Facebook Google+ Twitter

Zdobyli szczyt i wrócili do Polski

Współautorzy: Urszula Stawikowska

- Po blisko dwóch tygodniach spędzonych w Afryce, wspinaczce na szczyt Kilimandżaro, wracamy do Polski. Nikt z nas nie kryje radości - to fragment ostatniego z wpisów na blogu-dzienniku z podróży niepełnosprawnych zdobywców kenijskiego szczytu. Dziś zakończyła się ich 14-dniowa wyprawa.

Uczestnicy wyprawy na Kilimandżaro / Fot. Urszula StawikowskaNa Okęciu zostali przywitani przez rodziny, przyjaciół, fotoreporterów, dziennikarzy oraz wszystkich tych, którzy trzymali za nich kciuki. A wyprawa rozpoczęła się 27 września. Nie była to tylko i wyłącznie ciężka ścieżka na szczyt, dostarczała ona również wielu atrakcji. Pierwszego dnia pobytu w Afryce uczestnicy odwiedzili dwie fundacje, jedna z nich chroni żyrafy, druga ratuje małe słoniki porzucone przez rodziców. Tego dnia odwiedzili również księżną Sapieżankę, która ufundowała im ubezpieczenia i lekarza. Drugi dzień wiązał się z wizytą w Pałacu Prezydenckim. Wiceprezydent Kenii przyjął grupę z wszelkimi honorami.

Początek wspinaczki

Wystartowali 1 października, mimo wielu trudności nie stracili optymizmu. Po przejściu 12 kilometrów dotarli do obozu Horombo Hut na wysokości 3720 m n.p.m. Z powodu pierwszych kontuzji uczestników, drugiego dnia podzielili się na dwie grupy. Trzeciego dnia zdecydowali się zregenerować siły i pozostali w obozie, by już bez przeszkód dojść do kolejnego obozu. Wyruszyli o godzinie siódmej rano następnego dnia i już po kilku godzinach dotarli do schroniska Kibo Hut na wysokości 4703 m n.p.m.

Droga po marzenia

By zdobyć wierzchołek wyruszyli w nocy. Po upływie 8 godzin dotarli do Uhuru Peak, najwyższego punktu masywu, który znajduje się na wysokości 5895 m n.p.m. Mimo, że na tym odcinku wiele sprawnych osób poddaje się, oni wierzyli że im się uda dzięki wzajemnemu wsparciu.

- Angelika – tak jak obiecała – jest czasem czyimiś oczami, rękami; Kasia Rogowiec – nogami, a Łukasz, mimo tego, że nie widzi wspiera resztę jak mało kto. Podobnie jest z Jaśkiem Melą – jego optymizm jest nie do zdarcia. Jarek i Piotrek Truszkowski nie raz już mieli okazję udowodnić, co znaczą silne, męskie ręce. A Krzyśki, mimo tego, że poruszają się o kulach, nadają naszemu marszowi odpowiedni rytm. Piotrkowi Pogonowi, który ma tylko jedno płuco, z każdym kilometrem oddycha się coraz trudniej, ale dzielnie pomaga pchać wózki, kiedy pojawia się jakiś problem, natychmiast działa. No i jeszcze Boguś Bednarz, który spisuje się na medal. Razem stanowimy wielką siłę! - wspominają w pamiętniku wyprawy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Anna Dymna jest wspaniałą kobietą

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.