Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

92231 miejsce

Żegnaj Brukselo… Witaj Warszawo! A może wprost przeciwnie?

Donald Tusk przeszedł do politycznej ofensywy. 10 czerwca bieżącego roku premier RP ogłosił w programie publicystycznym „Tomasz Lis na żywo”, że chce pozostać na dotychczasowym stanowisku.


Chociaż przywódca obozu politycznego rządzącego w Polsce nie powiedział tego wprost, to z jego słów można wnioskować, iż rezygnuje on z ubiegania się o urząd przewodniczącego Komisji Europejskiej, co byłoby możliwe po najbliższych wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Nie należy jednak przesądzać o hipotetycznej rezygnacji Donalda Tuska z pełnienia najwyższej funkcji w Unii Europejskiej. Do eurowyborów pozostało jeszcze dużo czasu i – przynajmniej w tym momencie - kwestia objęcia przez poszczególnych polityków urzędów europejskich pozostaje otwarta.
Czy wobec tego Donald Tusk skłamał, deklarując, iż nadal będzie szefem rządu? Nie, przecież politycy nie kłamią, ale mają - cytując Janusza Palikota – „wielkie skłonności do dyplomacji”. Wszakże to nie osobiste ambicje, ale zmieniająca się sytuacja polityczna i nowe okoliczności diametralnie wpływają na wszystkie podjęte wcześniej decyzje. To one unieważniają uprzednie deklaracje i zobowiązania polityczne.
Przykładowo, w 2005 roku Włodzimierz Cimoszewicz początkowo ogłosił, że nie będzie startował w wyborach prezydenckich. Gdy swoją decyzję zmienił, tłumaczył, iż usłyszał głos ludu polskiego, który błagał go, by jednak zgodził się ubiegać o najwyższy urząd w kraju nad Wisłą. A Cimoszewicz, ludziom życzliwy, postanowił zadośćuczynić woli ludu.
Można przypuszczać, iż w niemal analogicznej sytuacji - jeśli lud europejski poprosi Donalda Tuska, by objął stanowisko przewodniczącego Komisji Europejskiej - polski premier nie będzie mógł odmówić, ponieważ mogłoby to przecież zaszkodzić polskiej integracji z Unią Europejską. Kiedy taka sytuacja faktycznie zaistnieje, czyż Donald Tusk będzie mógł zaryzykować pogorszenie stosunków Polski i Polaków z europejskim ludem?
Deklaracja Donalda Tuska, iż chce on pozostać polskim premierem do roku 2015, a później ubiegać się o reelekcję (dla siebie i swojej partii) jest wynikiem zarówno wewnętrznej sytuacji panującej w partii rządzącej, jak również pogarszającej się w Rzeczypospolitej sytuacji społeczno-gospodarczej. Perspektywa objęcia przez Donalda Tuska stanowiska przewodniczącego Komisji Europejskiej stworzyła, zarówno w Platformie, jak i w polskiej przestrzeni publicznej, polityczna pustkę. Od wielu lat polski premier stanowi bowiem dla swojej partii pewnego rodzaju spinacz, który gwarantuje temu ugrupowaniu jedność i zapobiega wewnętrznym sporom i rozłamom. Mówiąc kolokwialnie, cała Platforma Obywatelska jest zbudowana na fundamencie, który nazywa się Donald Tusk. Bez tego fundamentu może runąć całą konstrukcja, a ostatnie dni i tygodnie pokazały, że implozja w Platformie Obywatelskiej jest możliwa.
Tym bardziej, że Jarosław Gowin już poczuł się nowym przywódca partii rządzącej i postanowił opublikować ankietę, która miała udowodnić - zarówno obywatelom RP, jak również członkom Platformy Obywatelskiej - że w każdym z nas jest trochę z… Jarosława Gowina. Cokolwiek miałoby to oznaczać. Z kolei Grzegorz Schetyna, jakby to najdobitniej określić... Od kilku tygodni aktywnie się zastanawia.
Kiedy kota nie ma, myszy harcują. W tym kontekście, za pośrednictwem swoistego come backu na polską scenę polityczną, Donald Tusk wysyła następujący komunikat: Kot wrócił, żeby myszy przestały harcować. I myszy przestaną harcować! Gwarantuje Wam to, członkowie Platformy Obywatelskiej. Gwarantuję Wam to, wyborcy i obywatele RP. Ja tu jestem szefem, ja tu jestem premierem i tak zostanie! Tak właśnie zostanie!
Ten komunikat, który możemy odczytać z podjętych przez premiera Tuska kroków medialnych i politycznych, ma również na celu uspokojenie, tudzież ustabilizowanie, wewnętrznej sytuacji panującej w tym momencie w Polsce. Nasz system polityczny jest poddany coraz szybciej postępującemu procesowi dezintegracji. 8 czerwca tego roku odbył się w Warszawie I Kongres Ruchu Narodowego. To wydarzenie, które raczej nie pozostanie bez wpływu na polską scenę polityczną. Sytuacja gospodarcza Polski pogarsza się, ponieważ „zachodni wiatr” najpierw przyniósł do kraju nad Wisłą spowolnienie, a w ostatnich miesiącach gospodarczy kryzys. Massmedia odwróciły się od partii rządzącej. W polskiej przestrzeni publicznej tworzą ponadto obraz wielowymiarowej apokalipsy, wielopłaszczyznowego kataklizmu, który miał zawładnąć Rzeczpospolitą. Partia rządząca zalicza kolejne wpadki i porażki oraz - dodatkowo - nurkuje w sondażach, przegrywając z PiS-em i IV RP (jeśli wierzyć medialnym przekazom).
Dlatego też Donald Tusk postanowił przejąć polityczną inicjatywę. Zdecydował się potwierdzić swoje przywództwo, swój polityczny leadership. I to zarówno w swojej partii, jak również w kraju nad Wisłą, którego obywatele zaczęli odnosić wrażenie, że polski premier - jakby to powiedzieć - gdzieś zniknął. Donald Tusk zauważył to i zrozumiał, że w ostatnim czasie, mówiąc kolokwialnie, było go w Polsce za mało, także w polskiej przestrzeni politycznej i medialnej. Tak wiec postanowił to zmienić i w programie publicystycznym Tomasza Lisa oznajmił wszystkim wszem i wobec: I’m back forever! Forever!
Żegnaj Brukselo... Witaj Warszawo! A może wprost przeciwnie? Przecież polityczne deklaracje najczęściej nie są wiążące, a już na pewno nie są wiążące na zawsze. Zaś polityczne obietnice zobowiązują jedynie tych, którzy je otrzymują!

Nieopublikowane na tym portalu teksty publicystyczne mojego autorstwa znajdą Państwo na blogu: http://www.zbigniew-stefanik.blog.pl/. Serdecznie zapraszam do ich lektury i merytorycznej dyskusji.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.