziąłem do ręki. Kredyty mają swoje koszty - mówi Artur F. - Z tych pieniędzy 25 tysięcy złotych oddałem znajomym, u których miałem dług. A za resztę postanowiłem podnieść sobie standard życia. Żyłem z tego rok, nie kupując nic trwałego. Liczyłem się z tym, że wpadnę. Przecież moje zdjęcie figurowało w dokumentach, które skserowali bankowcy przed udzieleniem pożyczek.

Częstochowianin zapewnia, że 1 lipca 2006 roku zamierzał oddać się w ręce stróżów prawa. Ale nie zdążył, bo policja zgarnęła go 10 maja w banku.

...Dłużnik zatrzymany



- Nie robiłem tam żadnego "wałka". Po prostu miałem swoje konto - mówi F. - Chciałem zmienić nazwę rachunku. Ale rozpoznali mnie pracownicy banku na zdjęciu - jako osobę poszukiwaną. Kierowniczka działu zaprosiła mnie na drugi dzień. Zwodziła przez 15 minut, żeby mogli przyjechać policjanci operacyjni. Widziałem, jak za mną gromadzą się ochroniarze i zrozumiałem, że jest kocioł. O 15.06 mnie zatrzymali, o 17 byli w moim mieszkaniu. O 17.30 mieli wszystkie dokumenty, które im dobrowolnie wydałem - relacjonuje drobiazgowo Artur F. - Policjanci byli zdziwieni: "Po co pan to trzymał?" - pytali. A ja chciałem oddać się w ręce prokuratury, ale wcześniej pozamykać sprawy osobiste. Miałem opłacone z góry mieszkanie. Liczyłem na wyrok w zawieszeniu. Tymczasem wszystko się posypało. Trafiłem do aresztu, bo dla prokuratury i sądu nieważne było, że w wynajętym mieszkaniu mam zgromadzony dobytek życia. Liczył się brak wpisu dowodzie o stałym zameldowaniu. A wymeldowała mnie matka. F. przekonuje, że w głębi ducha nie jest przestępcą. Wykazał się sprytem i zagalopował się, twierdzi.
- Żyłem ze świadomością, że te pieniądze trzeba będzie oddać. Sąd tego jednak nie zasądził, bo kredyt był ubezpieczony - mówi.

Wina i kara



Częstochowianin przyznał się do wyłudzenia dokumentów i oszustw. Wyraził skruchę i dobrowolnie poddał się karze. Jego proces toczył się w Sądzie Rejonowym w Częstochowie, ale w trybie uproszczonym. Nie przesłuchiwano ani przedstawicieli pokrzywdzonych instytucji, ani świadków. Sąd skazał go na trzy lata pozbawienia wolności oraz 4,5 tysiąca złotych grzywny. I prokurator, i oskarżony wyrazili zgodę na taki wyrok. F. odsiedział już ponad rok w areszcie tymczasowym.

- Jest pan człowiekiem inteligentnym. Podejmując działanie, które doprowadziło pana na ławę oskarżonych, warto było zastanowić się, czy akurat taki sposób na życie i zarabianie pieniędzy jest właściwy - pouczała oskarżonego w uzasadnieniu wyroku sędzia Marzena Barburska, przewodnicząca składu sędziowskiego. - Zafundował pan sobie rok stresu i karę trzech lat pozbawienia wolności. Mam nadzieję, że ta kara spowoduje proces resocjalizacji pana i więcej się tu nie spotkamy - dodała sędzia.
F. mówi, że 13 miesięcy w areszcie bardzo dużo go nauczyło. Inaczej spojrzał na ludzi, którzy tam trafili.

- Prawdziwych bandytów jest tam może jedna trzecia. Reszta to ludzie pomówieni czy zagubieni, którzy zbłądzili przez jeden incydent - uważa. - Wśród osadzonych panuje powszechne odczucie, że władza najpierw zamyka, a potem szuka paragrafu.

Prawdziwa pokuta



- Areszt to ciężkie przeżycie. Nauczył mnie pokory wobec życia, ludzi - podkreśla. - Cała tragedia zaczyna się po wyjściu. Społeczeństwo odrzuca tych, którzy mają konflikt z prawem. Moje życie się załamało, gdy znalazłem się na wolności. Właściciel mieszkania, które wynajmowałem, złamał sądowy nakaz opieki nad rzeczami. Podczas remontu zniknął mój sprzęt, komputery.

F. mówi, że po wyjściu z aresztu pierwszą noc spędził na dworcu. W następne miał już dach nad głową, bo przygarnęła go znajoma, która dała mu kilka dni na znalezienie mieszkania.

- Zaczynam życie od nowa, bez pieniędzy, z oczekiwaniem na wezwanie odbycia reszty wyroku, czyli 23 miesięcy, z których może trochę Temida mi daruje. Szukam uczciwej pracy - zapewnia Artur F. - Na osobie bliskiej zawiodłem się, bo narzeczona nie chciała się przyznać do znajomości z kryminalistą. W areszcie nauczyłem się wiele, zacząłem inaczej patrzeć na życie i ludzi. Choć bolesna była ta nauka. Nie doszłoby do tego, gdyby 45-letni mężczyzna mógł znaleźć pracę na miarę swoich możliwości - dodaje.

PS. Imię i nazwisko bohatera zostało zmienione.

***
Maciek Polański, psycholog

Bywa, że człowiek, jeśli zdarzy mu się coś przywłaszczyć, nie ma poczucia winy. I ma tendencję do pomniejszania ryzyka. Jeżeli przekręt się udaje, uważa, że jest w porządku i często nie potrafi ocenić zagrożenia. Czy spróbuje jeszcze raz kogoś oszukać? Czy żeby nie wejść drugi raz na drogę przestępstwa, potrzeba siły psychicznej, skoro tak łatwo było wyłudzić pieniądze? Wszystko zależy od tego, jak odebrał karę. Dla jednych zakucie w kajdanki i doprowadzenie do aresztu jest dramatem, upokorzeniem, a dla innych nie jest tym nawet kilkuletnie więzienie. To sprawa moralności tego człowieka i jego oceny czy to, co zrobił, jest przestępstwem, za które powinien zostać ukarany, czy swoje zatrzymanie uważa za wpadkę przy pracy.

Bogusław Zając, rzecznik częstochowskich sądów

Nie można bezkarnie wyłudzać pieniędzy. Częstochowianin został skazany za wyłudzenia kredytów i oszustwa na trzy lata pozbawienia wolności. Ale nie może liczyć na to, że tych pieniędzy nie musi zwracać. Banki miały ubezpieczone kredyty. I roszczeń finansowych mogą teraz na drodze cywilnej dochodzić firmy, które ubezpieczyły te pożyczki. Nawet w wypadkach samochodowych, gdzie sprawstwo jest nieumyślne i nieplanowane, obowiązuje prawo regresu. Firma ubezpieczeniowa wypłaca pokrzywdzonemu odszkodowanie, a potem dochodzi roszczeń od sprawcy, który był nietrzeźwy czy bez prawa jazdy. A tu czyn był zaplanowany, z zamiarem oszukania przyjętym z góry. Ubezpieczyciele mogą dochodzić roszczeń, a do drzwi sprawcy zapuka komornik i zajmie jego dobytek.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.