Facebook Google+ Twitter

"Żelary" Květy Legátovej

Nic nie jest tylko czarne, albo białe. Nawet miłość

ŻelaryKvěta Legátová (wł.: Věra Hofmanová) jest czeską pisarką, wszechstronnie wykształconą. Przez większość swojego zawodowego życia uczyła jednak w małych, zapadłych czechosłowackich wsiach. W tym czasie poznawała różnych ludzi i ich problemy, które stały się podstawą do napisania zbioru opowiadań, pt. „Żelary”. Opublikowane zostały w 2001 r., ale na polskim rynku pojawiły się dopiero we wrześniu tego roku.

Tytułowe Żelary to mała wieś, gdzieś w górach, ale nie wiadomo dokładnie gdzie. Podobnie jest z czasem akcji, który możemy określić jedynie na pierwszą połowę XX w. Dzięki temu zabiegowi, opowiadania stają się bardzo uniwersalne. Są napisane w taki sposób, że wspominane wydarzenia równie dobrze mogły mieć miejsce na czechosłowackiej, jak i np. polskiej wsi. Nie odnajdujemy bowiem żadnych rysów typowych dla konkretnego narodu. Wyczuć można jednak jakąś „słowiańskość” bohaterów, ale może to tylko moje odczucie.

„Żelary” to zbiór opowiadań, z których każde może funkcjonować jako osobny, w pełni zrozumiały utwór, ale można je potraktować także jako kolejne rozdziały powieści. Kiedy kończymy czytać jakieś opowiadanie, cała historia wydaje nam się przejrzysta i logicznie ułożona. Wyrabiamy sobie opinię na temat bohaterów, którzy się w nim pojawili. Czasem są to dość jednoznaczne wnioski, np. oceniamy, że ktoś jest typowym złym charakterem. Czytamy następne dwa czy trzy utwory, w których nasz czarny charakter w ogóle się nie pojawia. Dopiero w czwartym opowiadaniu odnajdujemy króciutką informację o nim. Okazuje się, że prawda na jego temat jest całkiem inna.

Legátová daje nam prztyczka w nos, sprawia, że momentami jest nam wstyd, że kogoś od razu spisaliśmy na straty. Czytając kolejne opowiadania, widzimy konkretne zdarzenia oczami innych postaci. To trochę tak, jakbyśmy słuchali tego, co inni nam opowiadają. Jak się potem okazuje, bohaterowie nie mówili nam całej prawdy, odkrywali przed nami tylko to, co chcieli, albo przekazywali zasłyszane plotki.

U Legátovej nic nie jest proste, albo tylko białe lub czarne. Nie ma żadnej pewnej rzeczy. Wyrzucona z domu dziewczyna, o której własna siostra mówi, że jest lekkich obyczajów, może być najniewinniejszym stworzeniem. Ksiądz, którego wszyscy kochają i szanują, może mieć na sumieniu grzech cięższy niż którykolwiek parafianin.

Bardzo ciekawa jest stylistyka utworu. Opisy z jednej strony są naturalistyczne, ale jednocześnie bardzo poetyckie. Każdy utwór w jakimś stopniu dotyczy miłości, ale w żadnym nie odnajdziemy sentymentalizmu czy harlekinowskiego romansidła. Żelary przypominają mi trochę schulzowski Drochobycz, szczególnie, że niektóre historie opisywane są z perspektywy dziecka, które jest ich głównym bohaterem. Pojawiają się motywy oniryczne, akcja często rozgrywa się w nocy lub o zmroku, wieś bywa spowita mgłą. Czasem wręcz czuć w powietrzu magię i jakąś niezwykłość tego miejsca, zawieszonego gdzieś w czasie i przestrzeni, może na końcu świata, a może tuż obok nas...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Chyba przeczytam, zachęciłaś mnie. To prawda - nic nie jest tylko czarne lub tylko białe...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.