Facebook Google+ Twitter

Ze wspomnień straniery

Ktokolwiek - a jest nas niemało - zetknął się poza granicami kraju z obyczajami i sposobem życia naszych pracodawców, ma niepowtarzalne wspomnienia. Czasem dotyczą spraw na pozór zwykłych, a jednak niecodziennych.


Coś z kuchni

Posiłki przyrządzałam zgodnie z sardyńskimi recepturami, wprowadzając, ku zadowoleniu Tiny i bywających na obiadach córek małe co nieco z kuchni polskiej. Tina wstawała w porze posiłków i tuptając eleganckimi bucikami po marmurowej posadzce przychodziła jeść do kuchni. Jadła z apetytem pastę z sosami, smażone mięsa, pieczone z kartoflami prosię, kotlety jagnięce i schabowe, lazanie, ryby, młody bób duszony z boczkiem, sałaty, brzoskwinie w syropie, karczochy i wszystko, co zadysponowała; do obiadu wypijała szklankę białego wina, przywożonego od lat wielu przez gospodarza z okolic Castelli Romani. Wieczorem Tina wstawała i zasiadała w salonie. W głębokim fotelu, z nogami w ocieplanym elektrycznie bucie z kożuszka oglądała, przysypiając, ulubione programy.

Coś z medycyny

Intrygował mnie zestaw leków, jakie Tina dostawała z zaleceń trzech różnych lekarzy: domowego, który ordynował preparaty nasercowe, zięcia – dentysty, który dla świętego spokoju zalecał ulubione cytrynowe pastylki na gardło, oraz – nieznany mi lek, zalecany przez psychiatrę, do którego okresowo Tina była wożona.

Najbardziej zdumiewające było to, że Tina leczona była w ten oryginalny sposób z powodu… wymiotów. Po każdym obiedzie bowiem wędrowała do łazienki, zamykała się na klucz i wsadzała palec w gardło z wiadomym skutkiem. Nie pomagały leki, nie pomagały upomnienia córek, nie pomagało nic. Nie była anorektyczką, nie była nawet chuda – wręcz przeciwnie, trzymała stałą wagę osoby średniej tuszy.

Od czasu do czasu narzekała wszakże na bóle brzucha, w które rodzina nie bardzo wierzyła, bo staruszka nie krzyczała, nie skręcała się, nie wiła i nie wyła. - Brzuch mnie boli - oznajmiała kategorycznie – niech przyjdzie doktor.

Jednakże sprowadzany z piętra doktor niewiele mógł zdziałać: Tina, od czasu śmierci męża, szanowanego powszechnie sędziego, nie dopuszczała myśli, że jakikolwiek mężczyzna mógłby patrzeć na jej obnażone ciało, a obmacywanie brzucha, nawet przez ubranie, uznawała za niedopuszczalne. Sytuacja powtarzała się od lat wielu, a decyzja Tiny, że będzie sobie żyć na leżąco, bo już się w życiu nachodziła, nasunęła podejrzenie, że staruszka ma lekkie fiksum-dyrdum.

Katastrofa

Mnie samej dolegliwości Tiny nieodmiennie kojarzyły się z kamicą żółciową, ale ja byłam straniera, domestica (7) i tylko do Anny miałam odwagę powiedzieć, co o tym myślę. Anna była serdeczna, wesoła, komunikatywna, ale i ona nie dopuszczała myśli, że Tina nie jest właściwie zdiagnozowana, a jej bóle brzucha mogą oznaczać coś innego, niż fanaberie kapryśnej staruszki.

Dwa miesiące wakacji liczna rodzina spędzała w Santa Marinella, gdzie czas upływał na plażowaniu, rozmowach i… codziennym, wieczornym wielkim żarciu. Tam też zdarzyła się – znana mi już z relacji Anny – katastrofa. Ból brzucha Tiny objawił się tym razem rozpaczliwym krzykiem i utratą przytomności. Perforował pęcherzyk żółciowy, powodując rozległe zapalenie otrzewnej. Życie biednej Tiny wisiało na włosku.

- Anno, pamiętasz moje podejrzenia? spytałam.
- Tak, miałaś rację, odrzekła. No i wiesz, mama teraz jest na diecie i żartuje, że już nigdy nie zje pieczonego prosięcia.
- A wiesz Anno, rzekłam, ją to rozumiem, bo
porchetta(8) naprawdę smakuje wybornie. Szczególnie z polskim chrzanem.

1. Oto nasza mamusia
• 2. Witaj, piękna
• 3. Mów mi Tina
• 4. Jak się czujesz, jak leci?
• 5. W wannie? Nigdy! Jesteś właściwie głupia!
• 6. Jak ty to zrobiłaś?(jak ci się to udało?)
• 7. Imigrantka, służąca
• 8. Pieczone prosię

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Barbaro - "straniera" to nie kompleks, to nazwa - obcy, zagraniczny, cudzoziemiec - i jako taki, poniewaz NIE JEST WŁOCHEM, NIE MOŻE miec racji.
Szczegolnie, jesli pracuje w charakterze gosposi, pomocy domowej; te od wieków - tubylcze - rekrutowały sie z biednej, ciemnej biedoty.
Uswiadomiono mi w momencie, kiedy oznajmiłam, że jadę do domu, pozałatwiać swoje sprawy - że sardyńskie słuzące pracowały dozywotnio i żadnych "swoich domów" nie miały.
Widziałam taki nieszczęsny egzemplarz u jednej z kuzunek, mieszkajacych w domu Tiny. Po smierci chlebodawczyni, samotna kobieta pracująca tam od 10 roku życia z rozpaczą szukała własnego miejsca w świecie.
Żal było patrzeć, jak się ta biedna kobiecina miotała, tym bardziej, że od dawna zidiociała "signora" nie uposazyła jej tak, jak obiecywała.

Komentarz został ukrytyrozwiń

->@ Aniu, nie zgodzę się z Tobą, że Włosi mają poczucie wyższości, a zdanie straniery rzadko brane jest pod uwagę. Moje obserwacje, oraz doswiadczenia są zgoła inne. Generalnie pracodawca, bez względu na to, czy Polak zatrudnia Włocha, czy na odwyrtkę, to ma prawie zawsze poczucie wyższości nad pracobiorcą, a juz szczególnie tym " na czarno". Mnie się wydaje, że kompleks straniera jest w głowie, przede wszystkim. A zatem, zależy od "punktu siedzenia".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fajny tekst:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Jadziu, niestety "straniera" chocby nie wiem jak miala racje, rzadko jej zdanie brane jest pod uwage. Wlosi maja poczucie wyzszosci.... Co do opisu twoich wpomnien- piekny tekst, zwiezly-prosze o wiecej :))) pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

+)
Pasjonuję się tymi różnymi szczególikami. To prawdziwe "życie na gorąco". Znakomity tekst. Przeczytałem dwa razy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pięknie, lekko o dziwactwach starszej damy i metodach działania straniery /spolszczyłam :)/.
Można powiedzieć - Polka potrafi!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2018 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.