Pozycja materiału w rankingach:
Ludzie przesądni powiadają, że o zębach nie powinno się rozmawiać, bo przynosi to pecha. Niektórzy poszli dalej, uważając, że zębami w ogóle nie należy się przejmować i zajmować.
Mamy już XXI wiek, ale powyższy pogląd nadal znajduje praktyczne zastosowanie u wielu naszych rodaków w kraju i zagranicą. W telewizyjnych wiadomościach relacja z Ameryki i rozmowa „ze znanym dziennikarzem polonijnym w Chicago” w sprawie długów naszego ministra Cz. Na ekranie zobaczyliśmy owego dziennikarza, niechlujnie ubranego, prezentującego bez żenady resztki uzębienia w postaci czterech samotnych zębów przednich.
Zobacz także:
Artykuły
(113)
Galerie
(12)
Średnia ocen
(4.31)
Wiek: 54 | Miejscowość: Kluczbork | Kraj: Polska
O mnie: podobno niegłupi facet ciekawy świata, unikat urodzony w Sopocie (gdzie od 53 lat nie ma już porodówki)
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Wojciech Arciszewski 23.02.2009 20:04
Moj tekst ma podstawowa wade.W zasadzie zajalem sie skutkiem a nie przyczyna. Bo dentysta wchodzi do akcji, gdy juz cos sie dzieje.
Tymczasem, sedno sprawy lezy jednak w edukacji i nawykach higienicznych.Nie moze byc tak, jak to opowiadal mi kolega, ze bedac w wojsku spotkal ludzi, ktorzy po raz pierwszy widzieli na oczy szczoteczke do zebow ( sic !).
Nawyk czyszczenia zebow, ograniczanie ilosci slodyczy. Duza rola rodzicow.A szkola powinna to utrwalac.
Kiedys byly w szkolach jakies akcje , z tego co pamietam powszechny byl plakat z wiewiorka trzymajaca szczoteczke do zebow. To chyba nie sa kolosalne pieniadze.
Duzo zla dorzucaja wszedobylskie reklamy, zachwalajace słodkie batony co "zaspokoją głód" i "czas na przerwę".
Jolanta Paczkowska 23.02.2009 18:40
Też pamiętam, że w mojej szkole było, jak to pani stomatolog mówiła, jedno tępe wiertło na wszystkich uczniów. Ale było i była pani stomatolog i jej gabinet. Była higienistka. Teraz jest pielęgniarka - jedna na dwie duże szkoły.
Ale jeszcze gorzej, że na pogotowiu nie ma stomatologa, więc świąteczno-wieczorno-nocne kłopoty z zębami nie mogą się przydarzyć, no nie mogą.
Autor usunął profil 23.02.2009 17:32
+))) Nie pamiętam dobrze czasów PRL-u, ale z opowiadań moich rodziców i wszystkich ich znajomych wiem, że była opieka medyczna, stomatologiczna, socjalna i nikt nie żywił się po śmietnikach! D.
Autor usunął profil 23.02.2009 17:26
Za komuny były obowiązkowe prześwietlenia klatki piersiowej, a teraz w Bieszczadach i nie tylko - szaleje gruźlica! Wstrętna ta komuna!!! A po co zęby, kiedy tak wielu ludzi i tak nie ma co do przysłowiowej "gęby" włożyć! Ja w szkole - i to każdego stopnia - miałem stomatologa i lekarza. Identycznie było w moim wydawnictwie prasowym. Ścigano mnie, bym wyjechał na darmowe wczasy FWP, a ja się ukrywałem, broniłem - jak mogłem!!! Wstrętna komuna! Obecnie - jedna plomba w Vita-Dencie to 250 złotych i od razu człowiek zdrowszy i krążenie ma lepsze (po śmietnikach).... Marr
Stefania Najsarek 23.02.2009 16:45
Wojtku, facjata jak facjata, mogę patrzeć w bok, bo napisałeś....".Efekty są widoczne gołym okiem, a czasami jeszcze drażnią nasz zmysł powonienia", a od tego, w ścisku, już nie bardzo możesz uciec.
Jadwiga Kowalczyk 23.02.2009 12:29
toon - masz rację; teraz, w dobie bardzo nowoczesnych, które jednak sa bardzo drogie, niemożliwe jest wyposażanie małych gabinetów.
Ale w dobie bezbolesnego wiercenia (nawet już bez wierteł) dzieci powinny byc od małego uświadamiane, że dentysta to nie jest straszydło!
Oraz, że zadbane zęby to zdrowie, uroda i elegancja.
Barbaro - to było w czasch tradycyjnych wiertarek i ubogiego wyposazenia.
Wojciech Arciszewski 23.02.2009 08:39
Jadwigo,
Masz racje co do tych obowiazkowych przegladów i leczenia .Gabinet w każdej szkole to jednak zbyt utopijne ekonomicznie rozwiązanie i nie gwarantujace własciwego poziomu. Mozna by jednak wprowadzic rozwiazanie typu szwajcarskiego, o ktorym pisze Barbara.
Z czasów moich studiów pamietam, że bezwzglednym warunkiem zaliczenia roku akademickiego, było posiadanie w indeksie (na jednej z wyznaczonych stron) groźnie brzmiacej pieczęci o treści "SANACJA JAMY USTNEJ rok.../..." wstawionej przez uniwersytecki gabinet dentystyczny.
BARBARA Romer Kukulska 23.02.2009 07:27
A mnie szkolny stomatolog wyborował o dwa razy za duże dziury, bo nie niał małych wierteł.
Tutaj nie ma w szkole dentystów. Jest wyznaczony dentysta , którego rachunki za usługi dla szkolnej młodzieży płaci podatnik- ministerstwo. Jeden dentysta obsługuje 3 szkoły, Zęby młodzieży są subwencjonowane przez państwo do 16 roku życia.
Najważniejsze jest jednak to, że już w przedszkolu dzieci mają swoją szczoteczkę do zębów i tam codziennie je myją pod okiem i odpowiednim instruktażem. To się po prostu opłaca. Zdrowe zęby to najlepszy kapitał własny.
Jadwiga Kowalczyk 23.02.2009 07:07
To nie jest sprawa "edukacji" szkolnej - to jest BRAK GABINETÓW stomatologicznych w każdej szkole, obowiązkowych przeglądów i leczenia w trakcie lekcji, żeby delikwent sie nie wymigał.
Tak było za komuny - bez wzgledu na obrzydzenie, z jakim tego rodzaju stwierdzenia sa przyjmowane do wiadomości.
To szkolny stomatolog uratował mi w latach 60. uzębienie w stanie totalnej próchnicy.
Autor usunął profil 22.02.2009 23:17
+))) Za tekst napisany "z zębem...." :))) Marr