Przeginamy na potęgę. Czasem nie zdając sobie z tego sprawy. Nikt tu nie jest bez winy a większość ma w tym procederze niechlubnie zapisaną kartę: ja, ty, osobisty małżonek, dzieci, rodzice, sąsiadka, szef, znajomi i całkiem obcy ludzie.
Gdyby istniało proste panaceum na zdrowy rozsądek łykalibyśmy je garściami. Mam na myśli tych, którzy mają świadomość własnej ułomności w tym względzie. I którym zależy. Reszta ma to „ w głębokim poważaniu” i nawet nie czyni wysiłku, by jakoś temu zaradzić. Wydaje się, że dobrze im tak, jak jest.
A przecież nie żyjemy na samotnej wyspie i z trudem udałoby się znaleźć człowieka, który choć raz w życiu nie przegiął (przesadził) albo nie uważał, że ktoś inny przegiął (przesadził). Ogromny odsetek z nas pieczołowicie (choć nie zawsze celowo i z premedytacją) uprawia swoje poletko z przegięciami. Przegięcia jeśli trafią na dobry grunt, rozrastają się bujną różnorodnością do rozmiarów: wyklęcia, odsunięcia, oburzenia a czasem nawet rozwodu.
Ale rzecz dziwna i zastanawiająca: przegięcie - przesada jako takie nie ma cech uniwersalnych, bo to, co jednemu ewidentnie „pachnie” przegięciem, dla drugiego będzie zwyczajną sprawą. Weźmy na przykład ulubione sformułowanie prezesa Kaczyńskiego : „oczywista oczywistość”.
To wzmocnienie zamiast podkreślać – tworzy kicz i karykaturę. A jednak tym zwrotem-wytrychem umiłowany Prezes otwiera rozmiękczone już głowy swoich popleczników. W swoich oponentach z kolei budzi uczucie żałosnego politowania. To przykład z tzw. górnej półki, ale bez trudu można znaleźć inne, z bardziej przyziemnych rejonów.
Do takiej galerii osobliwości z pewnością można zaliczyć wychowawczą nadopiekuńczość rodziców i wyzysk rodziców przez dzieci. Mamy oto taki obrazek: dawno już po skończeniu trudnego wieku dojrzewania, utuczony maminą zapobiegliwością, 30-letni „byczek” siedzi i trwa jej na plecach, za najlepszego rodzica mając monitor komputera (tata) i klawiaturę (mama). I ani mu się śni pomóc w czymkolwiek rzeczywistym rodzicom. A rodzice, jak to rodzice, cieszą się, że mają swoje dziecko blisko, że mogą mu okazać swoją „miłość” i spowodować tym samym, że ich życie wciąż będzie miało sens. Czy to są prawidłowe relacje, czy to nie jawna przesada?