2008-02-18 13:58, aktualizacja: 2008-02-18 13:58:29
Wspominając tragiczną śmierć Zdzisława Beksińskiego, której trzecia rocznica przypada 22 lutego, poprosiłem o rozmowę wieloletniego przyjaciela i promotora dzieł Mistrza - Piotra Dmochowskiego.
Piotr Dmochowski urodził się 27 czerwca 1942 roku w Warszawie. W 1964 wyemigrował do Francji, gdzie skończył studia na Wydziale Prawa oraz Szkołę Nauk Politycznych w Paryżu. Do niedawna był adwokatem przy sądzie apelacyjnym w Paryżu i profesorem prawa na Uniwersytecie Paryż X.
Pasja granicząca z obsesją. Pasja, która z jednej strony powinna prowadzić Piotra Dmochowskiego do izolacji wobec paryskiego świata krytyków, którzy zdecydowanie odrzucali talent Zdzisława Beksińskiego, a drugiej niepozwalająca na rezygnację z opinii tego środowiska.
W „Zmaganiach o Beksińskiego” opisuje niedostępną cytadelę krytyków sztuki, którą poznał od dusznych piwnic wypełnionych koneksjami, pieniędzmi i już zyskaną sławą po fasadę promowania artystów. Cytadelę ludzi, których wrażliwość wobec sztuki przypomina wrażliwość rybaka na widok złowionej ryby: wypatroszyć, uwędzić i sprzedać. To wśród nich bohater dzisiejszego wywiadu musiał szukać zainteresowania Beksińskim - wśród tych, którzy wyrażali jak najbardziej nieprzychylną opinię o artyście. Niezwykłe, ale przebrnął przez ich niechęć, a co najważniejsze, właśnie owa zła opinia zdopingowała i nadal dopinguje Dmochowskiego do upartej promocji dzieł Zdzisława Beksińskiego.
I tak było w przygodzie z Beksińskim. Niby miałem kupować od niego obrazy i je sprzedawać z zyskiem dla nas obu. Od razu stanąłem przed dylematem: większość z tych, które weszły w moje ręce, tak mi się podobała, że nie mogłem się z nimi rozstać. I tak pozostało do dzisiaj. Wystawy, galeria w Paryżu, publikacje, które zrobiłem, filmy i reportaże, wszystko to miało na celu rozsławienie Beksińskiego, a nie sprzedawanie go. Jeśli sprzedawałem to na to, by mieć środki na rozsławianie Beksińskiego. Toteż nawet, gdy zjawili się kupcy na całość moich ogromnych zbiorów, to sprzedałem im tylko to, czego nie lubiłem, a resztę, mimo że moja sytuacja finansowa bywała tragiczna, zachowałem po cichu dla siebie. I tak było przez następne lata: wystawiałem na sprzedaż tylko te obrazy Beksińskiego, których nie lubiłem. Resztę zachowałem do dziś. I dziś też pozbywam się tylko obrazów, których nie lubię. Tych, które są mi bliskie nie wystawiam na sprzedaż i wiem, że nigdy ich na sprzedaż nie wystawie, bo są jak moje adoptowane dzieci, z którymi nie sposób by mi było się rozstać.
Dlaczego zainteresował się Pan obrazami Zdzisława Beksińskiego?
Co do korespondencji to było to jeszcze jedno pole naszych nieustannych, wzajemnych ataków (zwłaszcza moich na niego). Tak, iż w pewnym momencie on ją zerwał. Ale też po dwóch czy trzech latach zaproponował mi jej wznowienie, bo mu jej było brak.
Tak, jak już mówiłem jest około osiemdziesięciu obrazów, których w żadnym wypadku nie wypuszczę z ręki. Mają stanowić człon muzeum Beksińskiego, które może ktoś kiedyś zbuduje, bo ja nie mam takich środków by zrobić to za swojego życia. Do tego wymarzonego muzeum nadal odkupuje obrazy, które kiedyś ludziom sprzedałem oraz inne obrazy Beksińskiego, które proponują mi kolekcjonerzy. W ciągu dwóch lat kupiłem co najmniej sześć takich doskonałych obrazów. Każdy zakup to wielka przygoda, a potem radość w umieszczeniu go na ścianie i oglądanie go przez kilka miesięcy, aż ustąpi miejsca nowym nabytkom, a sam pójdzie „na skład”.
Wszystko co wydałem lub zebrałem o Beksińskim może być za darmo pobrane z mojej galerii internetowej. Tak wiec moja korespondencja z nim, moje albumy z reprodukcjami jego prac, moja książka o nim (w wersji polskiej i francuskiej) i wreszcie rozległa bibliografia, jaką o nim pozbierałem.
Tomasz Jośko 15.02.2008 22:30
Wielki PLUS za ten materiał.
Naprawdę dobry artykuł. Jedyne, co mi troszkę przeszkadza to ta kwestia "przeczytania książki, gdzie jest sto rzeczy na ten temat". Tym niemniej - świetny tekst!
Ja wciąż pamiętam jeszcze Tomasza Beksińskiego, jego audycje, no i felietony...
Piotr Raszewski 15.02.2008 22:44
Pamietajmy, że Piotr Dmochowski od lat popularyzuje Zdzisława Bekńskiego.
Czytałem książkę o której wspomina i powiadam, że jak na moją nędzną znajomość "cytadeli" promocji sztuki dzieją się tam rzeczy zatrważające.
Polecam książkę - jej przeczytanie nie kosztuje więcej niż czas potrzebny na ściągnięcie ze strony Piotra Dmochowskiego oraz czytan... przy czytaniu czas kurczy się do rozmiarów jaja kolibra. Pasjonująca powieć o pasji. Gorąco polecam.
Tomasz Jośko 15.02.2008 23:02
Skoro tak, przyjrzę się temu bliżej... Zwłaszcza, że w temacie raczej nie siedzę, a po wizycie na stronie P. Dmochowskiego zainteresowałem się. Ciekawe.
Anna Sucharska 16.02.2008 01:02
W kolekcji Dmochowskiego nie ma niestety moich ulubionych obrazów Beksińskiego, ale + dla autora za zajęcie się tym tematem.
Natalia Pasierbek 17.02.2008 12:13
+ w stu procentach, bezapelacyjnie, do samego końca!
Mirek Antoniewicz 23.06.2008 13:48
od lat prowadze korespondencje z p.Dmochowskim, szanuje jego postawe i wielka pasje
Wybrane oferty pracy: