Facebook Google+ Twitter

Żelazna Dama demoralizuje

Dokonać czegoś? Zestarzeć się? Nie, to się nie opłaca. Z punktu widzenia ekonomii życia. To o tym jest film o Margaret Thatcher.

 / Fot. Materiały prasowe"Żelazna Dama" wbrew biograficznej etykietce, którą film otrzymał już przed premierą, nie jest studium osobowości. Nie jest też analizą rządów pierwszej kobiety premier ani opowieścią o triumfie feminizmu.

"Żelazna Dama" naprawdę wstrząsa. To jest film o starości i o rozliczaniu się przed sobą z życia. Na ekranie widzimy kogoś, kto zmaga się ze światem, jak na wyjątkową indywidualność przystało. W dodatku Lloyd pokazuje, że Margaret Thatcher jest winna (sic!) sukcesu Wielkiej Brytanii. Trudno się po obejrzeniu tego obrazu otrząsnąć.

Wątek polityczny jest osią filmu, choć staje się to zauważalne dopiero po wyjściu z kina. W trakcie seansu czuje się jedynie silne emocje i ma się w głowie tylko jedną myśl: „Jakie to szczęście, że jestem szaraczkiem”, że nie muszę zmagać się z decyzjami, które stały się udziałem Thatcher.

Po „Veronice Guerin” (filmie opartym na historii irlandzkiej dziennikarki, która swoim życiem zapłaciła za rozbicie gangów narkotykowych w swoim państwie), miałam wrażenie, że wprowadzenie w życie swoich ideałów warte jest poświęcenia. Dziś nie jestem tego taka pewna. Guerin zmieniła swoje państwo. Zginęła, ale zyskała wdzięczność i szacunek obywateli Irlandii. "Żelazna Dama" pokazuje, że wcale tak być nie musi. Thatcher także zreformowała swój kraj. Zamiast podziękowania, stała się jednym z najbardziej znienawidzonych polityków. Najdelikatniejszym określeniem pani premier jest "postać kontrowersyjna".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.